Rozwiązła Położnica pod stolicą

JANÓWEK \ Fort XVII

numer 2621 - 30.04.2020Podróże

Gdyby nie ten bunkier, prawdopodobnie nikt w Warszawie nie kojarzyłby w ogóle nazwy „Janówek”. Od pokoleń we wspinaczkowym światku kojarzy się ona z mozolnymi przygotowaniami do sezonu. Spędzonego, rzecz jasna, w ścianie.

Ta trasa musi się podobać. Leniwie prostująca się szosa łączy Górę ze starym gospodarstwem PGR, oddalonym od głównego skrzyżowania wsi o jakieś półtora kilometra na północ. Zupełnie szeroki w centrum Góry asfalt z każdym kolejnym metrem na północ staje się coraz to węższy i węższy, ustępując domagającej się swego roślinności. Drzewa i krzewy próbują zagarnąć możliwie dużo, pozostawiając nietknięty jedynie wąski przesmyk pośrodku. Tylko tu, w miejscu ułożonych blisko siebie betonowych poligonów, nie zdołają już zapuścić korzeni. Tylko tu zostawią wolną przestrzeń. Szeroką w sam raz na to, aby zmieściły się tu obok siebie dwa jadące rowery. Dla dwóch aut będzie już za wąsko. Zresztą jak dotąd nie widać ani jednego. To nawet lepiej.

Malownicza trasa prowadzi nad starorzecze przepływającej obok Narwi. Rzeka jest tak blisko, że gołym okiem widać stąd wały przeciwpowodziowe. I właśnie tutaj, w tak zacisznym miejscu, z dala od największego zgiełku, w okolicy Nowego Dworu Mazowieckiego książę Stanisław Poniatowski zdecydował się wznieść dla siebie pałac. Ów bratanek króla Stanisława Augusta znał tutejsze ziemie na wylot. Większość ziem skoncentrowanych w widłach Wisły i Narwi należała właśnie do niego. Można wymienić choćby pobliską Górę, Okunin, Nowy Dwór, Modlin, Janówek, Krubin czy Olszewnicę. To właśnie te ziemie stały się świadkiem pierwszej na terenach Korony reformy uwłaszczeniowej, zwalniającej tutejszych chłopów z płacenia pańszczyzny. Do powzięcia takiej, a nie innej decyzji (drugiej w historii całej Rzeczypospolitej) miał namówić Poniatowskiego zarządzający tutejszymi majątkami Józef Wybicki. Wszystko działo się w sierpniu 1778 r.

Przybywając dziś do zrujnowanych pozostałości po książęcym pałacu nad narwiańskim rozlewiskiem, trudno wyobrazić sobie, jak pięknie rezydencja mogła wyglądać w przeszłości. Naszej fantazji spróbował pomóc Zygmunt Vogel, który w 1801 r. namalował widzianą przez siebie posiadłość



zawartość zablokowana

Autor: Stefan Czerniecki


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się













#DziękujeMyZaOdwagę
reklama