Naciski na Gazprom nic nie dadzą

Dodano: 04/06/2014 - Numer 829 - 04.06.2014
fot.Filip Błażejowski/ Gazeta Polska
fot.Filip Błażejowski/ Gazeta Polska
GAZ \ W tym miesiącu Gazprom ma rozpocząć budowę South Streamu, który będzie dostarczał gaz z Rosji do Europy Środkowej i Południowej. Bruksela uzależnia rozmowy o współpracy przy tej inwestycji od postawy Kremla w ukraińskim kryzysie. Sęk w tym, że oprócz Chin rosyjski gaz chce też sprowadzać Japonia, więc Putin nie będzie się przejmował unijnymi naciskami. Unijny komisarz ds. energii Günther Oettinger w wywiadzie dla „Frankfurter Allgemeine Zeitung” uzależnił realizację planów budowy gazociągu South Stream przez Gazprom od postawy politycznej Moskwy w kryzysie na Ukrainie. – W rozmowach nie ma postępu, gdyż Rosja nie chce uznać unijnych przepisów dotyczących energii, a kryzys na Ukrainie kładzie się cieniem na wszystkich sprawach – powiedział Oettinger. – Będziemy kontynuowali rozmowy wtedy, gdy rosyjscy partnerzy zaczną znów przestrzegać zasad prawa międzynarodowego i gdy będą gotowi do konstruktywnej współpracy opartej na naszym prawie energetycznym – dodał Oettinger. Komisarz przyznał, że w obecnej sytuacji, gdy Rosja odmawia uznania rządu w Kijowie, z pewnością nie dojdzie do porozumienia w sprawie South Streamu. Gazprom budowę inwestycji zamierza rozpocząć w tym miesiącu. Gazociąg ma przebiegać po dnie Morza Czarnego i dostarczać gaz z Rosji do Europy Środkowej i Południowej. „FAZ” zaznacza, że celem rosyjskiego inwestora jest nie tylko ominięcie Ukrainy jako kraju tranzytowego, ale także wyłączenie South Streamu spod unijnych regulacji antymonopolowych, dlatego nie zgadza się na oddzielenie sprzedaży gazu od wpływu na jego przesył i w dwustronnych umowach z krajami tranzytowymi gwarantuje sobie kontrolę nad planowanymi gazociągami. Unijna próba zablokowania South Streamu nie musi jednak doprowadzić do oczekiwanego efektu, czyli wywarcia presji na Rosję, aby zrezygnowała z eskalowania napięć na Ukrainie. Putinowi na europejskim rynku gazowym będzie coraz mniej zależało nie tylko za sprawą podpisanego niedawno 30-letniego kontraktu z Chinami. Okazuje się, że rosyjskim gazem bardzo zainteresowana jest też Japonia i jeśli oba kraje się porozumieją, groźby Brukseli stracą na znaczeniu. Po katastrofie w elektrowni atomowej w Fukushimie i wyłączeniu wszystkich 48 bloków jądrowych, w Japonii znacznie wzrósł popyt na gaz. Jak podała niedawno agencja Bloomberg, grupa 33 japońskich polityków forsuje plan budowy liczącego 1350 km gazociągu, który połączy Sachalin z japońską prefekturą Ibaraki, położoną na północny wschód od Tokio. Wartość projektu jest szacowana na 6 mld dol. Według szacunków tą drogą do Japonii mogłoby docierać 20 mld m sześc. gazu ziemnego rocznie. Byłoby to ok. 17 proc. rocznego importu Japonii. Japonia, choć jest największym importerem gazu na świecie i leży w pobliżu Rosji, importuje z tego kraju niespełna 10 proc. potrzebnego surowca. Dzięki kontraktowi z Rosją Japończycy mogliby importować więcej gazu lotnego, który jest tańszy od gazu skroplonego, czyli LNG.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze