Posmoleńska gorycz

FELIETON \ Rocznica tragedii z 10 kwietnia 2010 r.

numer 1997 - 10.04.2018Publicystyka

Zamierzałem napisać, że gdybyśmy w dniach tragedii smoleńskiej żyli w Polsce wymarzonej, wolnej, rządzonej godnie i mądrze, opowieść o następstwach katastrofy byłaby historią wielkich narodowych rekolekcji na płaszczyźnie moralnej. W swoim aspekcie prawno-politycznym zaś dziejami obiektywnego, bezkompromisowego śledztwa, prowadzonego przez wymiar sprawiedliwości i zainteresowane dojściem do prawdy media.

Media, które wraz z obywatelami nie dopuściłyby do żadnego negocjowania z prawdą, szukania wersji wygodnej dla silniejszych, choć budzącej wątpliwości i wewnętrzny sprzeciw. Śledztwa, które zakończyłoby się odpowiedzialnością prawną, cywilną, wcześniej jeszcze – polityczną. Chciałem to wszystko napisać, potem pomyślałem jednak, że przecież w takiej Polsce nie doszłoby do wszystkich zaniedbań i zakulisowych intryg, które doprowadziły do dramatu 10 kwietnia, a więc i Smoleńsk nie mógłby się wydarzyć. Nawet jeśli myśląc o tym dniu i poprzedzającej go sekwencji zdarzeń, poza nawias wyrzucimy wszystko, co mieści się w sferze podejrzeń i domysłów, a zostawimy tylko pewne fakty, m.in. stan lotniska, zachowanie BOR-u, dyplomatyczną czy raczej polityczną grę między rządem, otoczeniem Lecha Kaczyńskiego i Rosjanami.

Żyliśmy jednak

w zupełnie innej Polsce

Polsce tchórzliwej, koniunkturalnej władzy, zakłamanych mediów, wreszcie obywateli w większości obojętnych lub zmanipulowanych, czasem zaś pełnych nienawiści i pogardy. W Polsce, w której władze i media pozwolić sobie mogły na takie, a nie inne podejście do tematu; na pozorowane śledztwa i prace organów państwa, których jedynym założeniem była uległość wobec strony rosyjskiej, o czym dowiadujemy się coraz więcej. W kraju, w którym kierowano przez media i afirmowano przez rozmaite gwiazdy i autorytety nienawiść do wszystkich chcących pielęgnować pamięć i upominać się o prawdę. Pogarda dla żywych sprzed feralnego poranka od razu stała się pogardą dla zmarłych. Sięgała nawet po kpinę i żarty, w czym prym wiódł oczywiście Janusz Palikot, jednak wina rozkłada się przecież na wszystkich, tak chętnie udzielających mu głosu.

Owszem, przez chwilę komuś wydawać się mogło, że będzie inaczej. Wtedy, gdy pisma i portale nagle odkryły dostojne zdjęcia Marii i Lecha Kaczyńskich, pierwszej damy i prezydenta. Gdy nawet Adam Michnik zastanawiał się, czy nie mówił i nie pisał za ostro (potem, przez kogoś dopytany, odpowiedział, że ostatecznie wyszło mu, że nie). Jednak nienawiść nie zniknęła ani na chwilę. Nie jest prawdą, że społeczeństwo się zjednoczyło, a podzieliła je decyzja o pochówku. Od pierwszych minut po dotarciu do Polski informacji o tragedii protestowano na Facebooku przeciwko robieniu z ofiar bohaterów. Wideo z rozterkami Michnika nie podobało się czytelnikom jego portalu. Od razu, jeszcze zanim stało się to obowiązującą narracją, w Salonie24, wtedy jeszcze centralnym miejscu polskiej blogosfery, wśród wpisów osób zasmuconych i bezsilnych w obliczu tego, co się stało, pojawiły się inne głosy. „Zginęli ludzie, którzy do tej pory nie wahali się używać innych tragedii do swoich gierek. Prędzej nazwę to sprawiedliwością niż tragedią. (…) Zginął Lech Kaczyński, nie Jan Paweł II” – pisze ~panbond w notce pod tytułem „Żadna tragedia”. Od dotarcia do nas wiadomości ze Smoleńska minęły dopiero trzy godziny.

Trochę później, na blogu ~waldburga po raz pierwszy czytam o winie pilotów



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Karnkowski


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się














#DziękujeMyZaOdwagę
reklama