Na krańcu Europy (2)

numer 1463 - 06.07.2016Gospodarka

GOSPODARKA
Islandia wychodzi na prostą. Owszem, nie jest już kojarzona z bankami, a przemysł rybny znowu wrócił do łask.

Mały kraj posiadający trzy banki, w których znaczne oszczędności mieli cudzoziemcy – tak w jednym zdaniu można opisać sytuację islandzkiego systemu bankowego w 2008 r. Jednak wraz z gwałtownym osłabieniem korony islandzkiej w okresie styczeń–październik 2008 r. doszło do wycofywania depozytów z banków przez zagranicznych klientów. Sytuacja była patowa i trzy wspomniane już banki, jako główni uczestnicy ekspansji zagranicznej, znalazły się w stanie upadłości.
Jeśli do tego dołoży się niskie stopy procentowe, boom na rynku mieszkaniowym, a także szybki wzrost PKB, to jest jasne, że gospodarka musiała ulec przegrzaniu. Także formy inwestycji aktywów przez banki, zdaniem niektórych w bardzo ryzykowne pomysły, jak start-upy czy obligacje śmieciowe, uderzyły mocno w stabilność systemu bankowego, który w momencie wycofywania depozytów znalazł się na krawędzi. Trzy banki, z których dwa miały bardzo długą historię, w ciągu kilku dni października zakończyły swoje ekonomiczne życie. Operacja przyciągania aktywów z zagranicy nie opłaciła się, a wysokie stopy procentowe depozytów przy nagle spadającej koronie zrobiły swoje.
Kryzys to jednak nie tylko banki. To w znacznym stopniu rola systemu nadzoru. W tym małym kraju władze akceptowały tak silną ekspansję systemu bankowego (którego aktywa w 2008 r. przekraczały ponad 10-krotnie krajowe PKB!). W latach 2000–2008 pobrane przez budżet podatki od dochodów kapitałowych wzrosły z ok. 2 do nawet 14 proc. krajowego PKB, a to umacniało akceptację ryzykownej sytuacji.
Mały kraj popadł w wielkie kłopoty, podobnie jak inne kraje europejskie, a obrazem kryzysu był kurs islandzkiej korony.
Po kryzysie bankowym i załamaniu ekonomicznym Islandia powoli się podnosi. Wskazuje na to znaczna stabilizacja zarówno na giełdzie, jak i na rynku walutowym. Korona co prawda nie wróciła do poprzednich kursów, a i pensje nie są tak wysokie jak kiedyś. Swoją pozycję zaczął jednak odbudowywać przemysł rybny, zaktywizowała się też branża turystyczna. A banki? Islandia nie jest już drugim Luksemburgiem czy tym bardziej Szwajcarią, ale chyba nigdy nie miała na to szans. Korona i giełda w Reykjawiku (będąca częścią grupy OMX) nie notują już wielkich zmian, ale gospodarka kraju powoli oderwała się od postrzegania jej przez inwestorów zagranicznych jako obarczona ryzykiem.
Kraj i jego gospodarka uspokoiły się, a głośno było o Islandii jedynie w momencie dymisji premiera. No i ostatnio po awansie jej piłkarzy do ćwierćfinałów euro. Bo to naprawdę wielki sukces.

Autor: Rafał Grodowski













#DziękujeMyZaOdwagę
reklama