Trump kontra sułtan

Pycha kroczy przed upadkiem. Nie inaczej sprawy się mają z Recepem Tayyipem Erdoğanem. Prezydent Turcji najwyraźniej uwierzył, że wolno mu stawiać Stanom Zjednoczonym warunki z pozycji siły i kupować za ich plecami rosyjską broń. Z kolei Trump, jak sugerują niektóre media, to infantylny starzec, który niczego nie zauważy. Cóż, wygląda na to, że Erdoğan się pomylił, a ponieważ zabrnął ze swoją buńczuczną retoryką dość daleko, trudno będzie mu teraz się wycofać i zachować twarz. Trumpowi zresztą podobnie, tyle że USA mogą czekać, a Turcja nie. Ekonomiczne podstawy tamtejszego dobrobytu, w które właśnie uderzyły amerykańskie sankcje, są kruchutkie. Tureckie społeczeństwo nie jest zaś wcale aż tak zjednoczone, czy też zastraszone, by się nie zbuntować. Dla innych sojuszników USA płyną z tego dwa wnioski. Po pierwsze ostrzeżenia ze strony prezydenta Trumpa należy jednak traktować nieco poważniej niż te płynące z Brukseli i Berlina. Po drugie przy dalszej eskalacji konfliktu USA mogą zadecydować o relokacji swoich głowic nuklearnych z tureckich baz, np. do Europy Środkowo-Wschodniej. Państwa regionu powinny tę sytuację przemyśleć.

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl

W tym numerze