Do widzenia w lepszej kiedyś krainie

Numer 496 - 25.04.2013Kresy

LEON BROEL-PLATER POWSTANIE STYCZNIOWE W INFLANTACH POLSKICH (CZ. III)

Z chwilą gdy Leon Plater wraz z grupą współpracowników został aresztowany, ofiarą zemsty za akcję pod Krasławiem padały kolejne majątki należące do polskich ziemian. Zleceniodawcą i inspiratorem był rząd carski, jego ramieniem siejącym zniszczenie – chłopi staroobrzędowcy. Układ ten pasował obu stronom: carat mógł utrzymywać, że to nie władza dokonuje pacyfikacji, tylko sam lud egzekwuje sprawiedliwość. Burłacy natomiast mogli wziąć upragniony odwet na znienawidzonych „panach”.
Dominik Szczęsny-Kostanecki
Profesor Uniwersytetu Łotwy Eric Jekabson utrzymuje, że „w Łatgalii wykorzystano polskie powstanie, aby zaatakować ziemian Polaków, spalić i zniszczyć ich majątki, a ich samych uwięzić”. Podobnie widział całą sprawę ks. Leon Plater: „Zrabowano i zniszczono kilkadziesiąt dworów i poszłoby to dalej, gdyby się rząd nie opatrzył, widząc, czym to grozi, i wojskiem nie powstrzymał dalszych rozruchów”. Rosjanie zaczęli się obawiać, że chłopska ruchawka przybierze na tyle duże rozmiary, że nie będzie można jej opanować.
Ziemianie ofiarą zemsty
Ofiarą napaści padł między innymi dwór w Ludwiampolu, należący do Kazimierza Platera. Burłacy splądrowali domostwo, zniszczyli sprzęty, gospodarza majątku zaś pocięli toporem. Zawiadomiony o zajściu prystaw (policyjny komisarz) nie nakazał bynajmniej, by napastników aresztowano, lecz sam zabrał pieniądze, które znalazł w skrzyni we dworze. Podobno niebawem sam – dzięki tej kradzieży – kupił sobie majątek ziemski. Prystaw polecił też spalić zabudowania należące do dworu i jednocześnie pozostawić gospodarza bez opieki medycznej. W nieopatrzone rany Kazimierza Platera wdała się gangrena i kilka dni później zmarł.
Uwięziony
Początkowo Leon Plater przetrzymywany był na terenie zasadniczego zrębu twierdzy dyneburskiej, jednakże po pewnym czasie przeniesiono go jako jeńca specjalnego do nowo wybudowanej turmy znajdującej się w granicach miasta, na przeciwnym, prawym brzegu Dźwiny.
Rozpoczęło się śledztwo, które miało przede wszystkim ustalić, kto był inspiratorem akcji pod Krasławiem. Władze podejrzewały – słusznie zresztą – że Leon Plater był jedynie wykonawcą poleceń płynących z góry. Gdyby nasz bohater miał słabszy charakter, łatwo mógłby zrzucić z siebie gros winy, wskazując na Zygmunta Bujnickiego jako człowieka, który pod pistoletem – na co przecież znaleźliby się świadkowie – zmusił go do wykonania rozkazu Rządu Narodowego. Leon Plater wybrał jednak inną drogę – podobną do tej, która stała się udziałem Romualda Traugutta – i nie wymieniając żadnych nazwisk, wziął całą winę na siebie. Leon Plater doskonale wiedział też, że Bujnicki miał żonę i małe dziecko; gdyby więc został postawiony w stan oskarżenia, jego rodzina niechybnie straciłaby męża i ojca. Czego nie wiedział natomiast, a co pogłębia tragizm sytuacji, to że zapobiegliwy Bujnicki dzięki rodzinnym koneksjom wyrobił sobie paszport u ministra spraw zagranicznych Wałujewa i czmychnął za granicę.
Tymczasem śledztwo prowadzone było w sposób urągający najbardziej elementarnym zasadom sprawiedliwości



zawartość zablokowana

Autor: Dominik Szczęsny-Kostanecki


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się