Dyrygent z ojczyzny samurajów

FILHARMONIA \ Nie ma nic cenniejszego w muzyce niż dyrygent, który w myśl starej anegdoty ma partyturę – nuty – w głowie, a nie głowę w partyturze. Tak jak Eiji Oue, Japończyk, który w piątek i sobotę brawurowo poprowadził warszawskich filharmoników. Piotr Iwicki Cały koncert dyrygent prowadził bez pulpitu i nut – z głowy. Pierwszym etapem koncertu była polska premiera „Rapsodii na orkiestrę” Yuzo Toyamy. Trwające raptem kwadrans dzieło połączyło klimaty japońskich motywów melodycznych i ciekawe instrumentarium Dalekiego Wschodu z bliskimi kulturze Starego Kontynentu harmoniami. Dyrygent w finale porwał widownię do... rytmicznych oklasków typowych dla muzyki pop. Publiczność była wręcz zachwycona, bo Oue to estradowe zwierzę – na dyrygenckim podium często wyglądał jak mistrz sztuk
53%
pozostało do przeczytania: 47%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl