Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Filmowy pomnik powstania ’44

Dodano: 29/04/2014 - Numer 800 - 29.04.2014
Już 9 maja kinowa premiera pierwszego na świecie filmu fabularnego zmontowanego z materiałów dokumentalnych. „Powstanie warszawskie” w reżyserii Jana Komasy to film niezwykły, składa się z ujęć zarejestrowanych przez operatorów Biura Propagandy AK i zwala z nóg, kiedy staje się tylko reportażem. Byli zwyczajni. I wbrew wszystkiemu bardzo do nas podobni. Czasami złośliwie komentowali pojawienie się operatorów filmowych. Nieudolnie odgrywali scenki inscenizowane przez filmowców z Biura Propagandy Armii Krajowej. Kamera pokazuje ich zwyczajne zachowania: młode dziewczyny reagujące zawstydzeniem na obecność kamery. – Co oni będą filmowali, kiedy zupę przygotowujemy? – dziwią się obierające ziemniaki kobiety. Ale czasami wkradający się na ekran brak autentyzmu w inscenizacjach przeszkadza. I z tego też powodu film dzieli się wyraźnie na dwie części o różnym klimacie. W pierwszej jest dużo scen ustawianych. Maria Rodziewiczówna składająca autograf na życzenie filmowców i wizytujący oddział dowódca powstania, generał brygady Antoni Chruściel – „Monter”. Widzimy piekarnie, apteki, drukarnie. Zecerów składających „Biuletyn Informacyjny”, rozbrajanie bomb i odzyskiwanie z nich materiału wybuchowego, mielenie trotylu w maszynce do mięsa i robienie z niego granatów. Powoli jednak zaczyna przeważać zwykła rejestracja rzeczywistości. Uliczny teatrzyk kukiełkowy dla warszawskich dzieci, sfilmowany ślub i twarz panny młodej rozświetlona, jak twarze większości wychodzących za mąż kobiet we wszystkich czasach na całym świecie. Widzimy msze święte z oddziałami w szyku, kazanie biskupa, i z minuty na minutę coraz więcej autentyzmu i dramatyzmu. Reakcje warszawiaków na naloty, aresztowanie Niemców, polowanie niemieckich lotników na cywilów biegnących ulicami. Aż wreszcie pojawiają się zdjęcia z pierwszej linii. Przemieszczające się czołgi. I strzelający Niemcy. Widzimy rannych na łóżkach pośrodku ulicy i pogrzeby. Krzyż ze skorup czterech małych bomb na grobie dziesięciolatka, którego ciało z narażeniem życia ściągał powstaniec z ostrzeliwanej niewiele wcześniej ulicy. Ujęcia z przysięgi wojskowej kilkudziesięciu młodych ludzi wyciskają łzy z oczu. Tak samo wydobywanie spod gruzów ciała innego dziesięciolatka. Widzimy zwały trupów na ulicach, setki rozstrzelanych osób, pogrzeb dziecka zawiniętego w prześcieradło. Wstrząsają zdjęcia miejsc całkowicie zniszczonych, a znanych dziś i charakterystycznych dla Warszawy. Mocne wrażenie robią ujęcia z Krakowskiego Przedmieścia rzeźby Jezusa dźwigającego krzyż i ruiny kościoła św. Krzyża. Niemieckie czołgi filmowane zza pomnika Mikołaja Kopernika i udana akcja wysadzenia jednego z nich. Film wykorzystuje powstańcze kroniki filmowe. Zostały one zmontowane, pokolorowane i udźwiękowione, składają się jednak na prostą fabułę: historia Powstania Warszawskiego opowiedziana jest przez dwóch młodych reporterów. Producentem jest Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego. Fragmenty do filmu wybrano z 6 godzin oryginalnych kronik z Powstania Warszawskiego. Film trwa 76 minut. Jest kolorowy. Myślę, że byłby o wiele mocniejszy, gdyby proporcje dokumentalnej inscenizacji i reportażu były choćby wyrównane. W fotel wbiło mnie dopiero pod koniec projekcji, kiedy widzimy już tylko surową rejestrację rzeczywistości. Niemieckie trupy, palące się kościoły, walące się od bomb budynki, dzikie pożary. Cywilów odmawiających w piwnicy nieortodoksyjną litanię: „Od pożarów i spalenia żywcem wybaw nas Panie”. Rannych błąkających się w szoku i ludzi z rozkojarzonym wzrokiem wykopanych spod zwałów ziemi. Sfilmowane operacje i cierpiący ranni, poraniony, skurczony z bólu mały chłopiec głaskany po ręce przez matkę. Jasnowłosy trzylatek samotnie wędrujący wśród morza ruin. Ogrody, groby, krzyże. I wreszcie panorama martwego miasta – trup Warszawy. Obraz Komasy jest filmowym pomnikiem Powstania. Czasami trzeba zrobić to, co konieczne. Czasami wolność i honor mają cenę krwi.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze