Parkiety naszego regionu (2)

MAKROEKONOMIA \ Praga i Budapeszt są w lepszej kondycji niż wspomniane wcześniej w tym cyklu rynki. Ale do euforii czy wielkiego znaczenia brakuje im jeszcze bardzo dużo. Giełda w stolicy naszych południowych sąsiadów i rynek w Budapeszcie to dwa najważniejsze rynki tego regionu. Praga i Budapeszt są parkietami o zdecydowanie większym znaczeniu niż Bukareszt czy Sofia. A dwie czołowe spółki z nich – CEZ i MOL – są notowane także na naszym parkiecie. Praga Rynek w Pradze jest na pewno znacznie aktywniejszym parkietem niż wspomniane już rynki w Bukareszcie czy Sofii. Roczny obrót w ubiegłym roku wyniósł ponad 160 mld koron, co w przeliczeniu wynosi ok. 100 mln zł na jedną sesję giełdową. To oczywiście znacznie mniej niż na naszym parkiecie, ale więcej niż w Bukareszcie. Co ciekawe, jeszcze w 2008 r. roczne obroty wynosiły ponad 850 mld koron – to prawie sześć razy więcej. To, co najbardziej niepokoi na tym parkiecie, to znaczny spadek aktywności inwestorów. Najniższe obroty odnotowano w 2014 r. i potem na rynku doszło do pewnej poprawy. Trudno jeszcze ocenić bieżący rok, ale z perspektywy I kwartału, gdy obroty wyniosły ponad 38 mld koron, można stwierdzić, że są nieco słabsze niż w podobnym okresie rok temu. A najważniejsze spółki? Tu oczywiście bez sensacji. Dominują banki i sektor energetyczno-paliwowy. Na pierwszym miejscu wspomniany już CEZ, potem dwa banki (Komerční Banka i Erste Group) i na siódmym miejscu Unipetrol. Trzy czołowe spółki to 80 proc. obrotów – to podobna sytuacja jak na parkiecie w Bukareszcie. Rynek jednak cechuje się znacznie większą aktywnością niż rumuński, co jednak nie odpowiada wysokiej kapitalizacji parkietu. Wynosi ona 30 mld euro, a to jest zdecydowanie mniejszą wartością niż ponad 120 mld euro naszego rynku. Ta wartość – co jednak istotne – jest podobna do relacji ludnościowej między Polską a Czechami. A indeks? Tu, podobnie jak w Polsce, widoczna jest silna korelacja z parkietami europejskimi. Ostatnie lata od kryzysu to mniej lub bardziej podobny trend, a w ciągu ostatnich 12 miesięcy indeks stracił 14 proc. Dla przypomnienia – DAX ponad 115 proc., a nasz WIG-20 – 21 proc. Budapeszt Rynek w stolicy Węgier ostatni czas ma wyjątkowy. Na tle innych europejskich parkietów czymś się wyróżnia. W ciągu 12 miesięcy indeks zyskał aż 22 proc. i jest to wartość najwyższa wśród europejskich parkietów. Wartość indeksu BUX powoli zbliża się do kursu sprzed kryzysu, który na węgierskim parkiecie rozpoczął się już w 2007 r. To wyjątek w europejskiej rzeczywistości i zdecydowany powód do zadowolenia. A jak przedstawia się aktywność węgierskiego parkietu? W 2014 r. roczne obroty wyniosły tylko 6 mld euro (dla porównania Warszawa tylko w I kwartale tego roku miała obrót ponad 10 mld euro). Kolejny, 2015 r. to praktycznie brak poważnych zmian i obroty miesięczne oscylujące między 400 a 600 mln euro. Podobnie jak u nas na rynku węgierskim dominują spółki sektora bankowego, oprócz tego znaczenie zachowują sektor telekomunikacyjny, paliwowy i farmaceutyczny. Czołowe firmy w zakresie obrotów to dwa banki FHB i OTP Bank, wspomniany już MOL, Gedeon Richter i węgierski operator telekomunikacyjny Magyar Telekom. Co istotne, praktycznie na tym parkiecie nie są notowane żadne zagraniczne walory. Kapitalizacja parkietu nie jest duża, wynosi ok. 12 mld euro, co w poł?czeniu z?obrotami stwarza z?udne poczucie sporej aktywno?ci. ączeniu z obrotami stwarza złudne poczucie sporej aktywności. Jaka przyszłość? Rynki naszego regionu nie są duże. I co ważne, ich wielkość jest znacznie mniejsza, niż powinna wynikać z rozmiarów gospodarek tych krajów. Po części to efekt historii. Rynki powstały stosunkowo późno, w latach 90., i przez ostatnie ćwierć wieku nie wytworzyła się wokół nich pewnego rodzaju atmosfera stabilności i społecznego zainteresowania. To z czasem się zmieni. To, co jednak może niepokoić, to typowa dla wschodzących rynków koncentracja obrotów na kilku spółkach. Rynek węgierski to parkiet, na którym aktywnością wykazuje się tylko kilka spółek. Podobnie jest w Pradze, Bukareszcie czy nawet Warszawie. Choć oczywiście nasz rynek odstaje in plus, to jednak cała grupa rynków tej części Europy nie odgrywa takiej roli, jaką może odgrywać. Zapewne kolejne lata to zmienią. Choć oczywiście kluczem do tego będzie poprawa koniunktury gospodarczej na Starym Kontynencie.
     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze