W nowym domu

OPOWIEŚĆ WŁADYSŁAWA MACHNICKIEGO \ WYPĘDZONY Z KRESÓW – CZ. II

Numer 942 - 16.10.2014Kresy

Karol Machnicki, brat Władysława, świeżo upieczony urzędnik ludowego państwa, postanowił ukrócić samowolę sołdatów we wsi. W tym celu
wybrał się do pobliskiego miasteczka Kożuchów (Freystadt), w którym stacjonowało LWP i gdzie mieściła się placówka UB. Wrócił z młodym
bezpieczniakiem, doszło do spotkania z dowódcą garnizonu.
Mariusz Solecki
ziemiams@wp.pl
G
dy towarzysz Karola ujawnił pijanemu pułkownikowi Iwanowi swoją pozycję w strukturach komunistycznych, ten natychmiast wytrzeźwiał, złagodniał, spokorniał i potulny jak baranek pojechał do Kożuchowa. Tam zdjęto go ze sprawowanej funkcji, a nowy komendant właściwie odczytał ducha dziejów.
Sowieci stacjonowali we wsi do końca 1949 r., zajmowali się głównie piciem, rabowaniem i gwałtami. Niemców wysiedlono wcześniej.
Poniemieckie skarby
Niektórzy Niemcy mówili nowym mieszkańcom Langheinersdorf (od 1945 r. Długie), że za Hitlera była to bogata wieś i że na jej terenie ukryto liczne skarby. Jakoś nikomu nie udało się ich odnaleźć, nie licząc Franciszka Reusa, który w swojej stodole wykopał ze słomy osobowe auto. Radość posiadania trwała krótko, mobilne poniemieckie mienie przejęła milicja.
Na tzw. Ziemiach Odzyskanych dłużej można było cieszyć się z użytkowania broni niż samochodu. I tak na przykład Mikołaj Petluszewski i Józef Biskupski przejęli od Niemców dwa mausery. Nie jest tajemnicą, że strzelali z tych karabinów do saren.
Także Władysławowi Machnickiemu trafiła się gratka, bezpieczniejsza od broni i samochodu – podczas pracy w lesie natknął się na nowiuśki wojskowy motocykl z kołyską. W jej wnętrzu znalazł 42 paczki papierosów z filtrem, 2 noże sprężynowe, kanister z benzyną, bańkę z olejem, klucze i raportówkę z mapami. Tak wyposażony pojazd być może znajdował się na stanie jakieś jednostki zwiadowczej. Wiele wskazuje na to, że był to zündapp.
Władysław kopnął rozrusznik i silnik zagrał. Nie zastanawiając się zbytnio, wskoczył na siodełko i z młodzieńczą fantazją wjechał na główną drogę wsi. Maszyna wkrótce została sprzedana za 250 tys. zł dla jednej z szych ze Szprotawy (Sprottau). Z dokumentacją kartograficzną Władysław obszedł się bezmyślnie, czego do tej pory żałuje: „Mapy porwałem i wyrzuciłem, ponieważ w tamtym czasie nie stanowiły dla mnie żadnej wartości, były zwykłą makulaturą”.
Baronowa von Kottwitz
Władysław poznał też ostatnią dziedziczkę pałacu rodu von Kottwitz w Langheinersdorf. Do dzisiaj przechowuje jej zdjęcie. Baronowa próbowała ukryć swój wiek i swoją tożsamość, przywitała go w postarzającej odzieży, która miała uchronić ją przed erotycznymi zapędami Sowietów. Kobieta była lekarką, po zakończeniu wojny leczyła ludzi za darmo, ma się rozumieć również Polaków, a może i Rosjan. Jej mąż w randze porucznika Luftwaffe startował na akcje bojowe z płyty lotniska w pobliskiej Szprotawie. Stanowili zgrane, choć bezdzietne małżeństwo. Arystokratka świetnie mówiła po polsku. Nie chciała opuszczać swojej ojcowizny.
Któryś z pracowników baronowej zdradził ją. Ruscy urządzili jej sesję zbiorowego gwałtu. Było ich ze trzydziestu



zawartość zablokowana

Autor: Mariusz Solecki


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się