Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Lokalne sitwy PSL-u

Dodano: 02/07/2014 - Numer 852 - 02.07.2014
Samorząd terytorialny w wielu miejscach w Polsce postrzegany jest karykaturalnie. Lokalne sitwy z użyciem brutalnych metod, często wręcz przekraczając prawo, zwalczają opozycję. Tak jest w Sońsku, gdzie wójt tamtejszej gminy, Jarosław Wielechowski z PSL-u, trwa na stanowisku mimo prawomocnego wyroku skazującego. – Ta sprawa pokazuje prawdziwy obraz Polski samorządowej i polskiego sądownictwa – mówi nam Robert Kołakowski, poseł PiS-u. Sońsk to niewielka gmina w okolicach Ciechanowa na Mazowszu. Od kilku lat trwa tam jednak polityczny spór pomiędzy opozycją a PSL-owskim baronem Jarosławem Wielechowskim. Wszystko zaczęło się w 2008 r., gdy wójt naraził się mieszkańcom, podnosząc podatki. Opozycja postanowiła zorganizować referendum, aby odwołać go ze stanowiska. To jednak ostatecznie się nie udało. W referendum zabrakło 61 głosów. Wójt nie zmarnował jednak okazji i przypuścił kontratak na opozycję. Posłużyły mu do tego listy wyborców, które zostały skserowane i trzymane w reklamówkach w urzędzie. O tym, że wójt ma listę zwolenników opozycji, dowiedziały się dwie pracownice urzędu, które zostały wyrzucone z pracy. Były też inne represje. – Zostałem przez wójta Wielechowskiego zaatakowany za to, że wziąłem udział w referendum. Zwolnił mnie z funkcji dyrektora szkoły i nauczyciela. Wójt zrobił to w czasie, gdy byłem chory, a po tych wszystkich latach sąd potwierdził, że zwolnienie było nieuzasadnione. 9 maja zostałem przywrócony do pracy – mówi Włodzimierz Drążek, zaangażowany w ruch przeciwko wójtowi. Zrobiono również czystkę w urzędzie. Mieszkańcy postanowili zgłosić do prokuratury, że Wielechowski udostępnia radnym listy osób, które w 2008 r. wzięły udział w referendum. Sprawę doskonale zna Robert Kołakowski, który wiele razy interweniował u ministra sprawiedliwości. – Sprawa była wielokrotnie umarzana. Prokuratura zajęła się nią za trzecim podejściem. Później sprawę przeciągał sąd, w nieskończoność przesłuchując świadków i zwlekając z napisaniem uzasadnienia. Wreszcie jednak zapadł wyrok skazujący – mówi nam Robert Kołakowski. Ostatecznie wójt został prawomocnie skazany po, bagatela, pięciu latach, a jego mandat wygaszony przez radę. Nie oznacza to jednak, że opuścił piastowane stanowisko. Wielechowski przeciąga sprawę, zaskarżając decyzję rady o wygaszeniu jego mandatu do wojewódzkiego sądu administracyjnego. Ten jednak podtrzymał decyzję rady. Obecnie wójt do 8 lipca jest na zwolnieniu lekarskim. Data ta pokrywa się z terminem, jaki wójt ma na złożenie odwołania od niekorzystnej dla niego decyzji wojewódzkiego sądu administracyjnego do Naczelnego Sądu Administracyjnego. – Wójt, idąc na urlop zdrowotny, zaoszczędził sobie ekwiwalent urlopu wypoczynkowego. Po raz kolejny zadziałał bardzo „praktycznie” – mówi nam Drążek. – Odwołując się od wyroku do wyższej instancji, wójt Wielechowski dał sobie więcej czasu. W razie czego zamierza się odwoływać nawet do trybunału w Strasburgu. Wspierający wójta lokalni politycy wszystkie decyzje pozostawiają sumieniu wójta. Dymisja w takiej sytuacji jest decyzją, którą może podjąć osoba zainteresowana – mówi „Codziennej” Krzysztof Niesłuchowski. Jak twierdzi, to Sejm powinien zmienić przepisy, by umożliwić dymisję w sytuacji prawomocnego wyroku.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze