Trzecie wybrzeże

​JEZIORO MICHIGAN \ MOST MACKINAC

numer 2575 - 06.03.2020Podróże

Dumni Jankesi mówią o tym jeziorze „nasze trzecie wybrzeże”. Bo rzeczywiście objechanie całej linii brzegowej jeziora Michigan zajęłoby przeciętnemu kierowcy półtorej doby. Dla niektórych i tak najgorszym momentem przejażdżki byłby pewien most…

 

Ono jest gigantyczne. Nie macie u siebie takich. – Mieszkający w Stanach już od ponad 30 lat Jurek jest coraz bardziej podekscytowany. Coraz mocniej ściska oburącz kierownicę.

– I co? Nawet Śniardwy nie mogą się z nim równać? – pytam troszkę prowokująco.

– Stefan! Śniardwy mają w najszerszym miejscu 8 km…

– I? – Czekam na, jak zgaduję, wbijającą mnie w fotel puentę.

– A Michigan ma 130! Rozumiesz teraz tę skalę? To jezioro jest jak ocean. Wielkie, nieprzeniknione. Niemieszczące się w żadnej skali.

Po kilkudziesięciu minutach wreszcie je widzimy. Jerzy ma rację. Jezioro Michigan rzeczywiście robi wrażenie. Zwłaszcza gdy podziwia się je z mocno zalesionego północno-wschodniego wybrzeża, skąd do jeziora prowadzi stroma, porośnięta trawą i drzewami skarpa. Poprowadzona szczytem skarpy mało ruchliwa szosa stanowi wówczas świetny punkt widokowy na rozpościerający się pod nami akwen.

W języku lokalnego szczepu Indian Ottawa „Michigan” oznacza tyle co „wielka woda”. Trzeba przyznać, że w tej prostej do granic możliwości nazwie uchwycone jest dokładnie to, co w jeziorze Michigan zachwyca najbardziej. Tym czymś jest właśnie ów ogrom. Niepotrafiąca zmieścić się w naszej wyobraźni wodna powierzchnia. Jakkolwiek by przecież patrzeć, jednak jeziora śródlądowego.

Pół tysiąca kilometrów długości. Wspomniane 130 km szerokości. I 300 m głębokości. Wystarczy już uzmysłowić sobie, że aby objechać jezioro samochodem, musielibyśmy spędzić za kółkiem półtorej doby. Sporo.

Gdy się słucha Jurka, widać, jak bardzo wsiąkł on już w amerykański „spirit”. Jankeska mentalność stała się również jego mentalnością. Gdy mówi o Michigan, aż świecą mu się oczy. Nie trzeba długo szukać, dlaczego to właśnie Michigan jest perełką zarówno dla niego, jak i większości Amerykanów. Z całej grupy Wielkich amerykańskich jezior tylko to jedno zamyka się na terytorium Stanów. W całości więc należy do Amerykanów. Mogą być z niego dumni. W całości.

– Jezioro już widziałeś. To teraz patrz tam… – Jurek bardzo lubi stopniować napięcie. Mnie też zaczyna się to podobać. Ktoś cały czas dba, abym na amerykańskiej ziemi czuł delikatny dreszczyk emocji.

Po chwili zza mijanej ściany drzew wyłania się on. Długi na 8 km. Z charakterystycznymi przęsłami. Most, który wydaje mi się, że kiedyś już gdzieś widziałem. Nie… To niemożliwe. To przecież nie Golden Gate. Ten jest w zupełnie innej części Stanów. To Mackinac Bridge. Most, który można zobaczyć na tablicach rejestracyjnych samochodów mieszkańców stanu Michigan, ma dla tutejszej społeczności bardzo dużą wartość. Także symboliczną.

To właśnie tutaj w każdy pierwszy poniedziałek września odbywa się główna ceremonia Labor Day. Czyli w tłumaczeniu na polski: Dnia Pracy. Tego dnia punktem honoru każdego mieszańca sąsiadującego z mostem miasteczka Mackinaw jest spacer wzdłuż całego Mackinac Bridge. Mieszkańcy najpierw są przewożeni specjalnymi busikami na drugą stronę mostu, aby następnie z północy na południe wrócić nim do miasta. Zwykle pochód o wczesnych godzinach rannych otwiera jakaś znana osoba ze świata lokalnej polityki. Za nią zaś podąża ponad 50 tys. ludzi.

A o tym, że tradycja dla Amerykanów jest ważną rzeczą, niech świadczy ustanowiony rekord. 1 września 1992 r. przez Mackinac Bridge przeszło 85 tys. ludzi. To tak, jakby wszyscy bez wyjątku mieszkańcy Nowego Sącza stanęli naraz na długim na 8 km moście i razem przeszli na jego drugi koniec.

Przeprawienie się przez most wcale nie musi być zresztą takim prostym zadaniem. Zarówno dla piechura, jak i dla kierowcy. W najwyższym punkcie wznosi się on 60 m ponad lustrem wody. Piesi wyjścia nie mają. Muszą iść. Dla kierowców administrujący mostem przygotowali specjalną usługę. Przy bramkach opłat do naszego auta może wejść pan, który poprowadzi je na drugą stronę. Dla bezpieczeństwa naszego i innych.
Autor: Stefan Czerniecki



reklama









#DziękujeMyZaOdwagę
reklama