Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Rajd Świętego Mikołaja (1)

Dodano: 01/12/2016 - numer 1587 - 01.12.2016
Zaczął się grudzień. To specyficzny czas na giełdzie. Inwestorzy, często ci instytucjonalni, dbają o to, aby wyniki inwestycyjne na koniec roku były lepsze, a aktywa zgromadzone na rachunkach klientów pokazywały większy wzrost wartości. Czyli chcą, by akcje kosztowały więcej. Ten czas popularnie nazywany jest „rajdem św. Mikołaja”. I chociaż imieniny tego patrona są na początku miesiąca, to zwyczajowo tak nazywa się cały okres grudniowy. A po nim, żeby nie było tak nudno, jest tzw. efekt stycznia. Sam „rajd” to oczywiście nie tylko sztuczki księgowe, lecz także przekonanie, że kolejny rok powinien być lepszy i może warto zrobić zakupy inwestycyjne wcześniej.
Nazwy nazwami, ale czy rzeczywiście jest tak, że rynki reagują gwałtownie w tym okresie? Czy to tylko zwyczajowa nazwa niemająca wiele wspólnego z rzeczywistością, a ukuta na podstawie niewielkiej liczby potwierdzających tę tezę wydarzeń? Jak jest na świecie, a jak jest u nas? Warto to sprawdzić.
Japonia jest krajem specyficznym, bo określenie „rajd św. Mikołaja” nie za bardzo do niego pasuje. Lepszym jest „efekt grudnia”. Analiza ostatnich 16 lat wskazuje, że średnia miesięczna zmiana wartości indeksu Nikkei była dodatnia i wynosiła prawie 0,3 proc. W listopadzie 2000 r. indeks był niżej niż obecnie, a od tego czasu rynek przeszedł (jak każdy inny parkiet) spore zawirowania. Maksymalna wartość indeksu w tym okresie to ponad 20 tys. pkt, a minimalna mniej niż 8 tys. Jeśli chodzi o grudzień, to był on bardzo udany – przeciętny wzrost indeksu to przeszło 2,4 proc. Na 16 „rajdów” 10 razy inwestorzy zarobili, w tym raz (w 2009 r.) ponad 12 proc. Niestety w ubiegłym roku indeks w grudniu stracił ponad 3,6 proc.
Jeżeli chodzi o giełdę nowojorską, to ma ona znaczenie szczególne. To na tym parkiecie po raz pierwszy użyto określenia „rajd św. Mikołaja”, choć oczywiście samo zdarzenie odnotowywano wcześniej. W ciągu ostatnich 16 lat efekty są widoczne – średni miesięczny wzrost wyniósł 0,4 proc., a w grudniu prawie trzy razy więcej, bo 1,15 proc. Jak widać, zmiana jest mniejsza niż w Japonii, ale rynek amerykański miał, co ciekawe, podobne wahania, bo maksymalna wartość indeksu w okresie 2000–2016 to 19 tys. pkt, a minimalna 7 tys. pkt. Grudzień wypada jednak gorzej niż w Tokio. Ale tak samo jak w Japonii 10 razy indeks zakończył go wzrostem. Najlepszy moment to 2003 r., gdy indeks zwyżkował o 6,9 proc. Najgorszy – rok wcześniejszy, czyli 2002, gdy indeks stracił ponad 6 proc. W ubiegłym roku, podobnie jak w Tokio, odnotowano spadek. Nie jest to więc dobra prognoza na bieżący rok.
Na giełdzie londyńskiej także można zaobserwować to zjawisko, bo średnia grudniowa zmiana to 1,4 proc. przy średniej miesięcznej 0,1 proc. Ale jest tu jedna zasadnicza różnica. Chociaż poziom zmian nie jest może tak wysoki jak w Tokio, to indeks FTSE 100 aż 13 razy zyskiwał na wartości. Niestety ostatnie dwa lata cechowały się spadkiem indeksu. Szczególnie udany był rok 2010, gdy indeks zyskał 6,7 proc., a także rok wcześniejszy, gdy wzrost wynosił 4,7 proc.
Te trzy rynki to szczególne miejsca. Nie tylko najistotniejsze parkiety na świecie, ale zarazem rynki o pewnym anglosaskim charakterze. Charakterze, który z wielu względów jest też obecny w Japonii. Czy Europa, a przede wszystkim Warszawa, jest także regionem, w którym w grudniu znacznie łatwiej o trafioną inwestycję?...
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze