reklama


Cały był muzyką, cały był dla Boga

POŻEGNANIE \ Mało kto go takim znał

numer 2589 - 23.03.2020Kultura

Łączył w jedność świat muzyki country z popem jak nikt inny. Był mistrzem melodii stroniącym od poklasku. Kenny Rogers, choć był z naszych czasów, to jednocześnie był ich zaprzeczeniem. Był antycelebrytą. Miał 81 lat.

Muzyka? Muzyka to wszystko, czym jestem – mówił. W chwili gdy świat opłakuje jego odejście, mało kto zaznacza, że był wyjątkiem. Nie podzielał postawy „muzyczny biznes to tylko biznes”. Był zaprzeczeniem takiej filozofii pojmowania świata muzyki. Był muzyką.

Rogers to nie tylko wokalista z długą brodą i charakterystyczną chrypką, lecz także aktor znany z ról filmowych i telewizyjnych. Ponadto showman, w amerykańskich programach telewizyjnych brylujący jako The Gambler. Artysta urodził się w teksaskim Houston. Debiutował w latach 50. Był autorem niezliczonych piosenek, w tym trzech nagrodzonych Grammy.

W gronie absolutnego topu światowego rynku muzycznego usadowił go udział w legendarnym nagraniu piosenki „We Are the World” (26 stycznia 1985 r.). Być w gronie namaszczonych przez Lionela Richiego, Michaela Jacksona i Quincy’ego Jonesa, oznaczało wyrycie nazwisk w marmurach sławy



zawartość zablokowana

Autor: Piotr Iwicki


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




reklama

















#DziękujeMyZaOdwagę
reklama