Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Śrubowanie PIT u

Dodano: 02/05/2014 - Numer 802 - 02.05.2014
fot.Igor Smirnow/ Gazeta Polska
fot.Igor Smirnow/ Gazeta Polska
PODATKI \ Co roku fiskus uruchamia kosztowną machinę poboru podatku PIT. I choć biedniejemy, musimy łożyć coraz więcej. W tym roku resort finansów liczy na kwotę ponad 43 mld zł, podczas gdy dwa lata temu ściągnął ponad 38 mld zł. Rząd dokręca nam śrubę, choć dochody z PIT u nie stanowią wielkiej pozycji w budżecie. Państwo zabiera nam coraz więcej z naszych kieszeni, mimo że udział PIT w dochodach podatkowych państwa nie stanowi głównej pozycji. W dodatku od lat spada. Kiedy PIT wprowadzono do naszego systemu podatkowego w 1999 r., wpływy z tego podatku stanowiły 23,5 proc. budżetu. I w kolejnych latach rosły. Państwo najwięcej zebrało w 1996 r. Wpływy wyniosły ponad 35 proc. dochodów podatkowych. W kolejnych latach spadały. Obecnie wynoszą ok. 14 proc. Skoro nasze dochody nie rosną, rząd wykombinował, że zabierze nam ulgi podatkowe, nie podniesie progów podatkowych ani też kwoty wolnej od podatku (skutecznie robi to od sześciu lat!), aby więcej zarobić. Podatek PIT nakazuje płacić nawet od dochodów zapewniających minimum egzystencji. Rząd nie robi nic, aby nasze dochody rosły. A przecież gdybyśmy się bogacili, budżet zarobiłby znacznie więcej. Wydając bowiem swoje pieniądze na towary i usługi, płacimy VAT i akcyzę. To są główne źródła wpływów podatkowych państwa. VAT ma 45-proc. udział w dochodach, akcyza zaś – 22-proc. Ekonomiści zwracają uwagę na to, że ściąganie podatku PIT jest niezwykle kosztowne i w części zupełnie bezsensowne, a dla podatników niezwykle uciążliwe. Rząd pobiera podatek PIT od osób, którym sam wcześniej wypłacił pieniądze z budżetu. Prawie jedną trzecią wszystkich wpływów z PIT u stanowią płatności ze świadczeń społecznych. Czyli najpierw rząd wypłaca wynagrodzenia emerytom i rencistom (7,5 mln osób) oraz pracownikom budżetówki (2,5 mln osób), a potem ściąga z nich część tych środków, zatrudniając do tego 16-tys. armię urzędników. Jest to więc taki wirtualny podatek, na którego pobór drukuje się dziesiątki milionów dokumentów. Wirtualny jest też z tego powodu, że 10 mln podatników najpierw wpłaca zaliczki, a potem – dzięki odpisom czy rozliczeniom z małżonkiem – potem z powrotem je otrzymuje tytułem nadpłaty. Według obliczeń Centrum im. Adama Smitha realnie podatek PIT płaci zaledwie 4 mln podatników. Faktyczny zysk dla budżetu jest znacznie niższy od podawanego, czyli tegoroczne 43 mld zł pozostanie jedynie na papierze. Rząd – mimo to – odbiera nam ulgi, zamraża progi podatkowe i kwoty wolne od podatku. Chętnie by jeszcze odebrał możliwość rozliczania się wspólnie z małżonkiem, o czym już jakiś czas temu wspomniał.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze