Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Warszawscy liderzy obrotów

Dodano: 11/03/2016 - Numer 1366 - 11.03.2016
Patrząc na nasz rynek, nietrudno nie zauważyć, że zainteresowanie inwestorów mierzone wielkością obrotów koncentruje się tylko na kilku lub kilkunastu spółkach. Ze zrozumiałych względów powinny to być te największe. To one mając największą kapitalizację na rynku, powinny przykuwać zainteresowanie inwestorów. I de facto tak jest, choć z pewnymi zastrzeżeniami. Ważnym elementem jest też rola dostępności. Tak zwany free float, czyli relacja akcji rozproszonych (będących w posiadaniu inwestorów, z których każdy ma mniej niż 5 proc. akcji) do ogólnej liczby akcji, w pewnym sensie decyduje o aktywności danej spółki. Warto więc zobaczyć, jak w ostatnich tygodniach przedstawiały się obroty giełdowe w poszczególnych spółkach. Liderami, jeśli chodzi o aktywność, są wielkie spółki sektora wydobywczego: KGHM i PKN Orlen. Każda z nich ma ponad 10-proc. udział w obrotach GPW. Co ciekawe, nie są największymi spółkami. Słabiej wypadają banki, choć są zdecydowanie największymi spółkami na naszym parkiecie. Jaki czynnik o tym decyduje? Oczywiście wspomniany free float, który nie zawsze dla banków jest wysoki. Większość z nich posiada stabilnego inwestora, posiadającego większościowy pakiet akcji. To nie jest oczywiście jedyny czynnik decydujący o mniejszej aktywności. PKN Orlen i KGHM to firmy związane z sektorem wydobywczym. Ich kurs jest w mniejszym lub większym stopniu pochodną tego, co dzieje się na rynkach surowcowych. Stosunkowo łatwo i prosto można zobaczyć tutaj pewną zależność. Ceny miedzi rosną, to i ceny lubińskiego potentata także powinny. Dla PKN sytuacja jest niejako odwrotna. Z bankami jest znacznie trudniej. Czynniki, które decydują o ich cenie, są znacznie szersze i można powiedzieć bogatsze. Ich odbiór, a co za tym idzie pewność, że tak jest, nie jest taka prosta. Na przykład zmiana stóp procentowych. Łatwiej odczytać, że kredyty zdrożeją (gdy wzrosną stopy), ale jak z depozytami, jak to wszystko razem zadziała i wreszcie jaki będzie końcowy efekt. Teoretycznie obniżka stóp to spadek dochodów banków (maksymalny kredyt to czterokrotność stopy lombardowej). Jest to jednak trudniejsze i może dlatego inwestorzy wolą te firmy, które nie tylko łatwiej ocenić, ale których ceny są pochodną mniejszej grupy czynników. Drugą kwestią jest jednak cena akcji. Banki zarówno dla inwestorów indywidualnych, jak i instytucjonalnych uchodzą za firmy stabilne o mniejszej niż inne skłonności do spadku, raczej do zmiany cen. Przykładem tego są Pekao (roczna strata to 16 proc.) czy BZ WBK (na minusie 11,5 proc.), podczas gdy WIG20 stracił 20 proc., a na przykład KGHM aż 37 proc. Trochę inaczej jest z PKN, który w ciągu roku zyskał 14 proc. Oczywiście najaktywniejsze walory mogą uchodzić za najbardziej bezpieczne. Zdecydowanie łatwiej, a nawet bardzo łatwo jest sprzedać znaczny pakiet akcji. Inaczej jest z tymi, którymi się praktycznie nie handluje, bo obroty na nich są symboliczne. Trudno je wymieniać, bo jest ich naprawdę bardzo dużo. Przykładowo małe spółki, takie jak Muza, Swissmed, Kompap, mocno zyskały i gdyby były bardziej aktywne na rynku, niekoniecznie te wzrosty musiały być aż tak duże. Co prawda kilka spółek aktywnych „wigowych”, jak PKN Eurocash czy Ciech, zyskały. Nie ma jednak żadnej relacji między obrotami a zyskami z transakcji. Patrząc na kapitalizację spółek, jest trochę inaczej. Największe spółki, jeśli chodzi o obroty, to także te, które są najaktywniejsze. Pierwsze dwadzieścia spółek pod względem wielkości obrotów (ponad 80 proc.) to aż 65 proc. kapitalizacji krajowych spółek. Ta zależność jest oczywista. Patrząc na rynek akcji, na aktywność walorów, warto pamiętać, że aktywność niekoniecznie świadczy o szansach na zyski. Nie ma takiej zależności, a to powinno skłaniać inwestorów do spojrzenia na te walory, które są mniejsze i nie są odbierane jako aktywne. Bo jakkolwiek z pozoru ryzyko jest tam większe, to jednak z racji czynników typowo ekonomicznych mogą być ciekawszymi aktywami. Bo przecież dostęp do informacji na temat takich spółek jest dokładnie taki sam jak do tych powszechnie uważanych za wielkie. To, że na naszej giełdzie dominuje handel walorami z indeksu WIG G20 i to w tak dużej skali (ponad 80 proc.) nie jest dobre. Na rynkach zagranicznych jest nieco inaczej. Trudno określić dokładnie, jak bardzo, ale od wielu lat marginalizacja spółek spoza indeksu jest szczególna. Dobrym tego przykładem są walory, które z tego indeksu wypadły (Bogdanka), i te, które je zastąpiły, czyli CCC. Bogdanka miała wolumen obrotu w listopadzie ponad 1700 tys. akcji, a w lutym o jedną sesję więcej niż w listopadzie, gdy już opuściła WIG20, tylko 1063 tys. akcji spółki zmieniło właściciela. Polkowicka spółka zaś momentalnie zwiększyła swoją aktywność (wzrost wolumenu obrotu z 1540 tys. do ponad 2100 tys. akcji). Owszem można powiedzieć, że opuszczenie indeksu to też konsekwencja mniejszych obrotów, jednak niebycie w indeksie WIG20 to po prostu spadek do drugiej ligi. Czołowa „20” to jakby giełdowa Liga Mistrzów. Reszta indeksów to coś, o czym niejako się zapomina. Z perspektywy inwestycyjnej jest to oczywisty błąd. Powoduje to także skurczenie naszego rynku. Bo dominacja czołowej dwudziestki, jeśli chodzi o aktywność, jest po prostu ogromna. I byłoby chyba lepiej, gdyby nie była aż tak miażdżąca.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze