Jądro ciemności

KOMUNIZM \ „LEPIEJ NIECH NIE BĘDZIE ŻADNEJ POLSKI, NIŹLI MIAŁABY BYĆ CZERWONA”

Numer 812 - 15.05.2014Sport

„Idźmy w spokoju, ludzie prości, przed nami jest jądro ciemności” – tak na łamach „Twórczości” pisał Czesław Miłosz. Tak zwana nowa Polska rozpoczęła się wraz z kolejnym wkroczeniem na tereny RP sowieckich wojsk. Najpierw na Kresy w styczniu 1944 r., a następnie po przekroczeniu Bugu. Tak czy owak była to już, choć jeszcze nieformalnie, przyszła PRL.

Na wschodzie doznano Sowietów już po raz drugi. Polska pojałtańska miała dopiero tego doświadczyć. Niemcy uciekali na zachód. Armia Czerwona kroczyła za nimi i „wyzwalała”. Do dziś wiele starszych osób tak nazywa ten czas. Nie można się dziwić. Po latach okupacji niemieckiej następował jej koniec. Jedni doświadczali gwałtów, morderstw, kradzieży i wywózek na Sybir, a inni mogli pierwszy raz od początku wojny napić się herbaty od sołdatów.
Nadzieje
Był gdzieś Mikołajczyk, był gen. Anders, rząd londyński i miały być wolne wybory. W klasach szkolnych wisiały krzyże, uczono się z przedwojennych podręczników, była mała matura i resztki najlepszej profesorskiej uniwersyteckiej elity Europy. Z okazji trzeciego maja szkoły z okolic Częstochowy udawały się na Jasną Górę lub do „Gidelskiej Matuchny”, a Stalin pozwolił Polakom zachować Mazurka Dąbrowskiego. Nadzieje jeszcze nie umarły.
Potem z nieubłaganą systematycznością władze zaczęły wprowadzać moskiewski model rządów. Na uczelniach technicznych trzeba było poznać „najlepszą” technologię – oczywiście sowiecką. Humaniści musieli nowych zwierzchników, wprowadzających nowe zasady i obyczaje, jedynie słuchać, broń Boże myśleć. Młodzież z ZMP ćwiczyła, jak dać odpór tym dotychczas wielkim: Tatarkiewiczowi, Krzyżanowskiemu, Ingardenowi czy Pigoniowi, którzy w nowych powojennych realiach stali się wrogami klasowymi.
Wartościowi poeci i pisarze, gdyby nie wspomnieli o wielkiej rewolucji sowieckiej i wyższości marksizmu-leninizmu nad zgniłym imperialistycznym kapitalizmem, często nie mieliby żadnej szansy dotrzeć do czytelników. Dlatego nawet w „Świcie narodów europejskich” prof. Benedykta Zientary, przedstawiającym czasy postkarolińskie, można było tę tezę odnaleźć.
Gorzej jednak było, kiedy wielcy poddawali się wprowadzanemu gwałtem i podstępem nowemu, zaprzęgając się do „czerwonego pługa”, by opluwać prawdziwych bohaterów narodowych. Zbigniew Nienacki – znany powszechnie z serii m.in. o Panu Samochodziku, w którego przygodach zaczytywano się i czyta się je do dziś – na łamach „Głosu Robotnika” opluwał niezłomnych żołnierzy, ze słynnym „Warszycem”, bojownikiem o wolną Polskę na czele, to przykład, jak bardzo polska rzeczywistość kreowana była odgórnie. Późniejsze próby wytłumaczenia się podejmowane przez tego autora jakoś nie przekonują: „We wczesnej młodości byłem [...] »ortodoksyjnym komunistą«, ze wszystkimi tego faktu konsekwencjami, to znaczy w żaden sposób nie potrafiłem zaakceptować tzw. kultu jednostki”.
Jako przykład postaw twórców w nowej rzeczywistości wspomnieć należy też o Tadeuszu Borowskim, który w „Nowej Kulturze” ciskał na deski jednego po drugim „zakamuflowanego agenta imperializmu”.
Jak pisze dalej o Borowskim historyk Jan Prokop: „[…] Nie umiem znaleźć żadnego usprawiedliwienia dla tego, co robił. Nie był smarkaczem, któremu zaimponowała władza […]. Od kogoś, kto przeżył Oświęcim, oczekiwalibyśmy albo dojrzałości i hartu moralnego, albo całkowitego nihilistycznego cynizmu, a nie przyjęcia totalitarnej religii”.
Koniec złudzeń
Gasło światełko nadziei. Ani gen. Anders – jak szydzili ubeccy kaci – nie przyjechał na białym koniu, ani rząd londyński nie pomógł. Rzeczywistość była, jak podaje wspomniany Jan Prokop: „Na studia romanistyczne w 1949 r



zawartość zablokowana

Autor: Paweł Wiejaczka


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się














#DziękujeMyZaOdwagę
reklama