Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Najsmutniejszy polityk Niemiec: premier jednej doby

Dodano: 07/02/2020 - numer 2551 - 07.02.2020
Hipokryta! Wysoki mężczyzna w białej koszuli i ciemnej marynarce próbuje się przebić przez buczenie z sali. Szarlatan! Głos jednak się łamie. Świeżo wybrany premier Turyngii stara się kontynuować swoją pierwszą mowę w Landtagu, ale koledzy są niezmordowani. Tupią, krzyczą, obrażają. Półtorej godziny wcześniej ogłoszono, że nieszczęśnik zza pulpitu wygrał. Za 24 godziny i tak przegra. To będą wyjątkowo krótkie rządy.
Mężczyzna, któremu wszyscy dookoła przeszkadzają, jednym głosem pokonał dotychczasowego premiera Turyngii Bodo Ramelowa z postkomunistycznej Linke. Ramelow przez pięć ostatnich lat stał na czele czerwono-czerwono-zielonej koalicji, jego partia zdobyła 31 proc. głosów w ostatnich wyborach do Landtagu. A ten pechowy mówca to Thomas Kemmerich, lat 55, liberał z FDP, którego partia ledwo co załapała się w październikowych wyborach do Landtagu na 5-procentowy próg wyborczy. Polityk, który przejdzie do historii jako pierwszy premier landu wyniesiony do władzy głosami Alternatywy dla Niemiec. Należy podkreślić – jednodniowy premier. Jego pechem było to, że wsparło go najbardziej skrajne skrzydło AfD, o którym przeciwnicy nie wyrażają się inaczej niż „faszyści”. Jeszcze w listopadzie ub.r. sekretarz generalny CDU Paul Ziemiak na łamach „Der Spiegel” pisał o AfD jako o partii stojącej na skraju niemieckiego porządku konstytucyjnego. Świat się wali, CDU z AFD zdetronizowały postkomunistów, by przeforsować kandydaturę liberała. I tym samym niebiescy zastąpili czerwonych, szkopuł w tym, że dla czarnych ci niebiescy tak naprawdę są brunatni. Wszystko to nieco pokręcone, ale ta barwna roszada naprawdę oddaje ducha bieżących sporów i wojenek na niemieckiej scenie politycznej.
CDU wielokrotnie podkreślała, że nie ma przyzwolenia na jakąkolwiek współpracę z AfD. I do tej pory wszyscy chadecy, nawet ci najbardziej sceptyczni wobec przywództwa Annegret Kramp-Karrenbauer czy wcześniej Angeli Merkel, trzymali się tej zasady. W Turyngii ją złamano. Centrala CDU zażądała więc przedterminowych wyborów. Ryzykowne zagranie, biorąc pod uwagę, że w ciągu ostatnich lat z każdą kolejną próbą powstrzymania AfD partia Gaulanda, Meuthena i Höckego tylko zyskiwała na sile. Mało tego, jej elektorat stale rośnie, systematycznie wchłaniając niezadowolonych wyborców CDU, SPD i Linke.
Linke: Na złamanie tabu odpowiada się złamaniem tabu
To była dla Niemiec wyjątkowo gorąca środa. I gorące 24 godziny. Przewodnicząca postkomunistycznej Linke Susanne Henning demonstracyjnie rzucająca pod nogi Thomasa Kemmericha bukiet kwiatów. Björn Höcke, lider turyngijskiej Alternatywy dla Niemiec, ściskający dłoń nowego premiera. Zdjęcie uwieczniające ten moment błyskawicznie obiegło media, kilka godzin później rozgoryczony porażką Bodo Ramelow zestawił je na Twitterze z fotografią przedstawiającą Adolfa Hitlera ściskającego dłoń prezydenta Republiki Weimarskiej Paula von Hindenburga. Przekaz jest jasny: zaczęło się w Turyngii, a teraz Niemcy czeka druga brunatna fala. I ta narracja jest obecna w liberalnych mediach, na ulicach, na banerach protestujących, którzy w nocy ze środy na czwartek tłumnie zebrali się przed berlińską siedzibą FDP. A takich protestów było dużo więcej, w Weimarze, Erfurcie, Jenie, Hamburgu i wielu innych miastach. Jednocześnie w internecie udostępniono petycję wzywającą Kemmericha do rezygnacji z premierostwa. Przed oddaniem tego tekstu do druku podpisało się pod nią ponad 21 tys. osób.
A w berlińskim Regierungsviertel trzęsienie ziemi. Wielka Koalicja bezradnie patrzyła, jak dzięki cichemu sojuszowi chadeków, liberałów i AfD w Erfurcie wybrano premiera. Czy chadecy w Turyngii faktycznie dokonali wolty i nie wtajemniczyli centrali CDU w swoje plany? Paul Becker, rzecznik biura Susanne Henning (Linke), nie krył oburzenia. Rozmawiamy na gorąco, w środę, kiedy emocje są jeszcze silne. – Turyngeńskie CDU i FDP złamały obietnicę daną swoim wyborcom. Politycy tych partii zapewniali, że nie będą współpracować z AfD, a tymczasem to ich wspólnymi głosami wybrano Thomasa Kemmericha na premiera. Chadecy zachowują się teraz tak, jakby nic się nie stało. Jak się próbuje z nimi rozmawiać, udają, że nie rozumieją, o co cała wrzawa. A tymczasem problem rozleje się teraz na poziom federalny. Z sondaży przeprowadzonych po wyborach wynikało jasno, że 70 proc. mieszkańców Turyngii popiera działania premiera Ramelowa, jego rząd cieszył się olbrzymim zaufaniem społecznym. I nagle przychodzi pan Kemmerich, którego partia ledwo przekroczyła próg wyborczy i który jest jednym z pięciu przedstawicieli FDP obecnych w Landtagu Turyngii, i obala dotychczasowego premiera, którego partia wygrała wybory do Landtagu. Nie spodziewaliśmy się takiej sytuacji, zaskoczono nas – mówi w rozmowie z „Codzienną” i dodaje: – CDU, FDP i AfD ukartowały to od początku, politycy AfD wiedzieli, że nie przeforsują własnego premiera, uciekli się więc do fortelu. Przecież CDU mogła spokojnie się wstrzymać i nie zagłosować na Kemmericha, zdecydowała się jednak zagłosować tak jak AfD.
Becker, zapytany o gest przewodniczącej Linke z bukietem rzuconym pod nogi Kemmericha, odpowiada: – Na złamanie tabu można odpowiedzieć tylko złamaniem tabu.
Zieloni: Chadecy udają,
że nic się nie stało
Bernhard Stengele, rzecznik Bündnis 90/Die Grünen w Turyngii, wskazuje natomiast na tarcia w samej CDU. – Chadecy są skłóceni wewnętrznie, nie sądzę, by CDU w Turyngii konsultowała się w sprawie Kemmericha z centralą w Berlinie, więc Annegret Kramp-Karrenbauer znalazła się teraz w fatalnej sytuacji. Mike Mohring i AKK będą to musieli sobie wyjaśnić. Chadecy idą w zaparte. Twierdzą, że wcale nie umówili się z AfD, iż poprą Kemmericha. Wersja oficjalna głosi, że wygrana kandydata FDP jest dziełem przypadku. Wątpimy w tę wersję. W Turyngii ze względów historycznych jesteśmy wyjątkowo czuli na brunatne wpływy. Turyngia stała się w latach 20. XX w. ogniskiem narodowego socjalizmu, to był pierwszy Landtag, w którym w latach 30. wygrała NSDAP. A teraz AfD, a dokładnie Der Flügel, czyli najbardziej skrajne skrzydło tej partii, stoi za wyborem premiera Turyngii. Nie ma przyzwolenia na szerzenie się skrajnych ideologii, nie ma moralnej legitymizacji – mówi „Codziennej” Stengele.
W CDU zastanawiają się teraz, jak z tego wybrnąć. Mówi się o przedterminowych wyborach do Landtagu, ale żeby je przeprowadzić, dwie trzecie posłów musi wyrazić na to zgodę, a AfD przecież będzie temu przeciwne. Co do samego Kemmericha, albo dał się wybrać głosami AfD z głupoty, albo z czystej kalkulacji. Nie wiem, co gorsze. Ludzie w całych Niemczech protestują, wiem, że były jakieś wystąpienia z CDU, a AfD triumfuje – skwitował rzecznik Zielonych.
Kilkanaście godzin po tej rozmowie Thomas Kemmerich ustąpił. Jeszcze w czwartek rano w telewizji śniadaniowej ARD zapewniał, że bierze na siebie misję tworzenia nowego rządu. Po rozmowie z Christianem Lindnerem, szefem FDP, który specjalnie poleciał wczoraj do Erfurtu, by wziąć na stronę swojego partyjnego kolegę i po połajankach z Kanzleramtu i berlińskich ośrodków władzy, Kemmerich zrezygnował. Jednocześnie frakcja FDP w Landtagu Turyngii zaproponowała przedterminowe wybory. Wczoraj mówiono o Thomasie Kemmerichu zgryźliwie: „premier pięciu procent”, teraz przylgnie pewnie do pechowca, który dał się wkręcić partyjnym gierkom: „premier jednej doby”.
Co na to AfD?
