Co dalej z inflacją? (3)

ANALIZA \ Polska inflacja od pewnego czasu jest powyżej celu inflacyjnego. Wydaje się, że epoka deflacji z lat 2014–2016 r. jest bezpowrotnie za nami.
Tuż po transformacji inflacja w Polsce była bardzo wysoka i ten stan pomimo sukcesu w jej zwalczaniu widoczny był w latach 90. Na początku 2001 r. inflacja wciąż była duża – ponad 7,4 proc. w ujęciu rocznym. Już w 2002 r. znacznie spadła i wynosiła „zaledwie” 3,4 proc., by pod koniec tamtego roku spaść do wartości niższej niż 1 proc. Kolejne lata przyniosły utrzymanie stosunkowo niskiego poziomu inflacji, która zaczęła chwilowo rosnąć po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Znacząca, bo przekraczająca poziom 4 proc., inflacja wystąpiła w 2008 r., czyli tuż przed wybuchem kryzysu, co niejako współgrało z sytuacją widoczną w całej Unii Europejskiej, gdzie także wystąpił wyraźniejszy wzrost cen. Potem było już znacznie lepiej, choć oczywiście zmniejszenie inflacji (i tak nieznaczne) wiązało się przede wszystkim z gorszymi wynikami gospodarczymi.
Pewnym symbolem był rok 2014. W lipcu po raz pierwszy pojawiła się deflacja i ceny w ujęciu rocznym zanotowały spadek o ponad 0,1 proc. Niewiele, ale był to sygnał pojawiającej się zmiany, bo deflację potwierdziły kolejne miesiące. Najwyższą wartość w ujęciu rocznym deflacja osiągnęła w lutym 2015 r., gdy jej poziom przekroczył 1,6 proc. Potem było już gorzej i ceny powoli zaczęły wzrastać. Zmiana nastąpiła w listopadzie 2016 r., ale inflacja była jeszcze symboliczna. Potem było już różnie.
Od kwietnia ubiegłego roku odczyty inflacji przekraczają poziom 2 proc., a gdyby odjąć ceny żywności, odczyty byłyby tylko nieznacznie niższe, co pokazuje, że jej wpływ jakkolwiek istotny, nie jest aż tak znaczący. Jednak warto pamiętać, że udział żywności w koszyku kształtującym zmiany cen to w ubiegłym roku prawie 25 proc. Sporo, ale taki poziom jest widoczny od co najmniej kilku lat.
Ciekawie prezentuje się relacja inflacji w stosunku do stóp procentowych. Te od marca 2015 r. stoją w miejscu, co oznacza, że poziom inflacji nie ma znaczenia (a przynajmniej znaczącego) na politykę RPP w tej kwestii. Warto przypomnieć, że cel inflacyjny NBP to 2,5 proc. z możliwym odchyleniem 1 pkt proc. w górę lub w dół. Cel określony został stosunkowo dawno, bo w 2004 r. i od tego czasu nie uległ zmianie. Od tamtego czasu średnioroczna inflacja w Polsce wynosiła mniej niż 2,1 proc., czyli była poniżej celu inflacyjnego. Ostatnie dwa lata to wartość praktycznie identyczna, co pokazuje, że cel inflacyjny ustalony bardzo dawno temu jest istotną i solidnie określoną wartością.
Co czeka nas dalej? To oczywiście niełatwa do przewidzenia kwestia, ale trudno się spodziewać gwałtownego spadku inflacji. Ostatnie miesiące ubiegłego roku pokazują, że inflacja nie notuje już tak drastycznych zmian. Wzrostowy trend widoczny jest od dość dawna, a to niestety także nie nastraja optymistycznie. Także to, że wiele instytutów opiniotwórczych i banków w swoich prognozach na bieżący rok wskazuje na możliwy wzrost inflacji, pokazuje, że powrót do odczytów bliskich celu inflacyjnego może nie być wcale łatwy. Jednak sytuacja cały czas pozostaje w tzw. widełkach i być może nie grozi nam pokonanie poziomu 4,5 proc., co niekiedy sugerują niektórzy analitycy. Problem jednak jest, bo na tle Europy, a zwłaszcza strefy euro, jesteśmy krajem o wysokim poziomie inflacji.
 

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl

W tym numerze