Potrzebne jest wielkie sprzątanie w łódzkich urzędach

WYWIAD

numer 2129 - 15.09.2018

Chciałabym uspokoić mieszkańców – audyt i sprzątanie tak, ale to nie będzie trzęsienie ziemi. Jestem w stanie racjonalnie ocenić ludzi, którzy pracują w urzędzie, chociażby z tego powodu, że się takimi sprawami cały czas zajmuję – z AGNIESZKĄ WOJCIECHOWSKĄ VAN HEUKELOM, społeczniczką, kandydatką na prezydenta Łodzi, rozmawia BOGUMIŁA KEMPIŃSKA-MIROSŁAWSKA.

 

Startuje Pani w wyborach na prezydenta Łodzi. Dlaczego?

Namówili mnie łodzianie. Startuję pod własnym szyldem, nie z list partyjnych, bo przede wszystkim jestem działaczką społeczną. Mój komitet został zarejestrowany jako komitet wyborczy wyborców. Wiem, że jest to walka Dawida z Goliatem, gdyż zmierzenie się z dużymi partiami, które mają duże pieniądze na brutalną kampanię, np. billboardową, dla społecznika może być trudne. Ja takich środków nie posiadam i jedyne, na co mogę liczyć, to pamięć i życzliwość wyborców – mieszkańców miasta.

Czy tym Goliatem jest prezydent Hanna Zdanowska?

Prezydent Zdanowska to osoba, która moim zdaniem doprowadziła Łódź to fatalnego stanu. Oczywiście potrafię docenić estetyczną stronę jej działań typu kwiatki i meble miejskie. Ale potrafię też patrzeć głębiej, a tam widać wielką dziurę finansową, co dowodzi dużej nieodpowiedzialności pani prezydent.

Ale musi Pani przyznać, że tak wiele inwestycji jak w ostatnich latach dawno w Łodzi nie było.

Tak, ale w rzeczywistości nie odpowiadają one potrzebom mieszkańców, którzy dostają np. trasę WZ czy stajnię jednorożców, ale za to nie mogą się doprosić załatwienia swoich podstawowych problemów.

Jakich?

Na przykład mieszkańcy Chojen nie mogą się doprosić właściwej postawy władz miasta wobec ich konfliktu z fabryką Hutchinsona. Mieszkańcy lokali komunalnych – by miasto nie zachowywało się jak nieuczciwy kamienicznik, lecz racjonalnie gospodarowało zasobem komunalnym i było uczciwym wynajmującym. Miasto względem najemców jest roszczeniowe, natomiast bardzo mało z siebie daje. Lokale miejskie często są w fatalnym stanie – zagrzybione, zrujnowane – stąd liczne protesty mieszkańców. Kolejna grupa to łódzcy taksówkarze. Z jednej strony urzędnicy spotykali się z nimi i rozmawiali o problemie nieuczciwej konkurencji, a z drugiej urząd reklamował firmę Uber, która nie płaci podatków i daje dumpingowe ceny.

A jakie rozwiązania tych problemów Pani proponuje?

Przede wszystkim należy zlikwidować bałagan związany z prawem własności. Miasto ma duży zasób nieruchomości w nieuporządkowanym stanie prawnym. Jako osoba zajmująca się dziką reprywatyzacją wiem, że magistrat wie tylko o niewielkiej części swojego majątku, gdyż nigdy nie został on porządnie zewidencjonowany. Nie wiem, jak można rządzić miastem, nie wiedząc, co się ma. Urzędnicy mówią, że to jest kosztowne, ale wieszanie jakichś plastikowych kokardek i ubieranie pomników w fioletowe szaty bądź wyczynianie innych dziwactw też jest kosztowne i można z tego spokojnie zrezygnować.

Jest Pani znana z walki o prawa spółdzielców. A jak wygląda polityka mieszkaniowa miasta?

Uważam, że w Łodzi nie istnieje dobra polityka mieszkaniowa. To wielkie zaniedbanie władz miasta



zawartość zablokowana

Autor: Bogumiła Kempińska-Mirosławska


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się