Agenci CBA w SK Banku

Fot. Piotr Galant / Gazeta Polska
Fot. Piotr Galant / Gazeta Polska

AFERA \ PRZEKRĘT NA KREDYTACH PRZYNIÓSŁ STRATY SIĘGAJĄCE 1,6 MLD ZŁ

To może być afera większa niż Amber Gold – mówią komentatorzy, po tym jak funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego weszli do siedziby upadłego Spółdzielczego Banku Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie, bardziej znanego jako SK Bank. Śledztwo dotyczy niegospodarności wielkich rozmiarów, a straty szacowane są na 1,6 mld zł. Sto niespłaconych kredytów i straty sięgające 1,6 mld zł – taki jest efekt afery w wołomińskim SK Banku, którą bada Centralne Biuro Antykorupcyjne. Jego agenci dokonali w ostatnich dniach przeszukań w siedzibie banku, w mieszkaniach siedmiu osób, w tym prezesa i członków zarządu SK Banku, a także w 49 firmach z województw mazowieckiego oraz wielkopolskiego, wchodzących w skład grupy kapitałowej działającej w branży deweloperskiej. Zabezpieczono tysiące stron dokumentacji oraz sprzęt elektroniczny. Prokuratura Regionalna w Warszawie pod koniec kwietnia br. powierzyła prowadzenie śledztwa Delegaturze CBA w Katowicach. Śledczy podejrzewają zarząd SK Banku o niegospodarność znacznych rozmiarów. Możliwe, że doszło do przestępstw, polegających m.in. na prowadzeniu ksiąg rachunkowych wbrew przepisom oraz podawania w tych księgach nierzetelnych danych, a także zatajenia prawdziwych i podania nieprawdziwych informacji Narodowemu Bankowi Polskiemu. SK Bank ogłosił upadłość w listopadzie 2015 r. Biegli szacują, że wołomiński bank udzielił ponad stu kredytów na ogólną kwotę 1,6 mld zł, które należy uznać za stracone. Pieniądze te trafiły do kilkudziesięciu firm powiązanych ze wspomnianą grupą deweloperską. To pierwsze w Polsce bankructwo banku od 2000 r., kiedy upadł Bank Staropolski. Jeden ze śledczych stwierdził, że suma strat poniesionych przez SK Bank jest porażająca. – Teraz musimy ustalić, czy decydenci banku udzielali kredytów wybranym firmom, wiedząc, że szansa na spłacenie przez nie tych zobowiązań jest niewielka. Nasuwa się także pytanie, gdzie trafiały te pieniądze – powiedział. Funkcjonariusze CBA sprawdzają teraz, czy w zabezpieczonych w trakcie przeszukań materiałach nie ma dowodów wskazujących na przestępcze działanie kierownictwa banku. – Wołomin był siedliskiem dziwnych interesów prowadzonych przez funkcjonariuszy byłych służb. Wykorzystywano do tego tzw. słupy i pod fikcyjne zastawy pożyczano im gigantyczne pieniądze – wyjaśnia „Codziennej” ekonomista i europoseł Zbigniew Kuźmiuk. – Niestety praktyki te były tolerowane przez nadzór finansowy – dodaje. Podobnego zdania jest ekspert gospodarczy i poseł Janusz Szewczak. – To kolejny dowód fatalnego funkcjonowania Komisji Nadzoru Finansowego. Po SKOK-u Wołomin, z którego ludzie z byłych Wojskowych Służb Informacyjnych wyprowadzili 1,5 mld zł, podobne straty poniósł wołomiński SK Bank – podkreśla w rozmowie z „Codzienną”. – Co ciekawe, poprzedni rząd latem 2015 r., a więc przed wyborami, wpompował w ten ostatni bank pół miliarda złotych, które bezpowrotnie stracono. Nie dziwi mnie więc dochodzenie CBA w tej sprawie – zaznacza Szewczak. (TVP Info)
     

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze