Ludzie oszustw i władzy

​SMOLEŃSK \ Kłamstwo to zgniły fundament władzy PO

numer 1738 - 01.06.2017Publicystyka

Wyniki ekshumacji zwłok ofiar tragedii smoleńskiej przerażają. To nie jest wina Prawa i Sprawiedliwości, że oszustwo rządu Donalda Tuska musiało wyjść na jaw w tak dramatycznych okolicznościach. Wstydzić powinni się ci, którzy budowali i wspierali proplatformerską posmoleńską narrację o „pisowskiej nekropolityce” – narrację szkodliwą dla interesów Polski, ale na krótką metę zabezpieczającą interesy ludzi PO-wskiego obozu kłamstwa i władzy.



Tuż po tragedii smoleńskiej Platforma Obywatelska miała do wyboru trudną prawdę albo ucieczkę do przodu na krótkich nóżkach kłamstwa. Wiemy dobrze, co wybrali. Solenne zapewnienia Ewy Kopacz, że z szacunkiem odnoszono się do szczątków ofiar, że współpraca z rosyjską administracją na usługach Putina przebiegała jak najpomyślniej, zaprzyjaźnione z ówczesną władzą media publiczne i prywatne powtarzały bez końca i bez zająknięcia.Być może dziś wszystkie te słowa palą usta prominentnych przedstawicieli i przedstawicielki PO. Być może nie ze wstydu – ale z racji narastającego strachu przed odpowiedzialnością, której mieli nadzieję uniknąć.



Historia pewnego oszustwa



Dziś najbardziej wymowne jest świadectwo ludzi dość uczciwych, żeby opisać stan rzeczy, niezależnie od własnych sympatii politycznych czy światopoglądowych. Więcej niż wymowny jest zatem wstęp do artykułu Andrzeja Gajcego na portalu Onet.pl: „Wyniki ekshumacji gen. Bronisława Kwiatkowskiego, który zginął w katastrofie smoleńskiej, są tak szokujące, że trudno w nie uwierzyć. Dowodzą, że ówcześnie rządzący, którzy zapewniali rodziny, że wszystko jest w porządku, a Rosjanie dochowali szczególnej staranności, zwyczajnie kłamali, a ekshumacje ofiar, nazwane przez nich »nekropolityką«, są po prostu konieczne”.



Gajcy stawia ponadto trzy kwestie, które właściwie można potraktować jako pytania (zagadnienia) retoryczne. Po pierwsze: „Dlaczego zabroniono polskim prokuratorom przeprowadzenia sekcji zwłok i ponownej identyfikacji? ”. Po drugie: „Rząd PO-PSL nie podjął nawet najmniejszej próby, by sprawdzić, czy nie doszło do pomyłek przy identyfikacjach i zamykaniu trumien”. Po trzecie: „Dlaczego wówczas kłamano i czy rządzącym bardziej nie zależało na szybkim przejęciu władzy w Pałacu niż na »zachowaniu się jak trzeba« w obliczu wielkiej narodowej tragedii?”.



Dla wielu z nas te pytania nie są kontrowersyjne. Trzeba jednak pamiętać, że sporo Polek i Polaków zapomniało o nich albo uwierzyło, że są nieważne, a nawet niestosowne, albo uznało, że wynikają ze złej woli. Posmoleńska perwersja, czyli specyficzna propaganda sukcesu Platformy, zrobiła przecież swoje. Tak, nazywam specyficzną propagandą sukcesu ówczesną narrację, z której wynikało, że wszystko sobie przecież wyjaśniliśmy dzięki owocnej współpracy z rosyjską stroną.



Kłamstwo jako narzędzie władzy



Oczywiście są to kwestie, które potrzebują bardzo szczegółowych wyjaśnień. Akuszerami prawdy nie zawsze są niestety filozofowie – czasem potrzebuje ona śledczych, instytucji państwa, odpowiednich służb. A to dlatego, że prawda jest niekiedy głęboko uwikłana w politykę. To sytuacja, w której najmocniej ukazuje się związek między etyką, władzą, (nie)wiedzą a społeczeństwem. Wiemy wszak nie od dziś, że kontrola nad przepływem informacji i opinii służy utrzymywaniu społeczeństwa w iluzji, wprowadzaniu dezinformacji i nieufności społecznej, dyskredytacji przeciwników i wzmacnianiu własnej pozycji



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Wołodźko


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się