„Burza” na Kresach

Numer 713 - 16.01.2014Publicystyka

II WOJNA ŚWIATOWA W OKOWACH DWÓCH NAJEŹDŹCÓW

Akcja „Burza” kojarzy się głównie z Powstaniem Warszawskim i jest to skojarzenie słuszne: walka prowadzona w stolicy wyróżniała się na tle innych operacji wysokością stawki, czasem trwania, a także skalą poświęcenia. Nie należy jednak zapominać, że poligonem, na którym Armia Krajowa sprawdzała skuteczność planu „Burza”, były wschodnie województwa II RP.
Dominik Szczęsny-Kostanecki
W drugiej połowie 1943 r., po zwycięstwach alianckich w Afryce i na Pacyfiku, ale przede wszystkim wskutek przełamania frontu wschodniego przez Związek Sowiecki, stało się jasne, że Niemcy przegrają II wojnę światową na wszystkich frontach.
Trzy wnioski
Stawiało to przed emigracyjnym rządem RP, a także przed szefostwem Polskiego Państwa Podziemnego w kraju trudne wyzwanie. Dotychczas mogło bowiem się wydawać, że światowy konflikt rozpoczęty w roku 1939 skończy się tak samo, jak ten z lat 1914–1918, to znaczy: Niemcy przegrają wojnę na zachodzie, ale wygrają na wschodzie, a wytworzona ich załamaniem próżnia pozwoli na odzyskanie przez Polskę niepodległości w wyniku powstania powszechnego.
W nowej sytuacji nie można było liczyć na wytworzenie się próżni, ponieważ za wycofującymi się Niemcami krok w krok podążali Sowieci i należało się spodziewać, że to oni będą „wyzwalać” Polskę spod hitlerowskiej okupacji. Sytuację dodatkowo komplikował fakt, że inaczej niż w roku 1939, nie można było ich uznać za jawnego, choć niezdeklarowanego wroga, ponieważ sowiecki dyktator Stalin pozostawał sojusznikiem sojuszników Polski – Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Na domiar złego przez cały rok 1943, a w szczególności wraz z nastaniem roku 1944 wzmożoną aktywność przejawiali polscy komuniści skupieni w Polskiej Partii Robotniczej i Krajowej Radzie Narodowej, udającej pluralistyczny podziemny parlament. Przenikliwsi rozumieli doskonale, że oto Stalin hoduje posłusznych sobie Polaków, którzy posłużą do budowy komunistycznego aparatu władzy w nowej rzeczywistości politycznej.
Z tej skomplikowanej sytuacji polityczno-militarnej przywódcy Polskiego Państwa Podziemnego, w tym delegat rządu na kraj Jan Stanisław Jankowski oraz komendant główny Armii Krajowej Tadeusz Bór-Komorowski, wyciągnęli trzy wnioski. Po pierwsze mimo niemożliwości wywołania powstania powszechnego należało nie tylko wykonać akcję sabotażowo-dywersyjną na tyłach niemieckich, ale również przeprowadzić demonstrację polityczną wobec Sowietów, to znaczy ujawnić w charakterze gospodarza Rzeczypospolitej legalne władze polskie, będące kontynuacją rządu przedwrześniowego. Inaczej powstałoby powszechne wrażenie, że takich władz nie ma, a gospodarzem są polscy komuniści witający Armię Czerwoną. Drugi wniosek dotyczył określenia obszaru owej polityczno-militarnej akcji i w zasadzie narzucał się sam. Skoro istniejącym w wyobraźni politycznej rodzimych elit państwem polskim pozostawała niezmiennie II Rzeczpospolita, nie zaś Polska ograniczona na wschodzie linią Curzona – na co tak nalegał Churchill – jednocześnie zaś Niemcy wycofywali się w ze wschodu na zachód, logiczne było, że akcja „Burza” musi w pierwszej kolejności objąć obszar Kresów, a więc województwa: wileńskie, poleskie, nowogródzkie, wołyńskie, tarnopolskie, stanisławowskie, lwowskie oraz białostockie (w obrębie którego leżało m.in. Grodno). Po trzecie postanowiono, że mimo wszystko Armia Czerwona będzie witana jako sojusznik, z którym nie należy podejmować walki, z wyjątkiem koniecznej samoobrony



zawartość zablokowana

Autor: Dominik Szczęsny-Kostanecki


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się