U boku Napoleona

Numer 644 - 21.10.2013Historia

POLITYKA I HONOR ROCZNICA ŚMIERCI KSIĘCIA PONIATOWSKIEGO

Józef Poniatowski, bratanek ostatniego króla Polski, wódz naczelny oraz minister wojny Księstwa Warszawskiego, marszałek Francji, ciężko ranny w bitwie pod Lipskiem, utonął w nurtach Elstery 19 października 1813 r. Do końca pozostał wierny cesarzowi Francuzów Napoleonowi, ponieważ dojrzał w nim męża opatrznościowego, który przywrócił Polsce niepodległość.
Dominik Szczęsny-Kostanecki
Książę Poniatowski poznał francuskiego cesarza w połowie grudnia 1806 r. Pochodzili z różnych światów – Pepi wywodził się z rodziny arystokratycznej, która mimo przemian dziejowych nadal uosabiała ancien ré­gime, Napoleon zaś był dzieckiem rewolucji, nawet jeśli nosił cesarską purpurę oraz żelazną koronę Longobardów. Cesarz nie ufał Poniatowskiemu, gdyż ten wcześniej pozostawał lojalny wobec zaborców Polski – Rosjan i Prusaków.
Po stronie Napoleona – początek (1806–1809)
Poniatowski uzależnił opowiedzenie się po stronie Francji od natychmiastowego utworzenia państwa polskiego na gruzach pokonanych Prus. Napoleon natomiast domagał się bezwzględnego posłuszeństwa bez żadnych warunków wstępnych.
Pepi jednak był człowiekiem, który – mimo niekorzystnego wrażenia, jakie mógł wywierać z powodu swoich pijackich ekscesów w pruskiej Warszawie, tudzież ze względu na bycie bratankiem króla Stanisława Augusta, uznawanego za tego, który nie umiał zapobiec zaborom i w krytycznym momencie dołączył do targowicy, czy wreszcie zawiści, jaką budził u części arystokracji polskiej – umiał jednać sobie ludzi. Najpierw przekonał do siebie marszałka Murata, cesarskiego szwagra – co akurat przyszło mu stosunkowo łatwo, jeśli wziąć pod uwagę ich podobny, „kawaleryjski” temperament – później diabolicznego ministra spraw zagranicznych Talleyranda, a wreszcie nawet jednego z głównych dowódców wojsk napoleońskich – marszałka Louisa Nicolasa Davouta, który gotów był posądzać każdego – w tym samego siebie – o brak lojalności wobec Cesarza.
Zanim jednak Napoleon obdarzył księcia zaufaniem, trzymał go niejako w szachu, nie pozwalając mu objąć dowództwa nad Wojskiem Polskim Księstwa Warszawskiego (funkcję tę do jesieni 1808 r. sprawował właśnie Davout) ani mianować oficerów na stopnie wyższe niż kapitańskie. Nie było to może upokarzające, ale nie pozwalało Pepiemu swobodnie działać, tak jak chociażby podczas wojny w obronie Konstytucji 3 maja, kiedy dowodził całą armią koronną.
Etap drugi (1809–1812)
Kiedy w kwietniu 1809 r. armia austriacka pod dowództwem arcyksięcia Ferdynanda d’Este zaatakowała Księstwo Warszawskie i po kilku dniach zajęła Warszawę, dni księcia Józefa na stanowisku ministra wojny i – od niedawna – wodza naczelnego wydawały się policzone. On jednak mimo czynionych mu w imieniu rządu austriackiego ofert politycznych, a następnie wyzwisk miotanych przez lud Warszawy, nie stracił panowania nad sytuacją. Żołnierski instynkt podpowiedział mu, by podejmując kontratak w kierunku południowym, wkroczyć do tzw. Nowej Galicji, czyli na ziemie zagarnięte przez Austrię podczas III rozbioru. Tu rozpoczęła się jego błyskotliwa kampania odwetowa, w której Polacy zajmowali kolejno Lublin, Sandomierz, Zamość i królewski Kraków



zawartość zablokowana

Autor: Dominik Szczęsny-Kostanecki


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się