Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Pierwsza dama z własną pensją

Dodano: 21/07/2016 - numer 1476 - 21.07.2016
fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska
fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska
Projekt ustawy, który przewidywał, że Agata Kornhauser-Duda oraz żony poprzednich prezydentów miałyby dostawać wynagrodzenie za pełnienie funkcji reprezentacyjnych u boku mężów, prawdopodobnie zostanie na razie wycofany. W projekcie była też mowa o podwyżkach dla członków rządu, prezydenta i wojewodów. P osłowie PiS-u chcą zmienić status pierwszej damy, która obecnie – zgodnie z obowiązującym jeszcze od czasów międzywojennych zwyczajem – nie może pracować, powinna za to poświęcać się działalności charytatywnej i u boku męża prezydenta pełnić funkcje reprezentacyjne. To oczywiście ma swoje konsekwencje, ponieważ żona prezydenta nie tylko traci na kilka lat możliwość zawodowego rozwoju, ale także składki emerytalne, które – w wypadku gdyby pracowała – wpływałyby na jej emerytalne konto. Agata Kornhauser-Duda ma szansę zostać pierwszą prezydentową, która będzie dostawała pensję. Będzie ona zależała od wynagrodzenia prezydenta i maksymalnie może wynieść 13,5 tys. zł. Co ważne, pensje dla małżonków prezydentów będą wypłacane dożywotnio. Projekt przewiduje też, że pierwsza dama będzie podlegała ustawie o ograniczeniu działalności gospodarczej, co oznacza, iż będzie musiała składać oświadczenia majątkowe. Posłowie PiS-u proponują, by pensje dostały także małżonki byłych prezydentów. Oznacza to, że miesięczne wynagrodzenie w wysokości 10 tys. zł otrzymywałyby także Anna Komorowska, Jolanta Kwaśniewska i Danuta Wałęsa. Pensja nie należałaby się jedynie Barbarze Jaruzelskiej, ponieważ ustawa dotyczy tylko prezydentów wyłonionych w wyborach powszechnych, a Wojciech Jaruzelski był wybrany przez parlament. Ten sam projekt ustawy przewidywał podwyżki dla członków rządu, prezydenta i wojewodów. Zarobki osób na kierowniczych stanowiskach są zamrożone od ośmiu lat, w efekcie premier dostaje na rękę ok. 11 tys. zł, a ministrowie po 8,5 tys. zł. To oczywiście więcej niż wynosi przeciętne wynagrodzenie w kraju, ale dużo mniej niż można zarobić w biznesie, w spółkach skarbu państwa czy nawet w mediach. Projekt przewidywał, że pensja premiera wzrosłaby o 7 tys. zł brutto, a prezydenta, wicepremierów, ministrów, wiceministrów i wojewodów od 4 do 5 tys. zł. Ich zarobki miałyby jednak być powiązanie z sytuacją gospodarczą w kraju. Pensje urzędników zależałyby m.in. od wynagrodzenia minimalnego i przeciętnego, a także od wzrostu PKB w ostatnich trzech latach. Oznaczałoby to, że jeśli wzrost PKB spadnie z obecnych 3,57 proc. do 2 proc., wówczas zarobki np. prezydenta byłyby o 1,5 tys. zł niższe od obecnych. Ponieważ sprawa ta – jak się okazuje – wywołuje ogromne emocje, kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości zarekomendowało posłom partii wycofanie projektu dotyczącego zmian w wynagrodzeniach m.in. premiera i ministrów.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze