Biedne my koty polityczne…

Jerzego Targalskiego poznałem w solidarnościowym podziemiu jako Józefa Darskiego, jednego z twórców pisma „Obóz”, które w stanie wojennym, gdy nikt z nas nie wierzył w upadek Związku Sowieckiego, zajmowało się… przyszłymi stosunkami Polski z wyzwolonymi spod jarzma komuny narodami sąsiednimi. To iście prometejskie myślenie „do przodu” – bo wszak imię Prometeusz oznacza „myślącego w przód” – później przywiodło go do Giedroyciowej „Kultury”. Podziwiałem jego analizy geopolityki i ich wpływu na Polskę, z czasem coraz bardziej pesymistyczne. Na pokazie mojego filmu o sojuszu Piłsudski–Petlura, zorganizowanym przez klub „Gazety Polskiej”, właściwie podważył cały sens starań o odnowienie realnej polsko‑ukraińskiej współpracy strategicznej. Zapewne ten jego zdrowy, lecz trudny sceptycyzm,

     

65%
pozostało do przeczytania: 35%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze