​Polowanie na „polskich agentów”

numer 2374 - 10.07.2019Opinie

Nasze media nie zauważają albo ledwo odnotowują, że w Rosji rozpoczęło się polowanie na... „polskich szpiegów”. Najpierw podano informację, że skazano na 14 lat więzienia w kolonii karnej o zaostrzonym rygorze polskiego kierowcę, który miał podobno kupować tajne części do rakiet S-300. Co może być tajnego w S-300, skoro to konstrukcja z czasów Breżniewa? Kilka dni temu FSB zatrzymała jednego z najbliższych współpracowników szefa kremlowskiej administracji w okręgu uralskim. „Moskowskij Komsomolec” napisał, że Aleksandr Worobiow studiował w Polsce i zna polski, ale to ukrywał. A z kolei jego pryncypał Nikołaj Cukanow, były gubernator obwodu kaliningradzkiego, ma dostęp do Władimira Putina i on też podobno znajduje się w kręgu podejrzeń. Gazeta zapewnia, że to dopiero początek wielkiej operacji przeciwko „polskim agentom”. Robi się śmieszno i straszno. Śmiesznie, bo sprawy wydają się dęte. Strasznie, bo przywodzi na myśl szpiegomanię z lat stalinowskich, kiedy w ZSRS tropiono również domniemane polskie siatki szpiegowskie. Kończyło się to pokazowymi procesami, a nawet ludobójstwem. Nie twierdzę, że teraz będzie tak samo, ale daje się odczuć mroźny powiew tamtych czasów.

 



Autor: MARCIN HERMAN