Pan Ivar Lunde w Warszawie

Dodano: 18/07/2014 - Numer 866 - 18.07.2014

TAK ZAPAMIĘTAŁEM \ TŁUMACZ Z NORWEGII

Był to rok 1987. Czekałem na niego w recepcji hotelu Forum. Wśród gości w przewadze Arabowie. Gardłowa mowa, gestykulują. Chyba gastarbeiterzy z Zachodu. Przyjeżdżają tu na wywczasy seksualne. Ubrani w tanie, przesadnie modne stroje. Osobna grupka młodzieńców o sportowo-żołnierskim wyglądzie. Mówią u nas pokątnie o jakichś szkoleniach palestyńskich terrorystów. Może to oni? Starszy pan wyłonił się z tej orientalnej ciżby. To chyba on. Trzymał w dłoni książkę w zielonej obwolucie. Po książce mieliśmy się rozpoznać. Mały, siwy, o czerstwej twarzy i bystrych, niebieskich oczach. Od razu przypomniał mi ojca. Te oczy schowane w głębokich oczodołach i krzaczaste brwi. W szarym garniturze. Prawie jednocześnie podeszliśmy do siebie. Rodzina Lewestamów Pan Ivar Lunde, tłumacz mojej książki o 
     

8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze