Miasto zza mgły

numer 1953 - 16.02.2018Podróże

Neapol fascynuje. I pewnie, że można tego miasta nie lubić – źle się tu czuć, bo gomorra, bo śmieci, bo głośno od klaksonów, bo nie ma jak przejść przez ścianę zaparkowanych na chodniku aut. Na pewno jednak trudno być wobec tego miasta obojętnym.

Po kilku dniach spędzonych w Neapolu zaczniemy odbierać tę rzeczywistość jak przykrytą grubą warstwą kurzu księgę. Taką, która opisuje zupełnie nieznany nam świat. I nie chodzi tu o świat wszechobecnych pizzerii czy sklepików albo nawet specyficzny neapolitański dialekt. Raczej o dziwne, spowite mgiełką baśni i abstrakcji miejsca na uboczu, w mniej uczęszczanych uliczkach. Z dala od tłumu i ruchliwej San Gregiorio Armeno. Jak choćby tutaj – w niewielkiej przypominającej kanciapę warszawsko-praskiego szewca pracowni neapolitańskiego Dżepetta. Pana, dla którego cały świat zamyka się w tych kilkunastu metrach kwadratowych. Z poustawianymi wokół figurkami, domkami, szopkami. Wreszcie z dopiero co wystruganymi czerwonymi papryczkami – dla neapolitańczyków: symbolami szczęścia.

– Trzymaj. Jedna dla ciebie – wręcza mi dumnie po ukończeniu dzieła. – Zaczekaj. Dam ci jeszcze. Dla kolegi.

Pracownia neapolitańskiego Dżepetta spowita jest półmrokiem, unosi się w niej papierosowy dym i zapach pracy – drewna pomieszanego z farbą. To miejsce powołania tego starca, rzemieślnika strugającego figurki, odlewającego wiszące ozdoby choinkowe, tworzącego neapolitańskie pamiątki. Wśród nich są wizytówki całego miasta: bożonarodzeniowe szopki.

Dopiero teraz wyczuwam ten zapach. Znany poniekąd z mojego domu rodzinnego – to woń choinki.

W Neapolu święta nie kończą się tak szybko



zawartość zablokowana

Autor: Stefan Czerniecki


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się