Folwarczne zarządzanie

Numer 528 - 06.06.2013Kultura

WYWIAD Z AKTOREM REDBADEM KLIJNSTRĄ ROZMAWIA JAN POSPIESZALSKI

Władza wie, że teatry w Polsce mogą być niebezpieczne, dlatego dyrektorzy są pod ścisłą kontrolą władz. Nie mogłem tego zrozumieć. W Holandii działałem tylko w obszarze artystycznym. W Polsce wszystko jest powiązane z polityką. To patologia wynikająca z tego, że ten system jest niezreformowany.
„Straciliśmy płynność finansową. W zeszłym miesiącu zostały wstrzymane wypłaty dla zespołu. Teatr Rozmaitości powoli obumiera” – powiedział PAP owi Grzegorz Jarzyna. Czy faktycznie sytuacja jest tak dramatyczna, że uzasadnione są tak desperackie ruchy?
Jego wypowiedź nie bierze się znikąd. Jarzyna wielokrotnie powtarzał, że trzeba usunąć kłody, które rzuca się artystom pod nogi, i trzeba zreformować niewydolny i nieprzystający do dzisiejszych czasów system, pochodzący żywcem z PRL u. O ile wiem, dziś dyrektorzy teatrów nie mają warunków do pracy. Nie mogą planować. Nie można zawierać kontraktów z zagranicznymi artystami, bo teatr nigdy nie wie, ile pieniędzy dostanie, nawet jak ma już od władz miasta obiecaną kwotę. Miasto w każdym momencie może powiedzieć: a jednak nie mamy pieniędzy. Jeżeli ktoś w odpowiedzialny sposób chce prowadzić jednostkę kultury i sztuki, to jest skazany na bycie petentem. Jarzyna jako artysta, który rozsławia Warszawę i Polskę na świecie, musi prosić o pieniądze i znosić poniżanie przez miejskich urzędników. Odkąd Hanna Gronkiewicz-Waltz rządzi, artyści, kultura i sztuka traktowane są jak piąte koło u wozu.
Jaka jest sytuacja w tej chwili?
Z tego, co wiem, Teatr Rozmaitości i Teatr Nowy nie dostały na projekty w tym sezonie żadnych pieniędzy. Ostatnia premiera Jarzyny była robiona za pieniądze niemieckie we współpracy z berlińskim teatrem. Premiera „Kabaretu warszawskiego” Krzysztofa Warlikowskiego została sfinansowana przez Francuzów. Robią to, bo wiedzą, że jeżeli zamknie się teatr, to rozpada się całe DNA, które przez 20 lat było robione. To, że Teatr Rozmaitości stracił płynność, jest bezpośrednim wynikiem tego, że pieniądze zostały zabrane teatrom przed Euro 2012 i wpompowane w Stadion Narodowy.
Przez takie zarządzanie wielu artystów wyjechało za granicę. A w kraju najlepsi są karani za sukces obcinaniem pieniędzy.
Warlikowski mógłby zarabiać krocie, jeżdżąc po świecie i reżyserując opery. To, że jemu chce się prowadzić teatr w takich poniżających warunkach i znosić dyletanctwo, to jego dobra wola. Choć on tak tego nie określi, to rodzaj patriotyzmu. Znosi tę sytuację w kraju, bo uwielbia polskich aktorów i polską publiczność. Polska jest fenomenem. Warlikowski mówi, że publiczność nigdzie tak żywo nie reaguje jak w Polsce. Mało tego, to w Polsce właśnie jest największa w Europie frekwencja ludzi, którzy chodzą do teatru. I artyści, którzy stąd wyjechali, mają poczucie zażenowania. Kiedyś polską elitę wymordowano, dziś zmusza się ją do opuszczania kraju



zawartość zablokowana

Autor: Sylwia Krasnodębska


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




reklama









#DziękujeMyZaOdwagę
reklama