Początek rosyjskiej batalii cesarza

Numer 641 - 17.10.2013Kresy

SMOLEŃSK PYRRUSOWE ZWYCIĘSTWO NAPOLEONA

Rankiem 18 sierpnia 1812 r. wojska napoleońskie zajęły opuszczony przez Rosjan Smoleńsk. Do miasta weszli również Polacy dowodzeni przez księcia Józefa Poniatowskiego oraz polscy żołnierze służący w cesarskiej gwardii. Zwycięstwo to jednak nie przyniosło rozstrzygnięcia, o jakim marzył Napoleon.
Dominik Szczęsny-Kostanecki
O bitwie smoleńskiej (1812) piszemy nieprzypadkowo właśnie teraz, osłabiając nieco wrażenie chaosu, rządzącego wyborem kolejnych przystanków w naszej kresowej podróży, które składają się na trasę o niecodziennej trajektorii.
Smoleńska brama raz jeszcze
Niedawno pisaliśmy o bitwie orszańskiej, której znaczenie pozostaje niejasne bez zrozumienia fenomenu tzw. bramy smoleńskiej. Jest to jednak powód niejedyny. 19 października br. przypada 200. rocznica śmierci księcia Poniatowskiego, jednego z ważniejszych bohaterów operacji smoleńskiej i całej wojny 1812 r., ochrzczonej II wojną polską.
Napoleon nie zamierzał tracić w Rosji zbyt dużo czasu. To, że stało się inaczej, było efektem wciągnięcia go w pułapkę przez „najchytrzejszego z Greków”, jak sam cesarz nazywał cara Aleksandra. Wojna 1812 r. miała w założeniu wyglądać tak jak inne kampanie Napoleona, do których zdążył się przyzwyczaić cały świat – w tym i sam wódz. Jedna, dwie walne bitwy: nowe Marengo albo Austerlitz powinny przesądzić o zniszczeniu armii przeciwnika i zmusić go do rozmów pokojowych.
Błędy i straty
Napoleońskie uderzenie na Rosję trafiło jednak w próżnię. Pierwsze znaczące miasto po drugiej stronie granicy – Wilno – zajęte zostało bez walki. Tym samym upadł projekt wdrożenia jednego z dwu ulubionych manewrów Bonapartego – manewru oskrzydlającego. Cesarz nie dał jednak za wygraną. Skoro manewr oskrzydlający się nie powiódł, trzeba było spróbować kolejnej silnej karty z napoleońskiej talii – manewru z położenia środkowego, mającego w tym wypadku polegać na wbiciu się klinem między dwa główne zgrupowania armii rosyjskiej, dowodzone przez Szkota Barclaya de Tolly’ego i gruzińskiego księcia Bagrationa, a następnie rozbiciu ich jedna po drugiej. Ale operacja ta również spaliła na panewce, za co winić należy Hieronima Bonapartego, króla westfalskiego, zwanego przez Waldemara Łysiaka postacią z operetki, a przez przez Jacques-Oliviera Boudona „marnotrawnym bratem Napoleona”. Człowiek ten umiał korzystać z uciech życia, nie potrafił jednak dowodzić. Wskutek jego indolencji 2. Armia Bagrationa wymknęła się z obławy i pomknęła na spotkanie Barclaya. Gra zaczynała się od nowa.
Hieronim został wkrótce zdjęty z dowodzenia prawym skrzydłem Wielkiej Armii, a jego obowiązki przejął zaufany dowódca, marszałek Louis-Nicolas Davout. Obrażony król westfalski porzucił wojsko – za co swoją drogą powinien zostać rozstrzelany jak zwykły dezerter – a Napoleon wyładował swoją furię na… księciu Poniatowskim. Stało się zatem tak, jak w znanym powiedzeniu: Cygan zawinił, kowala powiesili. Za pretekst posłużyły znaczne straty marszowe dowodzonego przezeń, a stanowiącego część prawego skrzydła, V Korpusu. Do ostrej reprymendy ze strony cesarza doszło właśnie pod Smoleńskiem, gdzie po raz pierwszy od dłuższego czasu obaj panowie mogli stanąć twarzą w twarz. Na spotkaniu tym był również obecny szef sztabu w korpusie Poniatowskiego gen



zawartość zablokowana

Autor: Dominik Szczęsny-Kostanecki


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się