Nic nie jest przesądzone

FELIETON \ Ile pieniędzy trafi nad Wisłę?

numer 2040 - 02.06.2018Publicystyka

Ograniczenie funduszy unijnych dla Polski to efekt skierowania środków na przechodzące kryzys południe Europy, a nie sporu z Komisją Europejską. Polska ma jednak wciąż realne szanse wynegocjowania zmiany sposobu podziału budżetu, a co za tym idzie uzyskania większych kwot.

Bez wątpienia zaproponowany przez Komisję Europejską projekt nowej perspektywy budżetowej na lata 2021–2027 jest dla Polski wyjątkowo niekorzystny. Ograniczenie środków unijnych, które mają do nas trafić w kolejnej siedmiolatce, z 83 mld euro do 64 mld euro oznacza spadek o niemal jedną czwartą. W większości państw Europy taka informacja spowodowałaby mobilizację wszystkich głównych środowisk politycznych, które stanęłyby razem murem w sprawie obrony interesów swojego kraju. Niestety akurat w Polsce projekt nowych ram finansowych szybko stał się tylko kolejnym łatwym przyczynkiem do zwyczajowej nadwiślańskiej naparzanki politycznej i przemyśleń w stylu „polityka PiS przynosi efekty”. Nie po raz pierwszy okazuje się, że dokopanie przeciwnikom jest w Polsce ważniejsze niż dbanie o wspólne interesy. Tymczasem sprawa nie jest przesądzona, a powody cięć naszych funduszy unijnych nie tak proste, jak się wydają. I co najważniejsze, ostateczny kształt perspektywy budżetowej wciąż może ulec zmianie.

Nie jesteśmy sami

Po pierwsze zaproponowany przez KE projekt nowych ram finansowych to dopiero pierwszy etap procedury jej przyjmowania. A decyzję o ostatecznym kształcie nadchodzących ram finansowych będzie podejmować Rada Europejska, czyli szefowie rządów państw członkowskich. W projekcie zgłoszonym przez KE realnie traci 14 państw członkowskich, więc znalezienie ewentualnych sojuszników w negocjacjach, a potem w głosowaniu nie powinno graniczyć z niemożliwością. Pięć krajów ma stracić proporcjonalnie nawet więcej niż Polska, więc zapewne będzie im równie spieszno do stworzenia blokującej projekt koalicji. Co więcej, ostateczne rozporządzenie w sprawie ram finansowych Rada Europejska musi podjąć jednomyślnie, więc nawet jeśli w poszczególnych głosowaniach nad podziałem kwot nie uda się zdobyć blokującej liczby głosów, to w odwodzie zostaje jeszcze weto. Bardzo mało prawdopodobne, byśmy musieli go użyć przy takiej ilości innych „poszkodowanych”, ale w razie czego zawsze mamy to wyjście ostateczne. Sama świadomość tego faktu wpływa na pozycje negocjacyjne wszystkich siedzących przy stole.

Trudno też się zgodzić z tezą, że to krnąbrna postawa Polski w ostatnim czasie spowodowała niekorzystny dla nas podział środków. Owszem, Polska miałaby stracić ok. 23 proc. środków, a Węgrzy, którym z KE również często nie po drodze, nawet 24 proc. Tyle samo mają stracić Czesi, którzy wspólnie z Węgrami i Polską najbardziej sprzeciwiali się relokacji uchodźców. Jednak czym sobie zasłużyła Estonia, europejski prymus, która euro wprowadziła już w 2011 r.? A również ma stracić 24 proc. Podobnie Litwini i Maltańczycy, którzy też ładnie przyjęli euro i nie wchodzą w zatargi z instytucjami UE. Ba, 21 proc. środków w porównaniu z obecnymi ramami finansowymi mają stracić... Niemcy. A ich chyba nikt nie nazwie głównym hamulcowym integracji europejskiej. Prawda jest taka, że cięcia funduszy dla Europy Środkowej są spowodowane kryzysem gospodarczym strefy euro. Szczególnie mocno dotknął on południe Europy, które ma się stać beneficjentem nowego budżetu. Nie licząc Bułgarów i Rumunów, czyli dwóch najbiedniejszych krajów Europy, najwięcej na propozycji KE mają zyskać Grecja, Włochy i Hiszpanie. Do przodu wyjdą też Cypr oraz Finlandia, której gospodarka również przechodzi ostatnio trudne czasy.

Doganiamy, ale nie dogoniliśmy

Oczywiście musimy się liczyć z mniejszymi środkami UE z powodu stabilnego wzrostu PKB per capita w ostatnich latach. W 2014 r., czyli w pierwszym roku obecnej perspektywy budżetowej, byliśmy na poziomie 67 proc. średniej UE. W 2021 r



zawartość zablokowana

Autor: Piotr Wójcik


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się














#DziękujeMyZaOdwagę
reklama