Kuźnia niepokornych

DZIEJE PRL \ III LICEUM OGÓLNOKSZTAŁCĄCE W GDAŃSKU

Numer 856 - 07.07.2014Historia

Na co zwróciłam uwagę od pierwszej chwili w III LO? Co tak bardzo zaimponowało mi w tej młodzieży? Niezależność. Dążenie ku temu, aby samemu wyrobić sobie stanowisko lub pogląd na jakiś kontrowersyjny temat – wspomina po latach Renata Piłat-Kwaterska, polonistka z gdańskiej Topolówki.
Trafiało tam wielu uczniów. Byli jednak wśród nich tacy, którzy wybrali ją nieprzypadkowo. Jednych zainteresowała architektura, innych pociągała klasa matematyczno-fizyczna czy też większa szansa dostania się na medycynę. Jeszcze inni wybrali ją ze względów czysto politycznych:
– Za Topolówką szła legenda szkoły opozycyjnej. Choć pewnie była ona nieco wyolbrzymiona, ponieważ w działalność opozycyjną angażowały się jednostki. Zanim jednak przyszedłem do szkoły, działali już Piotrek Szczudłowski, Wiesiek Walendziak czy Jaś Elbert, rzeczywiście tym się kierowałem – mimo obowiązującej rejonizacji chciałem iść do szkoły „niepokornej”. I dopiąłem swego – wspomina Jarosław Kurski. Jego brat Jacek dodaje: – Mój wybór był w pełni świadomy, w momencie gdy ja decydowałem się na Trójkę, starszy brat był już przewodniczącym parlamentu uczniowskiego, pierwszej niezależnej organizacji tego typu w Polsce. Mając zainteresowania polityczne i doświadczenia z opozycją demokratyczną w naszej rodzinie, niespecjalnie miałem ochotę na inną szkołę, uparłem się, że idę do Trójki.
Korzenie, które zobowiązują
LO nr III w Gdańsku to jedna z najstarszych szkół średnich w mieście. Jej początki sięgają roku 1909, kiedy utworzono Technische Hochschule. W okresie 20-lecia międzywojennego było to znane gimnazjum. Po II wojnie światowej utworzono też liceum. 3 września 1962 r. Topolówka na swojego patrona otrzymała Bohaterów Westerplatte. Dewizą szkoły było, jak głosił napis na sztandarze: „Stać na straży polskiego Wybrzeża”.
Komunistyczna indoktrynacja w Polsce obejmowała coraz większe obszary życia społecznego. Mimo to decydujący wpływ na kształtowanie młodych uczniów wywierali rodzice i nauczyciele.
Jeden z uczniów Maciej Grzywaczewski wspomina: – Mój ojciec chodził do Liceum im. Batorego w Warszawie z Jankiem Bytnarem „Rudym” i Alkiem Dawidowskim z Szarych Szeregów. Sam był AK-owcem i powstańcem warszawskim. Po wojnie nigdy nie wstąpił do partii. Słuchał Radia Wolna Europa. Był zawsze krytyczny wobec komunistycznego systemu.
Ojciec Andrzeja Zbierskiego był harcerzem i żołnierzem AK – łącznikiem komendanta Konspiracyjnego Wojska Polskiego kpt. Sojczyńskiego „Warszyca”. Sądzony przez komunistyczną sprawiedliwość, spędził w ubeckich więzieniach kilkanaście miesięcy. Dziadek zaś był legionistą I Brygady.
Nietuzinkowi nauczyciele
W tego ducha wpisywali się również nauczyciele, którzy teoretycznie mieli kształtować nowe ludowo-komunistyczne społeczeństwo. – Mimo wrogiej postawy niewielkiej części grona pedagogicznego wobec naszej aktywności mogliśmy w Topolówce oddychać o wiele swobodniej niż w innych szkołach. Była to zasługa naszych nauczycieli, którzy nawet jeśli nie pomagali, to przynajmniej nie przeszkadzali – wspomina Piotr Szczudłowski



zawartość zablokowana

Autor: Paweł Wiejaczka


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się














#DziękujeMyZaOdwagę
reklama