Kochane dzieciaki

Numer 427 - 02.02.2013Publicystyka

ZROZUMIEĆ III RP HISTORIA PISANA NA NOWO
Jest rzeczą oczywistą, że nikt nie odpowiada za czyny i poglądy swoich rodziców. Co innego jednak odpowiedzialność, a co innego próba zrozumienia ludzkich uwarunkowań i motywacji.
Piotr Gontarczyk
Człowiek jest przecież w znacznej mierze tym, „czym skorupka nasiąkła za młodu”. Niezwykle ważną rolę w procesie kształtowania osobowości i wartości w każdej epoce odgrywała zawsze rodzina – to prawda oczywista nie tylko dla politologa czy historyka. Jeśli ktoś wątpi, to proponuję wybranie się do księgarni. Ręczę, że ciężko będzie znaleźć poważną biografię, która pomijałaby sprawę wychowania i wzorców przyszłego książkowego bohatera. Wiele prac aż nadto wkracza w obszar relacji interpersonalnych z rodzicami, szukając ich rozmaitych skutków, zaglądając w najbardziej mroczne zakamarki ludzkiej duszy.
„Kod kulturowy” rodziców
Kwestia uwarunkowań rodzinnych i środowiskowych ma istotne znaczenie dla analizy warstwy przywódczej Polski Ludowej i elit III RP. Warto bowiem pamiętać, że komuniści wprowadzający nowe porządki w latach 40. i 50. eksterminowali lub wypychali (z kraju lub na margines życia publicznego) przedstawicieli tradycyjnych polskich elit. Zastępowali ich ludzie z nizin, zawdzięczający wszystko systemowi. Była i grupa osób słabo związanych z polskością, niekiedy wręcz wrogo patrzących na kulturę lokalnych aborygenów postrzeganą głównie jako zagrożenie z powodu ich katolicyzmu lub antysemityzmu. Krawcy zostawali dyrektorami, szewcy szefami departamentów, katedry uniwersyteckie obejmowali ludzie bez świadectwa maturalnego. Dzieci tamtych „elit” – już zdecydowanie lepiej wykształcone i mające bez porównania lepsze możliwości startu niż ludzie spoza ich środowiska – zrobiły błyskotliwe kariery w PRL u i mają się dobrze w III RP. Dość często zachowały one „kod kulturowy” rodziców, w tym różnorako motywowaną niechęć do wartości wyznawanych przez przeciętnych Polaków. Widać to doskonale w ich sposobie uczestnictwa w polityce, świecie mediów, a czasem i w pracach naukowych. Nadto dzieci, jak to dzieci, mają zwykle skłonność do usprawiedliwiania lub przemilczania nie zawsze etycznych czynów rodziców. To wyraźnie widać nie tylko w debacie publicznej, ale także w świecie historyków. Przykładów można podać wiele.
Kontrowersyjne panegiryki
Przez ostatnie lata zetknąłem się z wypadkami nacisków na kolegów naukowców w związku z wynikami ich badań. Domagano się od nich, czasem sięgając po groźby, by usunęli ze swoich tekstów informacje kompromitujące luminarzy nauki z czasów PRL u. Interweniujący na ogół byli uczniami lub sympatykami opisywanych, ale czasem ich dziećmi. Był i atak prewencyjny wprost zakazujący podawania niewygodnych informacji „o tacie”. Ze względu na reguły funkcjonowania naukowego cechu i ryzyko błyskawicznego zakończenia kariery ewentualnych „niepokornych”, interwencje te często bywały skuteczne. Czyli społeczeństwo nie dowiedziało się czegoś, czego w normalnych warunkach mogłoby się dowiedzieć…
Przykładem dość osobliwej sytuacji jest powstała przed kilkoma laty biografia Jerzego Borejszy. Ta jedna z mniej ciekawych postaci komunistycznego reżimu lat 40. (odpowiedzialny za politykę wydawniczą i środowiska twórców) została w książce przedstawiona jako ciekawy intelektualista i niemal liberał. W powstawaniu pracy, choć formalnie nie było tu żadnych powiązań, na różne sposoby pomagał syn owego stalinowskiego działacza, historyk (nomen omen – wieloletni kierownik Zakładu Systemów Totalitarnych i Dziejów II Wojny Światowej PAN) prof. Jerzy Witold Borejsza



zawartość zablokowana

Autor: Piotr Gontarczyk


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




reklama










#DziękujeMyZaOdwagę
reklama