NIECH ZAPŁONIE OLIMPIJSKI OGIEŃ!

fot. adobestock
fot. adobestock

DODATEK Letnie Igrzyska Olimpijskie w Tokio

33 dyscypliny sportowe, 339 konkurencji i blisko 11 tys. zawodników z ponad 200 krajów – tak w liczbach prezentują się XXXII Letnie Igrzyska Olimpijskie, które już za kilka dni rozpoczną się w stolicy Japonii – Tokio. Polska reprezentacja będzie liczyła 211 zawodników, 102 kobiety i 109 mężczyzn, którzy będą walczyli o medale w 137 konkurencjach w 28 dyscyplinach. Zmagania zarówno reprezentantów Polski jak i innych krajów będą śledziły miliardy kibiców na całym świecie.

Ledwo opadły emocje związane z wielkim turniejem piłkarskim, a już kibice szykują się na wrażenia, jakich dostarczą im zawodnicy z całego świata podczas najważniejszej imprezy sportowej – Igrzysk Olimpijskich. Gospodarzem tej edycji jest Tokio, a decyzja o tym wyborze zapadła 7 września 2013 roku na 125. Sesji Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego w Buenos Aires. Członkowie Komitetu zdecydowali się na stolicę Japonii spośród 3 kandydujących miast: Tokio, Stambułu i Madrytu.

Oficjalny start wydarzenia, czyli ceremonia otwarcia, która zawsze jest niezwykłym show taneczno-aktorsko-muzycznym, zaplanowana jest na 23 lipca. Rywalizacja sportowa rozpocznie się już 21 lipca, gdy zostaną rozegrane pierwsze mecze w turnieju piłki nożnej i softballu. Ceremonia zamknięcia Letnich  Igrzysk  Olimpijskich w Tokio odbędzie się 8 sierpnia. Warto przypomnieć, że to miasto było już gospodarzem letnich igrzysk w 1964 roku.

Co nowego w stolicy Japonii

Jak powszechnie wiadomo Letnie Igrzyska Olimpijskie w Tokio miały odbyć się w 2020 roku, jednak pandemia koronawirusa i sytuacja epidemiczna w Japonii zmusiła organizatorów do przesunięcia terminu o jeden rok. Proszę Japończyków o ciepłe przyjęcie sportowców z całego świata, którzy pokonali tak wiele wyzwań. Od lat ciężko trenują i tęsknili za tą chwilą – powiedział kilka dni temu przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Thomas Bach po spotkaniu z premierem Japonii Yoshihide Sugą. Bach podkreślał także wielkie starania Japończyków jakie włożyli w przygotowania do przeprowadzenia wydarzenia podczas trwania pandemii.

W Tokio podczas XXXII Letnich Igrzysk Olimpijskich zaprezentuje się blisko 11 tys. się zawodników z ponad 200 krajów. Według podziału zaprezentowanego przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski sportowcy będą rywalizować w 33 dyscyplinach. Gwoli przypomnienia na sześciu poprzednich igrzyskach było ich 26 bądź 28, a więc tak znaczącego przyrostu liczby dyscyplin do tej pory nie odnotowano. Z kolei medale rozdane zostaną łącznie w 339 konkurencjach. Ciekawostka jest też fakt, że aby ograniczyć ryzyko zakażeń wirusem organizatorzy imprezy zdecydowali, że podczas tej edycji zwycięscy zawodnicy będą sobie sami wieszali „krążki” na szyi.

Co więcej, wśród nowych dyscyplin olimpijskich znalazły się: karate, skateboarding, surfing oraz wspinaczka sportowa. Ponadto, po 13 latach na olimpiadę wracają baseball i jego kobieca odmiana – softball. W nowych dyscyplinach rozdanych zostanie 18 zestawów medali 8 w karate, 4 w skateboardingu i po 2 we wspinaczce, surfingu oraz baseballu/softballu.

Biało-czerwona drużyna

Nasz kraj wyśle na IO do Tokio 422 osób, w tym 211 zawodników – 102 kobiety i 109 mężczyzn. Nasi reprezentanci wezmą udział w 137 z 339 konkurencji w 28 dyscyplinach. Warto zaznaczyć, że nasza reprezentacja do Japonii jest najmniej liczną polską ekipą od igrzysk w Atenach w 2004 roku, kiedy o medale biło się 202 biało-czerwonych. Z kolei najwięcej, bo aż 306 sportowców, rywalizowało w 1980 roku w Moskwie. Na ostatnich Letnich Igrzyskach Olimpijskich, które odbyły się pięć lat temu w Rio de Janeiro wystąpiło 235 reprezentantów znad Wisły.

