Maszyna Kloppa w końcu była zwycięska. Tak Liverpool zdobył Ligę Mistrzów w 2019 roku

Jurgen Klopp during Liverpool's trophy parade after winning Champions League in 2019. wikimedia commons
Jurgen Klopp during Liverpool's trophy parade after winning Champions League in 2019. wikimedia commons

1 czerwca 2019 roku. Estadio Wanda Metropolitano w Madrycie. Mecz, który miał być ukoronowaniem jednego z najbardziej spektakularnych sezonów w historii Ligi Mistrzów, zakończył się w tonie bardziej pragmatycznym niż poetyckim. Ale dla fanów Liverpoolu nie miało to żadnego znaczenia. Po 14 latach oczekiwania The Reds znów zostali mistrzami Europy, pokonując Tottenham 2:0 w angielskim finale, który był bardziej bitwą nerwów niż festiwalem futbolu.

Finał dwóch różnych historii

Liverpool przystępował do meczu jako zespół gotowy na zwycięstwo. Już rok wcześniej zagrał w finale Champions League, przegrywając z Realem Madryt 1:3 w dramatycznych okolicznościach. Tym razem Jurgen Klopp i jego drużyna wiedzieli, że nie mogą pozwolić sobie na powtórkę. The Reds wzmocnili się przed nową kampanią przede wszystkim Alissonem, bramkarzem z najwyższej półki.

Dla Tottenhamu był to pierwszy finał Ligi Mistrzów w historii klubu. Drużyna Mauricio Pochettino przeszła trudną drogę – od niemal pewnego odpadnięcia w fazie grupowej, przez cudowny rewanż z Ajaksem w półfinale, aż po wieczór w Madrycie. Zespół był ambitny, waleczny, ale mniej doświadczony na takiej scenie.
Zastanawiasz się, który operator oferuje wysokie kursy na mecze Ligi Mistrzów? Legalny bukmacher Fuksiarz zawsze przygotowuje atrakcyjną ofertę na spotkania naszej drużyny narodowej.

Szybki cios, który ustawił mecz

Mecz jeszcze na dobre się nie rozpoczął, a Liverpool już prowadził. W 22. sekundzie piłkę w polu karnym Tottenhamu ręką zagrał Moussa Sissoko po dośrodkowaniu Mane. Sędzia bez wahania wskazał na rzut karny. Do piłki podszedł Mohamed Salah i pewnym strzałem pokonał Hugo Llorisa. 1:0 dla Liverpoolu. 

To trafienie wpłynęło na obraz gry. Tottenham musiał gonić wynik, ale długo nie potrafił znaleźć rytmu. Harry Kane, który wrócił po kontuzji, był cieniem samego siebie. Dele Alli czy Christian Eriksen nie mieli przestrzeni, aby rozwinąć skrzydła.

Liverpool, choć nie dominował piłkarsko, kontrolował przebieg spotkania. Zespół Kloppa zagrał dojrzale, odpowiedzialnie i bez ryzyka. Nie był to ten sam dynamiczny pressing i ofensywny koncert, jaki pokazali z Barceloną na Anfield, ale w finale liczy się tylko jedno: wynik.

Decydujące uderzenie na 2:0

Tottenham naciskał w końcówce, ale brakowało precyzji. Liverpool grał mądrze, czekając na okazję do kontrataku. I ta przyszła w 87. minucie. Po rzucie rożnym piłka spadła pod nogi Divocka Origiego, który mocnym uderzeniem w długi róg ustalił wynik meczu na 2:0

Dla Kloppa był to szczególny moment. Niemiecki szkoleniowiec przegrał wcześniej dwa finały Ligi Mistrzów – z Borussią Dortmund (2013) i z Liverpoolem (2018). Wreszcie, po latach budowania zespołu, zainwestowanej energii i pasji, mógł podnieść ten najważniejszy puchar.

Artykuł powstał we współpracy z bukmacherem Fuksiarz. To legalny operator, który otrzymał zezwolenie Ministerstwa Finansów na prowadzenie zakładów wzajemnych.
Hazard związany jest z ryzykiem. Uczestnictwo w grach hazardowych jest dozwolone tylko dla pełnoletnich. Udział w nielegalnych grach hazardowych podlega odpowiedzialności karnej.

Artykuł sponsorowany