Jeszcze więcej postpolityki

POLSKA \ Ze Słupska do wielkiej gry

numer 2121 - 06.09.2018Publicystyka

Robert Biedroń, czyli nowa nadzieja liberalnej części Polski, to powrót starej niedobrej postpolityki – wypranej z treści i idei, za to ładnie ubranej w ogólne hasła i uśmiechy. Liberalizm oddał władzę, ponieważ ludzie mieli dosyć postpolityki – trudno więc oczekiwać, by ją odzyskał za pomocą tego samego, tylko że w większym natężeniu.



Kolejny kandydat na polskiego Macrona lub Trudeau zdecydował się obwieścić swoje polityczne plany. Po kompromitacjach Ryszarda Petru i niezdecydowanych politycznych ruchach Barbary Nowackiej szereg kandydatów drastycznie się skurczył, więc liberalna część polskich komentatorów wstrzymała oddech. Robert Biedroń z bliżej nieokreślonych przyczyn jest przez nich uważany za gracza wagi ciężkiej, więc jego wejście do wyborczej gry ma odmienić sytuację i wreszcie dać oddech nadziei liberalnego centrum i tego, co jest na lewo.

Partia Biedronia już pojawiła się nawet w sondażach, choć jej samej jeszcze nie ma. Jak widać głód nowej jakości jest po tej stronie olbrzymi. Problem w tym, że zarówno konferencja prasowa, jak i promujący nową inicjatywę film zdradziły wszem i wobec, że za tym projektem nic nie stoi. Żadna spójna idea, żadna przemyślana koncepcja, a nawet żadna przekonująca myśl przewodnia. To wielkie nic ma już nawet swoją nazwę – to postpolityka. Czyli polityka wyprana z treści, którą uprawia się dla uciechy wąskiej grupy zainteresowanych bez realnego wpływu na rzeczywistość. Bo ten realny wpływ mają grupy interesu, dla których liderzy polityczni bez własnego zdania są idealnym wyborem.

Inkubator postpolityki

Wytartym komunałem jest powtarzanie, że liberalna Europa oddaje władzę w kolejnych państwach z powodu dominacji tak zwanego neoliberalizmu. Warto jednak pamiętać, że neoliberalizm to nie tylko prywatyzacja usług publicznych czy wzrost nierówności ekonomicznych. To także oddawanie coraz większej władzy niezależnym instytucjom, niemal niepoddanym kontroli społecznej, które wyrywały demokracji kolejne obszary życia społecznego. W ten sposób powstało zjawisko postpolityki – niby wciąż Europejczycy i Amerykanie wybierali swoich przedstawicieli, problem w tym, że ci reprezentanci mieli coraz mniej do powiedzenia. A ich realna władza była coraz węższa. Społeczeństwa miały już tego dosyć – co cztery lub osiem lat głosowały na zmianę polityki, a ta nie nadchodziła. A kolejne rządy wzruszały ramionami i mówiły, że przecież nic nie da się zrobić. Nie pozwalają na to procedury lub przewodniczący jakiejś instytucji zadecydował tak, a nie inaczej.

W takich warunkach powstała specyficzna klasa polityków. Programy i idee nie były im do niczego potrzebne, bo i tak większości nie mieliby szansy wprowadzić. Zamiast na treści skupili się więc na formie. Zamiast proponować ludziom daleko idące i skuteczne reformy, woleli skupiać zwolenników wokół ogólnych haseł o tym, że będzie lepiej, ładniej i przede wszystkim nowocześniej. W ten sposób konkurujące między sobą ugrupowania stały się niemal nieodróżnialne. W sferze konkretów nie różniły się między sobą, ponieważ i tak na nic więcej nie mogłyby sobie pozwolić. Zaczęły konkurować między sobą tym, kto ładniej mówi, kto jest sprawniejszy w potyczkach medialnych, kto się lepiej zaprezentuje na zdjęciu. Trudno było powiedzieć, jakie ma zdanie na konkretny temat dany kandydat – trudno było być nawet pewnym, czy w ogóle je posiada. Z tej perspektywy Robert Biedroń idealnie wpisuje się w czasy postpolityki.

Doskonale nijaki

Biedroń jest powszechnie kojarzony z lewicą, choć gdyby tak porządnie się nad tym zastanowić, to ciężko powiedzieć, dlaczego



zawartość zablokowana

Autor: Piotr Wójcik


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




reklama










#DziękujeMyZaOdwagę
reklama