Jak już wcześniej wspomnieliśmy polscy zawodnicy będą rywalizować w 28 dyscyplinach wśród których znalazły się m.in.: boks, lekkoatletyka, gimnastyka sportowa, żeglarstwo, golf, jeździectwo, judo, kajakarstwo, kajakarstwo górskie, kolarstwo szosowe, kolarstwo górskie, kolarstwo torowe, koszykówka, łucznictwo, pięciobój nowoczesny, pływanie, podnoszenie ciężarów, siatkówka, siatkówka plażowa, skateboarding, strzelectwo, szermierka, taekwondo, tenis, tenis stołowy, wioślarstwo, wspinaczka i zapasy.

Przy tych wszystkich statystykach warto wspomnieć też o osobach, które będą nadzorowały zawody. W tej edycji Polska wyśle dwudziestu czterech arbitrów, komisarzy i delegatów technicznych, którzy będą czuwać nad przebiegiem sportowej rywalizacji. Nasi rodacy będą sędziować zmagania m.in. w zapasach, żeglarstwie, tenisie, boksie, podnoszeniu ciężarów, szermierce, gimnastyce i siatkówce.

Prekursorzy biało-czerwonych sukcesów

Cofnijmy się trochę w czasie. Jak powszechnie wiadomo w 393 roku naszej ery rzymski cesarz Teodozjusz I Wielki wydał werdykt zakazujący organizowania Igrzysk Olimpijskich, uznając je za relikt pogaństwa. Reaktywacja wydarzenia nastąpiła dopiero w 1896 roku w Atenach. Wówczas Polski nie było na mapach Europy i świata, ale nasi rodacy występowali na IO pod flagami innych państw. Pierwszym takim zawodnikiem najprawdopodobniej był szermierz Julian Michaux, który w 1900 r. wystąpił na Igrzyskach w Paryżu. Co ciekawe, jego dziadek brał udział w powstaniu listopadowym. Sam Julian w 1900 roku w Paryżu wystartował jako reprezentant Imperium Rosyjskiego. Ostatecznie zajął piątką pozycję w swojej kategorii. Warto wspomnieć o jego przywiązaniu do Polski, gdyż po odzyskaniu niepodległości zmienił nazwisko na „Miszo” i zaciągnął się do Wojska Polskiego. Jego grób można dziś znaleźć na warszawskich Powązkach.

Oficjalnie nasza reprezentacja na Letnich Igrzyskach Olimpijskich pojawiła się dopiero w 1924 roku na imprezie organizowanej ponownie w Paryżu. Wówczas nasza reprezentacja liczyła sześćdziesięciu czterech mężczyzn oraz jedną kobietę – Wandę Dubieńską. W stolicy Francji udało się wtedy wywalczyć srebro w kolarskim wyścigu torowym. Ponadto, zdobyliśmy także brąz w jeździeckim konkursie skoków. Z kolei pierwszy złoty medal zdobyła dyskobolka Halina Konopacka na igrzyskach w 1928 roku. W tym zestawieniu należy umieścić też jeźdźca Michała Antoniewicza, który został pierwszym polskim sportowcem, jakiemu udało się wywalczyć dwa medale na jednej imprezie – srebro w konkursie skoków na koniu i brąz w Wszechstronnym Konkursie Konia Wierzchowego. To również wydarzyło się w 1928 roku.

Dotychczasowy bilans naszych orłów

Od roku 1924 do dziś nasz łączny bilans medalowy wynosi: 284 krążki. Biało-czerwoni zdobyli 68 medali złotych, 83 medale srebrne i 133 medale brązowe. Bezapelacyjnie najlepsi jesteśmy w lekkoatletyce (57 medali), dalej jest boks (43), podnoszenie ciężarów (34), zapasy (26), a pierwszą piątkę zamyka szermierka (22). Co ciekawe, najwięcej krążków (32) nasi reprezentanci wywalczyli na Igrzyskach w Moskwie w 1980 roku, natomiast najwięcej złotych medali (7) Polacy przywozili czterokrotnie z imprez w: Tokio, Monachium, Montrealu, oraz Atlancie.

WYWIAD / Z JOANNĄ FIODOROW, reprezentantką Polski w lekkoatletyce, rozmawia JAN PRZEMYŁSKI

DODATKOWY ROK WYKORZYSTAŁAM  NA NAPRAWĘ ZDROWIA

FOT. ADAM WARŻAWA/PAP

Kiedy potwierdzono, że Igrzyska zostają przesunięte o rok byłam

w okresie intensywnych treningów. Z pewnością każdego sportowca zmiana terminu sfrustrowała, ale nic na to nie można było poradzić.

Ja wykorzystałam ten rok w dobry sposób. Przeszłam operację kolana, co pozwoliło mi lepiej przygotować się do sezonu 2021 i oczywiście do wielkiej imprezy sportowej w Tokio

– powiedziała „Gazecie Polskiej Codziennie” Joanna Fiodorow, reprezentantka Polski w rzucie młotem na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio.

Okres przygotowawczy się kończy. Już 21 lipca wylatuje pani do Japonii, aby niedługo później zaprezentować się podczas XXXII Letnich Igrzysk Olimpijskich.

Tak. Cały okres przygotowawczy przebiegł bardzo dobrze. Wraz ze sztabem przepracowaliśmy go bardzo sumiennie. Wyjątkiem był styczeń, kiedy to przechodziłam zakażenie koronawirusem i byłam wykluczona z zgrupowania w Portugalii. Od tamtej pory żadnych większych problemów zdrowotnych nie było. Przygotowanie fizyczne jest naprawdę dobre. Teraz pozostaje tylko trzymać kciuki, żebym to wszystko wykorzystała na Igrzyskach.

A propos koronawirusa, to zawody w Tokio będą się znacząco różniły np. od tych rozgrywanych przed pięcioma laty w Rio de Janeiro. Teraz zawodnicy będą musieli być od siebie izolowani, będą musieli przestrzegać surowych obostrzeń, aby ograniczyć możliwość zakażenia nie wirusem. Czy taka sytuacja nie wpłynie demotywująco na sportowców?

Moim zdaniem Japończycy są bardzo restrykcyjnym narodem. Jeżeli jest im coś narzucone z góry, to się tego trzymają, także na pewno będą egzekwowali przestrzeganie obostrzeń. Rzeczywiście w olimpijskiej wiosce będzie duży rygor i będziemy musieli się tego trzymać. Ale nie jadę tam na wakacje, tylko jadę tam do pracy. Myślę, że cała ta sytuacja daje zawodnikom możliwość wyciszenia się przed startem. Ja osobiście skupiam się tylko na starcie, a nie na tym co się wokół mnie dzieje. Będę musiała dostosować się do dyscypliny, która będzie panowała na miejscu. Tak jak już wcześniej wspomniałam, nie jadę tam na wycieczkę. Być może rzeczywiście nie będzie czuć atmosfery igrzysk jak było w przypadku Rio de Janeiro, czy Londynu. Wiadomo, że nie będziemy mogli się spotykać ze znajomymi z innych reprezentacji i spędzać razem czasu. Niestety takie mamy czasy. Świat nadal zmaga się z pandemią. W Japonii został wprowadzony stan wyjątkowy, więc musimy się do tego wszystkiego dostosować.

Wspomniała pani o Igrzyskach w Rio de Janeiro i Londynie. Można powiedzieć, że Joanna Fiodorow to już swojego rodzaju weteranka tej imprezy. Czy w takim razie łatwiej jest pani znaleźć klucz do sukcesu na tak wielkim wydarzeniu sportowym?

To prawda, że nie jest moja pierwsza, duża impreza międzynarodowa. Wiadomo, że Igrzyska rządzą się swoimi prawami, są to inne zawody niż wszystkie. Każdy z nas przygotowuje się do nich przez dużą cześć swojego życia i oczywiście zebrane doświadczenie z poprzednich igrzysk będzie miało wpływ na moje podejście do nadchodzących zawodów w Tokio. Na pewno nie będzie już tej euforii, która zawsze towarzyszy pierwszemu wyjazdowi na Igrzyska.

Do Japonii pojadę z chłodną głową, nastawioną na osiągnięcie jak najlepszego rezultatu.

Jeszcze kilka tygodni temu mówiła pani dziennikarzom, że elementem nad którym chce pani szczególnie popracować jest technika. Udało się ją poprawić?

Pierwotnie Letnie Igrzyska Olimpijskie w Tokio miały się odbyć w 2020 roku. Z wiadomych przyczyn termin ten musiał zostać przesunięty. Jak to wpłynęło na pani przygotowania?

Nie wpłynęło w jakiejś dużej mierze. Kiedy potwierdzono, że Igrzyska zostają przesunięte o rok byłam w okresie intensywnych treningów. Z pewnością każdego sportowca zmiana terminu sfrustrowała, ale nic na to nie można było poradzić. Ja wykorzystałam ten rok w dobry sposób. Przeszłam operację kolana, naprawiłam zdrowie, co pozwoliło mi lepiej przygotować się do sezonu 2021 i oczywiście do wielkiej imprezy sportowej w Tokio.

Oprócz pani w polskiej reprezentacji specjalistkami od rzutu młotem są także Malwina Kopron i Anita Włodarczyk – obie w świetnej formie. Czy panie się wymieniają doświadczeniami podczas takiej imprezy jak Igrzyska Olimpijskie? Macie wspólne treningi?

Każda z nas trenuje z innym trenerem i w innych grupach. My nie spędzamy ze sobą czasu na zgrupowaniach, ponieważ jesteśmy w zupełnie w innych miejscach. Widzimy się najczęściej na meetingach, a to jest krótki okres, aby się uczyć od siebie nawzajem. Na zawodach skupiam się na sobie, nie patrzę na to jak moje koleżanki rzucają. Moim trenerem jest Wojciech Nowicki, z którym współpracujemy od 2016 roku. On mi układa cały plan i razem pracujemy razem nad tym, aby moja dyspozycja była jak najlepsza.

Na koniec chciałbym też spytać o współpracę z PKN ORLEN, który jest sponsorem reprezentacji Polski na Igrzyskach Olimpijskich. Jakie korzyści płyną dla pani z tej umowy?

Przede wszystkim jestem bardzo wdzięczna PKN ORLEN oraz prezesowi Danielowi Obajtkowi, że wciągnęli mnie do tak zacnego grona sportowców, którzy tworzą grupę ORLEN Team. Jest to duże wyróżnienie, że taka firma widzi moje wyniki i chce mnie wspierać w przygotowaniach. Jest to nieocenione, gdyż nie muszę przejmować się prostymi rzeczami, czyli opłatą za rachunki, wyżywieniem, czy dojazdami na zgrupowania, bo zapewnia mi to PKN ORLEN. To jest duży luz psychiczny, bo zawsze wiesz, że ktoś cię wspiera i dzięki temu można się w całości poświęcić treningom. Moim zadaniem jest teraz jak najlepiej wykorzystać tę pomoc i przełożyć ją na dobre wyniki sportowe.

WYWIAD / Z PAWŁEM WIESIOŁKIEM, reprezentantem Polski w lekkoatletyce, rozmawia JAN PRZEMYŁSKI

DO TOKIO JADĘ SPEŁNIAĆ MARZENIA

Dziś jestem zupełnie innym zawodnikiem i do Tokio jadę spełniać swoje marzenia. Wiem na co mnie stać. Wiem, że solidnie przepracowałem okres przygotowawczy. Wierzę, że to wszystko przełoży się na dobry końcowy rezultat i z Igrzysk Olimpijskich wrócę z uśmiechem na ustach – powiedział „Codziennej” Paweł Wiesiołek, reprezentant Polski w wieloboju, który znalazł się w kadrze Polski na Letnie Igrzyska Olimpijskie w Tokio.

Zacznijmy od bardzo ogólnego pytania. Jak forma przez Letnimi Igrzyskami Olimpijskimi w Tokio?

Na chwilę obecną wszystko idzie w dobrym kierunku. Przygotowania do najważniejszej imprezy sportowej w moim życiu ciągle trwają. Odpukać, ale nie ma problemów ze zdrowiem, także pozostaje tylko utrzymać ten stan, doszlifować ostatnie aspekty i zaprezentować się jak najlepiej w Tokio.