W środę rozmawialiśmy jeszcze z rzecznikiem AfD w Turyngii. To Torben Braga, od 2019 r. deputowany do Landtagu Turyngii z ramienia AfD. W latach 2012–2015 członek FDP. Braga nie krył satysfakcji: – AfD jest zadowolona z tego wyboru, ale doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że Thomas Kemmerich nie jest naszym przyjacielem. Decyzja o udzielenia mu poparcia była trudna. Obiecaliśmy jednak naszym wyborcom, że czerwony rząd zostanie odwołany, a Kemmerich jest gwarantem, że tak się stanie. Pięć lat czerwonych rządów to i tak za długo. Mieliśmy do wyboru komunistów, spadkobierców Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec lub polityka FDP, wybraliśmy Kemmericha – powiedział. Braga zapytany o egzotyczny sojusz z CDU i FDP reaguje poirytowaniem: – Egzotyczny sojusz? Nie zgodzę się, przyświecał nam jeden cel i został on osiągnięty. To wszystko. Nazajutrz nie było już ani cichego sojuszu, ani Kemmericha na czele niewidzialnego rządu. W mediach społecznościowych AfD ogłosiła tylko, że jest gotowa na przedterminowe wybory w Turyngii. Nic dziwnego, w kostiumie męczennika, partii oskarżanej o najgorsze narodowosocjalistyczne zapędy, a działającej jednak przecież w ramach demokratycznego porządku, AfD jest w komfortowej sytuacji. W szeregach partii mówi się o „histerii turyngeńskiej”. Nie ma co do tego wątpliwości, że Björn Höcke wraz ze swoim zapleczem intelektualnym z kręgów Nowej Niemieckiej Prawicy będzie wiedział, jak zagospodarować owoce tej histerii, by wyjść na swoje. I być może wprowadzić do nowego Landtagu już nie 22 posłów, ale na przykład 30.
Mutti ma ostatnie słowo
Kanclerz Angela Merkel dopiero wczoraj po południu odniosła się do wyniku wyborów w turyngeńskim Landtagu. Czerwony żakiet, w tle flagi Republiki Południowej Afryki (gdzie Merkel przebywa z wizytą) i komentarz: „Wybór pana Kemmericha na premiera przy wsparciu AfD jest niewybaczalny, trzeba unieważnić wynik tych wyborów”. Annerget Kramp-Karrenbauer dzień wcześniej wypowiadała się w podobnym tonie, a na sobotę zwołała specjalne posiedzenie władz CDU i SPD w Berlinie. Sytuacja pachniała i nadal pachnie kryzysem. Nie tylko w Wielkiej Koalicji, lecz także w łonie samej CDU, coraz bardziej podzielonej na zwolenników ostrego i łagodnego kursu względem Alternatywy dla Niemiec. Wczoraj przed godz. 15 frakcja CDU w Turyngii wcale nie była przekonana do przedterminowych wyborów, a prasa niemiecka spekulowała, że Kemmerichowi grozi procedura wykluczenia z partii, natomiast jego szef może mieć jeszcze większe problemy, ponieważ miał rzekomo wiedzieć o planie poparcia Kemmericha przez AfD. Teraz Christian Lindner będzie się musiał gęsto tłumaczyć ze swoich rozmów telefonicznych z kolegą, z którego już teraz chyba jednak się robi kozła ofiarnego. Publicyści widzą w całej sytuacji szansę dla SPD, która wykorzystując potknięcie CDU w Turyngii, mogłaby teraz opuścić Wielką Koalicję i wybić się na swoim świętym oburzeniu. Na berlińskiej siedzibie SPD zawisł wczoraj baner z antyfaszystowskim hasłem, to taki sposób socjaldemokratów na walkę z AfD. Pytanie, czy duet Esken–Walter-Borjans poza odstraszaniem duchów faszyzmu z fasady Will Brand Haus ma jeszcze to coś, co decyduje o tym, czy ktoś jest politykiem z krwi i kości, czy jednak happenerem. Tak czy inaczej Mutti Merkel ma ostatnie słowo. Wynik trzeba unieważnić i został unieważniony. A dalej zobaczymy.
 
 
Frekwencja w wyborach w październikowych do Landtagu Turyngii przekroczyła najśmielsze oczekiwania i polityków, i politologów. 64,9 proc. z blisko 1,8 mln uprawnionych do głosowania poszło do urn. To skok o 12,2 proc. w stosunku do roku 2014. Pełna mobilizacja miała dać w Turyngii odpór Alternatywie dla Niemiec, co się nie udało. AfD zajęła drugie miejsce, plasując się tuż za Linke, urzędującego premiera Turyngii Bodo Ramelowa, na trzecim stopniu podium stanęli chadecy z wynikiem, który skutecznie zmroził atmosferę na niedzielnym wieczorze wyborczym CDU. Od czasu ostatnich wyborów do Landtagu Turyngii chadecy stracili 11,7 proc. wyborców. Większość przepłynęła do AfD.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze