Tysiąc tóg w potrzebie

NADZWYCZAJNA KASTA \ Szopka na użytek zagranicy, czyli uliczny protest sędziów

numer 2530 - 14.01.2020Publicystyka

Zanim jeszcze przez Warszawę przeszedł Marsz Tysiąca Tóg, pojawiły się wokół niego kontrowersje dotyczące wykorzystania „stroju roboczego” środowisk prawniczych w sytuacji demonstracji ulicznej, a więc w kontekście politycznym i poza sądem. Osoby, mające odpowiadać za przestrzeganie prawa i za ocenę zgodności z prawem zachowania innych, same, nie po raz pierwszy, postawiły się ponad prawem. Sobotnia impreza miała być i była głównie szopką na użytek zagranicy, przy okazji jednak kolejny raz mogliśmy zobaczyć, na czym polegają polskie problemy z wymiarem sprawiedliwości. Tyle że naprawdę nie potrzebujemy już kolejnych przykładów, ale przeprowadzenia do końca reform.

 

Z uwagi na fakt, że toga stanowi strój urzędowy używany na rozprawie, wydaje się niedopuszczalne używanie jej w czasie np. udzielanego wywiadu telewizyjnego czy też w innych sytuacjach niestanowiących wykonywania czynności służbowych związanych z uczestniczeniem w postępowaniu sądowym” – wypowiadał się w 2014 r. w piśmie „Prokuratura i Prawo” prokurator dr Michał Mistygacz, dziś członek władz jednego ze stowarzyszeń organizujących sobotnią imprezę. W komentarzu do ustawy o ustroju sądów powszechnych Katarzyna Gonera stwierdzała, że: „Niedopuszczalne jest używanie togi sędziowskiej poza salą sądową, na której odbywa się rozprawa lub posiedzenie sądu, albo poza budynkiem sądu”, a z kolei prof. Józef Iwulski na ten sam temat wypowiadał się równie stanowczo: „Tylko na rozprawie używają tóg prokuratorzy, adwokaci, radcowie prawni oraz radcowie prawni Prokuratorii Generalnej, w związku z czym należy uznać za niedopuszczalne używanie tóg – co niestety nierzadko się zdarza – np. na korytarzach sądowych, w sekretariatach, w wystąpieniach telewizyjnych, w bufetach itp.”. Tyle teorii przedmarszowej zebranej przez czujnych użytkowników polskiego Twittera, praktyka była jednak zupełnie inna.

Źle się bawicie – dla was to igraszka, nam idzie o życie

Zapytany o togi, prof. Andrzej Rzepliński stwierdził, że obecność sędziów w togach była zgodna… z potrzebą. Idąc więc tropem profesorskiej myśli, potrzeba stanu sędziowskiego stoi ponad przepisami czy dobrym zwyczajem. Być może więc niedługo, gdy znów któryś z roztargnionych sędziów sięgnie po banknot, wiertarkę czy co tam akurat się nawinie, dowiemy się, że zachowanie to było zgodne z potrzebą. I trudno będzie temu zaprzeczyć, z potrzebami nie ma za bardzo jak dyskutować. Inną linię obrony modowej samowoli stanu prawniczego przyjęła prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf. „Krytyka będzie pod każdym adresem – tłumaczy pani prezes. – Chcą, to wezmą, toga to nie łańcuch sędziowski, to nie jest nic zdrożnego; będzie widać, że to są sędziowie, to chyba nie jest nic wielkiego. Toga to jak fartuszek. W przedszkolu”. Jak widać, sama prezes Sądu Najwyższego nie traktuje więc sędziowskiego stroju roboczego zbyt poważnie, a i porównanie sądu do przedszkola, prawnika zaś do przedszkolaka może budzić pewne wątpliwości.

Być może zresztą wszystko to faktycznie jest zabawa, chociaż zamiast lalek mamy prawdziwych ludzi, zamiast klocków zaś – ich losy. Jeżeli coś nie pasuje, można zawsze wcisnąć na siłę, gdy się nie spodoba, rzucić w kąt. Za każdym razem, kiedy w tekście muszę poruszyć kwestie wymiaru sprawiedliwości, pod ręką czekają już kontrowersyjne, delikatnie rzecz ujmując, orzeczenia sądów z ostatnich dni. Jak już wspominałem, liczba budzących sprzeciw decyzji wydaje się ostatnio rosnąć w tempie lawinowym



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Karnkowski


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się












#DziękujeMyZaOdwagę
reklama