Jak wyglądały pana ostatnie tygodnie? Intensywny trening, czy już łapanie świeżości przed zawodami?

Pod koniec czerwca wziąłem udział w Mistrzostwach Polski, po nich miałem tygodniową przerwę, aby odpocząć chwilę od zapachu tartanu i wyciszyć się. Później zgodnie z planem przygotowanym przez mojego trenera Michała Modelskiego, mówiąc kolokwialnie, weszliśmy w trening. Tak to wszystko zostało rozpisane, aby bez przeszkód móc wyszlifować jak najlepszą formę przed Igrzyskami Olimpijskimi. Nie było żadnych wypadków przy pracy. Reasumu-ąc, jestem dobrej myśli.

Czy przesunięcie terminu Igrzysk Olimpijskich w Tokio o rok znacząco wpłynęło na pana aktywność treningową lub ogólne samopoczucie?

Gdy dotarła do mnie pierwsze informacja o tym, że Igrzyska Olimpijskie w Tokio są przełożone, to lekko się podłamałem. Chyba większość zawodowych sportowców miała podobne odczucia. Jednak z czasem stwierdziłem, że perspektywy sportowej cała ta sytuacja mi osobiście wyszła na dobre. Przez ten czas mogłem zaleczyć wszystkie swoje kontuzje, a także trochę zmienić plan treningowy, aby większy nacisk położyć na wytrzymałość i siłę. Teraz widzę tego bardzo pozytywne efekty. Wydaje mi się, że dziś jestem w dużo lepszej dyspozycji niż przed rokiem.

Na wielobój, jak sama nazwa wskazuje składa się wiele konkurencji. Czy ma pan ulubioną?

Generalnie lubię wszystkie, ale ostatnio dużo frajdy sprawia mi skok o tyczce. Lot głową w dół z wysokości pięciu metrów dostarcza sporo emocji i dużo adrenaliny. Bardzo polubiłem też bieg na 400 metrów. Jeśli miałbym wskazać ulubione konkurencje, to byłyby to właśnie te dwie

Ambicje ambicjami, ale sportowy zawsze też stawiają sobie realne, minimalne cele na dane zawody. Wracając z Igrzysk Olimpijskich w Tokio będzie pan zadowolony, gdy…

Ach... (śmiech). Celuję w pierwszą ósemkę. To jest plan minimum, który założyliśmy z trenerem. Pamiętajmy, że to są Igrzyska Olimpijskie, w których startują najlepsi zawodnicy z całego świata. Każdy walczy o jak najlepszy rezultat. Moim marzeniem jest medal olimpijski, jednak nie lekceważę rywali i wiem, że konkurencja między nami będzie bardzo zacięta.

Pan startował już w Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro. Czy doświadczenie zebrane pięć lat temu sprawia, że stres i presja przed zawodami w Tokio są mniejsze?

Trudno powiedzieć. Dla mnie są to chyba dwa różne światy. Pięć lat temu byłem jeszcze mało doświadczonym zawodnikiem. Na tamtej dużej imprezie czasami bardziej skupiałem się na tym, aby podpatrywać techniki i zmagania kolegów z bogatszą karierą, gdyż zwyczajnie byli lepsi. Nie do końca koncentrowałem się na sobie i swoim starcie. To też przełożyło się na końcowy rezultat. Ale przyznam też, że tamta rywalizacja i kolejne imprezy dały mi dużo pewności siebie. Dostałem też zastrzyk z doświadczenia. Dziś jestem zupełnie innym zawodnikiem i do Tokio jadę spełniać swoje marzenia. Wiem na co mnie stać. Wiem, że solidnie przepracowałem okres przygotowawczy. Wierzę, że to wszystko przełoży się na dobry końcowy rezultat i z Igrzysk Olimpijskich wrócę z uśmiechem na ustach.

Czyli okres przygotowawczy nie przyniósł żadnych niespodzianek?

Nie. Z perspektywy treningowej było bardzo dobrze. Przy tej okazji chciałbym także wspomnieć o dużym wsparciu sponsorskim, które pomaga mi dążyć do spełniania marzeń. Chodzi o współpracę z PKN ORLEN. Dzięki niej mogłem spokojnie przygotowywać się do najważniejszej imprezy sportowej. Dostałem dużą porcję stabilizacji. Wiadomo, że w sporcie na takim poziomie niemal całe życie musimy podporządkować pod plan treningowy, a to czasami bardzo komplikuje podjęcie pracy zawodowej. Wówczas wielu ludzi porzuca swoje pasje, bo zwy czajnie nie mają innego wyjścia. Ja otrzymałem komfort, bo współpraca z PKN ORLEN pozwala mi w pełni skupić się na doskonaleniu swoich umiejętności i przygotowywaniu do kolejnych zawodów, aby jak najlepiej reprezentować Polskę i siebie.

Na koniec chciałbym się dowiedzieć czego można panu życzyć, oprócz olimpijskiego medalu i to najlepiej złotego?

Przyjmę jeszcze życzenia dotyczące stabilizacji formy we wszystkich konkurencjach i dwóch lub trzech „życiówek” (red. życiowych rekordów w danej konkurencji). Przyda się jeszcze utrzymanie zdrowia no i zachowanie pewności siebie, gdy już zacznę rywalizację o olimpijski medal.

WYWIAD / Z LUCYNĄ KORNOBYS, reprezentantką Polski na paraolimpiadzie, rozmawia JAN PRZEMYŁSKI

STRES? KAŻDY MA NA NIEGO SWÓJ SPOSÓB

Niekiedy czujemy, że nasze otoczenie będzie zawiedzione jeśli nie zdobędziemy odpowiednio wysokiego miejsca, prawda? To może zablokować psychicznie i trochę przeszkadza w pełnej koncentracji. Ale zdradzę, że znalazłam pewien sposób, aby radzić sobie z takimi sytuacjami – zdradza nam Lucyna Kornobys, reprezentantka Polski w lekkoatletyce na Igrzyskach Paraolimpijskich w Tokio.

Zainteresowanie Igrzyskami Paraolimpijskimi rośnie z imprezy na imprezę. Czy pani odczuwa zmiany na tej płaszczyźnie, czy jednak potrzeba jeszcze wiele pracy włożyć w promowanie tych rywalizacji sportowych?

Z pewnością się to zmienia, i to na lepsze. Gdy ja zaczynałam swoją przygodę ze sportem dla osób niepełnosprawnych w 2008 roku, to wówczas media bardzo skromnie informowały o różnych zawodach, wynikach poszczególnych sportowców. Dzisiaj te same media pozwalają nam już zaistnieć jako sportowcy. To ma ogromne znaczenie, bo pokazało wielu ludziom z różnymi niepełnosprawnościami, że pomimo tego, że np. jeżdżą na wózku, czy są niedowidzący, to i tak mogą znaleźć dla siebie rodzaj aktywności, która nierzadko staje się bardzo, bardzo ważną częścią ich życia. Nierzadko daje im to też nowe siły. Nie każdy musi być sportowcem, ale już samo to, że taka osoba wyjdzie z domu i podejmie jakiekolwiek wyzwania jest czymś wielkim. Co więcej, przez większe zainteresowanie mediów naszym środowiskiem sportowym zwiększa się także ilość sponsorów chętnych inwestować środki w utalentowanych zawodników. To wszystko idzie w dobrą stronę i marzę, aby ten kurs pozostał.

Igrzyska paraolimpijskie rozpoczną się 24 sierpnia i potrwają do 5 września. Jak w tej chwili ocenia pani swoją dyspozycję?

Formę jeszcze budujemy. Pojawił się mały problem, bo doznałam kontuzji barku i nie da się jej w pełni wyleczyć przed zawodami w Tokio. Jednak nie poddajemy się i razem ze sztabem będziemy zrobimy wszystko, aby ta moja ręka pchała kule jak najdalej.

Czy uraz nie wykluczy panią ze startów w Kraju Kwitnącej Wiśni?

Nie powinien, Tu bardziej chodzi o jakość pchnięcia. Jednak tak jak powiedziałam ja i zespół, który mnie przygotowuje do zawodów, staramy się przywrócić ten bark do jak najlepszej dyspozycji. Kontuzje wpisane są w niemal każdy sport i trzeba sobie z nimi radzić.

Domyślam się, że cała ta sytuacja jest wynikiem ciężkiego okresu przygotowawczego.

