Opowieść o Krzemieńcu – mieście Słowackiego (część 1)

Numer 534 - 13.06.2013Kresy

WOŁYŃ „TAM, GDZIE IKWY SREBRNE FALE PŁYNĄ”

Wśród wielu ocen, analiz krytycznoliterackich, szkiców biograficznych i całego spektrum najróżniejszych wypowiedzi, których bohaterem jest Juliusz Słowacki, bądź to jako poeta, bądź też jako człowiek, najbardziej sugestywne wydaje się przemówienie Józefa Piłsudskiego.
Dominik Szczęsny-Kostanecki
Marszałek wygłosił je 28 czerwca 1927 r. z okazji złożenia prochów autora „Beniowskiego” na Wawelu. I nie chodzi tu nawet o potężną pointę Marszałka: „W imieniu rządu Rzeczypospolitej polecam panom odnieść trumnę do krypty królewskiej, by królom był równy”.
Równy królom
Istnieją spory, czy przypadkiem nie padły wówczas słowa: „Bo królom był równy”. Owszem, jest to przepiękny akord wieńczący mowę będącą niejako powtórną oracją pogrzebową,
oraison funèbre porównywalną w swoim kunszcie do tych wygłaszanych swojego czasu przez biskupa Bossueta, a w Rzeczypospolitej – przez Piotra Skargę. Jednakże tym, co w moim odczuciu najpełniej stanowi o sile rzeczonego przemówienia, jest przenikliwość, z jaką Piłsudski opisuje najważniejszy nerw duszy Słowackiego. Nerwem tym była skuta kajdanami ojczyzna, której niedolę odczuwał bez mała fizycznie.
„Gdy przed Słowackim, jedną z harf szczerozłotych, stoję, gdy warstwy mąk jego i pracy jego przeliczę, znajdę w tej harfie jedną strunę, co zawsze brzęczała, znajdę prawa dumy i prawa rozkoszy cierpienia dla dumy, dla godności ludzkiej. Szarpany niemocą ciała, szarpany niemocą prawd, które wyznawać rozum mu kazał, szukał w rozpaczy dumy siły, targającej wnętrzności swoje i ojczyzny swojej”.
Siła ta wykrystalizowała się podczas I wojny światowej i zaowocowała powstaniem niepodległej Polski. Piłsudski wiedział o tym aż nadto dobrze. Uroczystość na Wawelu to hołd złożony gigantowi, który ową siłę zaklętą w słowa krzesał i puszczał w polski krwiobieg.
Miasto nad Ikwą
Wawel był ostatnim etapem ziemskiej wędrówki poety. Warto w tym momencie postawić pytanie o jej początek. Warto zadać pytanie o osnowę tak wspaniale rozwiniętego później wątku. Czym była? Jakie charakterystyczne zbiegały się w niej nici? Na imię jej – o czym wie każde dziecko w szkole średniej – Krzemieniec nad Ikwą.
Tutaj Słowacki przyszedł na świat, tu – wyjąwszy wileńskie intermezzo – dorastał i tu zdobywał wykształcenie. Nie pomijając żadnego z tych trzech elementów, chcemy skupić się na okolicznościach, które złożyły się na jego wykształcenie. Żeby tego dokonać, musimy na osi historycznej wykonać solidny krok wstecz.
W Rzeczypospolitej Obojga Narodów oświata na Ukrainie (czy też, jak wtedy mówiono – na Rusi) stała na niższym poziomie niż w Koronie i na Litwie. Powodów można wskazać kilka. Po pierwsze Ukraina była miejscem, delikatnie rzecz ujmując, niespokojnym. Powstania kozackie, wśród nich najbardziej dramatyczne, czyli powstanie Chmielnickiego, najazdy tatarskie, wojny prowadzone przez Rzeczpospolitą przeciwko Turcji i Rosji w naturalny sposób nie sprzyjały stabilizacji systemu oświaty, który i tak z trudem mógłby za takowy uchodzić, zważywszy na brak państwowej centralizacji. Po wtóre, od XVI w. poczynając, ziemie ruskie były polem starcia wielu religii, i to zarówno tych mogących poszczycić się dużą liczbą wyznawców, jak prawosławie czy katolicyzm, jak również kalwinizmu czy arianizmu



zawartość zablokowana

Autor: Dominik Szczęsny-Kostanecki


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się