Powtórka operacji „okropny Kościół” spaliła na panewce

WOJNA ŚWIATÓW \ Liberalno-lewicowy walec kontra patriotyczne pospolite ruszenie

numer 2360 - 24.06.2019Publicystyka

To, co w pewnej mierze udało się jesienią A.D. 2018 podczas wyborów samorządowych, zupełnie nie wyszło obozowi liberalno-lewicowemu (przez wielu nazywanemu wprost i bez ogródek „kosmopolitycznym”) wiosną A.D. 2019 podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego. Operacja propagandowo-medialna pod hasłem „ten okropny Kościół katolicki” powiodła się kilka miesięcy temu dzięki filmowi „Kler”, ale zupełnie spaliła na panewce, mimo jeszcze większego antykościelnego ostrzału artyleryjskiego, pół roku później.

Powiedzenie: „nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki” pasuje tu jak ulał. Film Wojciecha Smarzowskiego pomógł zmobilizować przeciwko prawicy elektorat lewicowo-liberalny, zwłaszcza w dużych miastach, a jednocześnie mógł zdemobilizować jakąś cześć elektoratu popierającego Prawo i Sprawiedliwość – może nie tyle prawicowego, co raczej centroprawicowego. Kombinacja umieszczania wizerunków polskich świętości, jak Matka Boska Częstochowska, na śmietnikach i ubikacjach, filmu „Tylko nie mów nikomu” oraz „mowy życia” redaktora (sic!) Leszka Jażdżewskiego już tego efektu nie przyniosła. Sprawdziło się stare ludowe powiedzonko: „co za dużo, to i krowa nie zje”.

Atak na pielgrzymkę, profanacja mszy i... „nienawiść wobec osób LGBT”!

Opozycyjna scena polityczna w Polsce przesunęła się wyraźnie w lewo – tylko że na szczęście Polacy za tym nie podążyli. Wdepnięcie pedału LGBT w opozycyjnym wehikule okazało się przeciwskuteczne. To auto okazało się autkiem: zabuksowało, zawyło i ugrzęzło na manowcach. Nawet ludzie niechodzący do kościoła, także ci pozwalający sobie na antyklerykalne dowcipy, uznali, że „non possumus”, gdy w polskiej przestrzeni publicznej nastąpiła antychrześcijańska kumulacja, niczym w totolotku. Rafał Trzaskowski ze swoją kartą LGBT+, jego zastępca Paweł Rabiej ze swoimi „małżeństwami” homoseksualnymi i adopcją przez nie dzieci (sic!), profanacja monstrancji na Paradzie Równości w Gdańsku czy już czysto chuligańskie próby zakłócenia przez tęczowych chuliganów pielgrzymki dzieci na Jasną Górę… Podkreślam: nawet odległa od polityki, w jakiejś mierze niegłosująca i prezentująca systemową niechęć do polityków wszelkiej maści tzw. Polska grillująca uznała, że to stan wyższej konieczności, że „larum grają” i zaryczała niczym ranny łoś.

Profanacja, którą była parodia katolickiej mszy na warszawskiej Paradzie Równości (po raz pierwszy z udziałem prezydenta Warszawy – za czasów jakże kontrowersyjnej Hanny Gronkiewicz-Waltz jednak nie było to możliwe...), wzbudziła bardzo silne reakcje protestu nie tylko stricte politycznego, ale i społecznego. Ale też dla antykatolickich radykałów, bezrozumnych w swoich obsesjach, stanowiła pretekst nie tyle do pokajania się i autorefleksji, co wręcz do podkręcenia haniebnej retoryki. Tak oto prawił lider „Wiosny” Robert Biedroń: „Kościół milczy (w sprawie „nienawiści wobec osób LGBT” – przyp. aut.), a jest przewrażliwiony na punkcie uczuć religijnych, monopolu odprawiania mszy”.

„Radość i zabawa” lewicowo- -liberalnych hunwejbinów

Kolejny przypis do „Dziejów głupoty w Polsce” Aleksandra Bocheńskiego dopisał poseł „Nowoczesnej”, a teraz już klubu koalicyjnego PO/Nowoczesna Krzysztof Mieszkowski: „Parada Równości to karnawał. Radość i zabawa (…). Kościół ponury, pozbawiony poczucia humoru dopatruje się bluźnierstwa w niewinnych karnawałowych imitacjach religijnych rytuałów”



zawartość zablokowana

Autor: Ryszard Czarnecki


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się