Dokładnie tak. Chociaż ja na to nie narzekam. Dotychczas w tym roku realizuję założenia, które postawiłam sobie przed sezonem i myślę, że ta kontuzja nie powinna ich mocno zmodyfikować. Z pewnością po powrocie z Tokio czeka mnie rehabilitacja, ale w chwili obecnej skupiam się tylko na tym, aby jak najlepiej wypaść na Igrzyskach Paraolimpijskich.

A także jaki jest harmonogram na najbliższe tygodnie?

W tej chwili na zgrupowaniu szlifuję jeszcze z trenerami siłę. Wylot mamy 14 sierpnia. Lecimy do Japonii na obóz klimatyczny i dopiero 23 sierpnia zjeżdżamy do wioski olimpijskiej. Mój start zaplanowany jest na 30 sierpnia o 9 rano.

Ma pani wiele sukcesów na swoim koncie, m.in. srebrny medal z Igrzysk paraolimpijskich w Rio de Janeiro w pchnięciu kulą. Czy taki dorobek działa na panią motywująco, czy jednak wytwarza dodatkową presję?

Gdy po raz pierwszy zdobyłam medal, wówczas nikt tego ode mnie nie oczekiwał. Ja sama wiedziałam, że mnie na to stać. Dzisiaj jestem jedną z faworytek do medalu, co powoduje, że presja, którą na sobie czuje jest dużo większa. Ona potrafi działać i motywująco i destrukcyjnie. Niekiedy czujemy, że nasze otoczenie będzie zawiedzione jeśli nie zdobędziemy odpowiednio wysokiego miejsca, prawda? To może zablokować psychicznie i trochę przeszkadza w pełnej koncentracji. Ale zdradzę, że znalazłam pewien sposób, aby radzić sobie z takimi sytuacjami.

Jak?

Na dzień przed startem wyłączam wszelkie portale społecznościowe, staram się nie odbierać telefonów, nie czytać wiadomości, odcinam się od wszelkich powiadomień. Robię sobie taki dzień dla siebie.

W ten sposób jest mi łatwiej skupić się na starcie i osiągnięciu jak najlepszego wyniku.

Wracając do zbliżających się zawodów w Tokio, to na sportowców czeka tam zupełnie inna rzeczywistość niż ta, która towarzyszyła poprzednim edycjom paraolimpiad. Wiemy o licznych obostrzeniach, zakazach, nakazach, a wszystko przez trwającą nadal pandemię koronawirusa. Czego się pani spodziewa w Kraju Kwitnącej Wiśni? Atmosfera wytwarzająca się przez samą rangę zawodów jak Igrzyska  jest  nie do opisania. To wyjątkowe przeżycie w karierze każdego sportowca. Jednak impreza w Tokio będzie inna. Przede wszystkim dlatego, że jej termin został przesunięty o rok. Ponadto, obostrzenia, zasady i rygory, jakie na nas czekają tam na miejscu mogą utrudniać poczucie tego prawdziwego ducha olimpiady. Tam nieraz zawiązywały się prawdziwe sportowe przyjaźnie, utrzymywane później przez lata. Niestety, nie pozostaje nic innego jak dopasować się do panujących warunków.

Musimy dbać o swoje bezpieczeństwo i razem stawić czoło całej tej męczącej sytuacji epidemicznej.

PKN ORLEN od kilku lat aktywnie promuje sportowców, którzy reprezentują Polskę na Igrzyskach Olimpijskich i Igrzyskach Paraolimpijskich. Czy ta współpraca, pomoc faktycznie jest odczuwalna przez zawodników?

Bez sponsorów nie byłoby wielu tak wybitnych dzisiaj sportowców. PKN ORLEN pomagał nam już po Igrzyskach Paraolimpijskich w Rio de Janeiro. Trzeba pamiętać, że my jako sportowcy paraolimpijscy nie mamy tak wielu sponsorów jak nasi koledzy i koleżanki z reprezentacji olimpijskiej. Dlatego też takie wsparcie jakie doświadczamy od płockiego koncernu jest niesamowicie ważne. Mówiąc kolokwialnie: głowa jest spokojniejsza. Mogę skupić się na przygotowaniach i na tym, aby jak najlepiej reprezentować swój kraj. Liczę na to, ze ta współpraca będzie trwała.

Materiał powstał we współpracy z PKN ORLEN

     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze