Kreatorzy peerelowskiej rzeczywistości

PRL \ JĘZYK WŁADZY LUDOWEJ

Numer 782 - 07.04.2014Historia

Po przejęciu władzy w Polsce komuniści podjęli trud zmiany rzeczywistości. Moskiewskie wzorce trzeba było przenieść na polski grunt. Walkę z zastaną rzeczywistością prowadzono również na poziomie języka. Przez całe lata trwania ustroju narzuconego przez Kreml Urząd Bezpieczeństwa, a później Służba Bezpieczeństwa oraz inne organa wspierające totalitarne państwo, stworzyły własny słownik. Funkcjonariusze posługiwali się nim przez dziesięciolecia.

W wielu publikacjach używa się dziś takich określeń, jak: agent, plan operacyjny, teczka pracy czy banda terrorystyczna. Wyjaśnienie tych pojęć będzie pomocne w odczytaniu działań i zachowań kreatorów peerelowskiej rzeczywistości – komunistycznej elity i jej interesu.
Element reakcyjny
W czasach PRL u każda społeczność, środowisko, mniej lub bardziej zorganizowane, były sprawdzane. Celem weryfikacji było wyeliminowanie „wrogiego elementu”, zagrażającego funkcjonowaniu bolszewickiego systemu.
W jakim celu używano słowa „element”? Przy jego pomocy określano grupy, zbiorowości, które miały charakter wspólnoty celu czy zainteresowań. Władza ludowa wyróżniała np. „element niepewny”, tj. osobę lub grupę osób podejrzewanych o zamiar podjęcia działań przeciw władzom PRL u. Do nich zaliczano m.in. księży, członków PSL u czy Stronnictwa Pracy, tzw. legalną opozycję. Środowisko takie z punktu widzenia rządzących miało wiele możliwości przeciwstawienia się władzy, dlatego też należało „nie dopuścić do przesączenia […] elementu reakcyjnego m.in. do sejmu”. Kościołem, który był dla władzy ludowej wrogiem numer jeden, interesowano się szczególnie.
Innym określeniem z upodobaniem stosowanym przez władzę ludową był „rozsadnik”, czyli osoba bądź instytucja rozpowszechniająca wrogie jej opinie. „Wielki wysiłek wkłada kler w organizowanie tzw. Katolickich Uniwersytetów Ludowych, stanowiących rozsadnik reakcyjnej ideologii” – pisano.
Poziom inteligencji peerelowskich funkcjonariuszy obrazuje pewna notatka z 1959 r., dotycząca opłatka dla młodzieży. Był to wpis do akt studentki z Krakowa: „[…] w mieszkaniu biskupa odbyła się uroczystość »łamanie opłatkiem« – systemem każdy z każdym”.
Wydziały i piony
Do każdej sprawy podchodzono poważnie. Zajmowały się tym konkretne wydziały i podległe im piony, mające za zadanie wykryć oraz zbadać winnych. Ważnym wydziałem w strukturach bezpieki był Wydział „B”, który zajmował się śledzeniem obywateli: „Wydział B […] do odwołania na miejscu […] prowadzić będzie systematyczną obserwację. […] Chcąc wiedzieć o figurancie wszystko […] czytać korespondencję”. Wydział „B” ściśle współpracował z Wydziałem „W”, zajmującym się kontrolą i rejestracją.
Jeden z kluczowych filarów aparatu władzy stanowił Wydział „C”, czyli Centralne Archiwum, gdzie przechowywano kartoteki osobowe. Trafiały tam dokumenty osób rozpracowywanych przez organa ścigania.
Służby PRL u bazowały na współpracownikach, których nazywano agentami. W latach 50. zastąpiono to określenie innym, TW – tajny współpracownik. Była to osoba zwerbowana przez UB lub SB, „która ma możliwości dotarcia do wroga i wykonywania […] zleceń, mających na celu rozszyfrowanie jego działalności i zlikwidowanie jej”



zawartość zablokowana

Autor: Paweł Wiejaczka


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




reklama










#DziękujeMyZaOdwagę
reklama