Właściwa odpowiedź

Felieton \ Głos wodza

numer 2190 - 28.11.2018Publicystyka

Jeden ze znających moją wojskową przeszłość Czytelników zadał mi kilka miesięcy temu pytanie o walory i przydatność składanej kolby w jakimś amerykańskim karabinku czy też strzelbie. Ponieważ nigdy wcześniej nie słyszałem nawet nazwy owej broni, o jej wyglądzie i budowie nawet nie wspominając, odpowiedziałem szczerze, że nie wiem, i sprawę uważałem za zakończoną.

Okazało się, że tylko ja tak sądziłem, gdyż nasz dialog obserwował mój redakcyjny kolega Maciej Kożuszek, który przecież nie byłby sobą, gdyby nie zabrał głosu. Nawet nie mrugnąwszy okiem, wygłosił długą tyradę o tym, że kolba składana jest przydatna wszędzie tam, gdzie jest mało miejsca, czyli w budynkach, a rozkładana na otwartej przestrzeni, gdzie strzelec może swobodnie się poruszać. Perorował płynnie przez kilkadziesiąt sekund, aż gębę rozdziawiłem z podziwu nad jego szeroką wiedzą na temat broni strzeleckiej. Gdy skończył część merytoryczną, spojrzał na mnie z wyższością, orzekł, że jestem żałosny, i skonkludował, że nigdy nie wyrobię sobie marki wszystkowiedzącego, jeśli będę dalej przyznawał się do braku znajomości rzeczy. Przed ciężkim nokautem uratowała go jedynie wielka sympatia, jaką darzę owo zarozumiałe indywiduum, oraz to, że od zawsze czytam jego przednie teksty o Donaldzie Trumpie. Gdy złośliwiec sobie poszedł, zacząłem analizować jego wypowiedź, zrozumiałem, w jaką pułapkę wpadłem i jakie oczywistości mi wyartykułował. Pojąłem też mechanizm działający często w mediach, gdzie żurnaliści z mądrymi minami wygłaszają tezy o tym, że gdy na niebie są chmury, wtedy może spaść deszcz, a jeśli chmur nie ma – deszczu raczej nie będzie. Taka odpowiedź brzmi zawsze jak właściwa odpowiedź.

Merkel próbuje uciec do przodu

Właściwa odpowiedź na temat politycznej przyszłości Angeli Merkel nie padła od kilku tygodni. Bardzo starannie obserwuję wszystkie doniesienia prasowe oraz komentarze na temat Frau Bundeskanzlerin i zauważyłem, że jeszcze w połowie roku kombinowano o jej przegrupowaniu do Brukseli, wymuszonym w swoisty sposób słabymi notowaniami chadecko-socjaldemokratycznego gabinetu, na czele którego stoi, ale obecnie i ta sprawa ucichła, być może dzięki temu, że Merkel próbuje uciec do przodu, wypuszczając w przestrzeń prasową interesujące wabiki, jak choćby ten o konieczności utworzenia prawdziwej, europejskiej armii. W tym miejscu chylę czoła przed jej politycznym sprytem, bowiem niewielu już dziś zajmuje się październikowymi cięgami, które zebrało koalicyjne CSU w wyborach do landtagu Bawarii oraz jej własne CDU podczas elekcji do regionalnego parlamentu Hesji. Aby uświadomić sobie skalę zniszczeń, należy zauważyć, że już w niedzielny bawarski wieczór wyborczy miejscowi komentatorzy podkreślali, iż tak złego wyniku chadecy nie uzyskali w tym kraju związkowym od ponad pół wieku. Trudno się więc dziwić, że na elekcję hesyjską wszyscy czekali bardzo niecierpliwie, starając się nie popełnić najmniejszego błędu.

Ucieczka od stryczka

Najmniejszego błędu nie popełnił Hans-Georg Maaßen, były szef Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji (BfV), czyli niemieckiego kontrwywiadu. On popełnił „głupstwo piramidalne”, którego skutki odczujemy dopiero za jakiś czas. 18 października Maaßen brał udział w warszawskim posiedzeniu Klubu Berneńskiego, czyli naradzie szefów służb specjalnych Unii, gdzie zamiast zajmować się zagrożeniami terrorystycznymi, jakie mogą spotkać Stary Kontynent, wygłosił polityczną mowę, w której zrobił z siebie ofiarę politycznej nagonki, jaką we wrześniu urządzili na niego koalicjanci z Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD). Akcja miała miejsce kilka dni po pójściu do urn Bawarczyków i nieco ponad tydzień przed wyborami w Hesji



zawartość zablokowana

Autor: Tȟašúŋke Witkó


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się