Ima znaczy matka

WILEŃSZCZYZNA \ SIOSTRA BERTRANDA, KTÓRA RATOWAŁA ŻYDÓW

Numer 924 - 25.09.2014Kresy

„W Kolonii [Wileńskiej] był klasztor Dominikanek, którego przełożona ukrywała u siebie kilkoro Żydów. […] Jurek Wilner był ulubieńcem matki przełożonej – blondyn z niebieskimi oczami, przypominał jej wywiezionego do niewoli brata. Rozmawiali więc często – ona mówiła mu o Bogu, on jej o Marksie – a kiedy wyjeżdżał do Warszawy, do getta, z którego miał już nie wrócić, pozostawił jej najcenniejszą rzecz, jaką posiadał: zeszyt z wierszami” – czytamy w „Zdążyć przed Panem Bogiem” Hanny Krall.
Z przywołanego utworu nie dowiemy się jednak, jak nazywała się wspomniana przez dziennikarkę zakonnica – być może dlatego, że w okresie, kiedy powstawała cytowana książka (druga połowa lat 70. XX w.), protektorka Wilnera już nie była osobą duchowną. Ba! – jej nazwisko brzmiało zupełnie inaczej niż to, które widniało w jej metryce chrzcielnej.
Siostra Bertranda
Kiedy nad Wileńszczyzną zajętą przez hitlerowców latem 1941 r. rozhulały się demony Holokaustu, siostra Bertranda (Janina Siestrzewitowska), przeorysza kameralnego klasztoru Dominikanek w Kolonii Wileńskiej, kilkanaście kilometrów od Wilna, powiedziała do sióstr: „Pamiętajcie, że Chrystus mówił: Nie ma większej miłości do Boga jak wtedy, kiedy się daje życie swoje za przyjacioły swoje”. Przekaz ewangeliczny był jasny. Siostry: Cecylia (Maria Roszak), Diana (Helena Frąckiewicz), Imelda (Maria Neugebauer), Jordana (Maria Ostreyko), Małgorzata (Irena Adamek), Stefania (Stanisława Bednarska), wsparły matkę przełożoną udzielającą schronienia Żydom zaciekle tropionym przez Niemców, a także, niestety, przez litewskich nazistów. Żadna praca podziemna nie była zakonnicom obca, współpracowały z Armią Krajową, pełniły służbę jako kurierki i sanitariuszki.
Pod matczyną opieką
Podwileńskie dominikanki udzieliły schronienia kilkunastu Polakom i Polkom narodowości żydowskiej, większość z nich należała do lewicującej organizacji skautowej Haszomer Hacair. Część spośród ukrywanych przez zakonnice znamy z nazwisk, są to: Arie Wilner, Abba Kowner, Edek Boraks, Chaja Grosman, Chuma Godot, Izrael Nagel; część tylko z imion, jak np. Taubę poległą w partyzantce, wsławioną wrzuceniem granatu pod niemiecki samochód; Witkę, która oprócz bycia łączniczką zajmowała się również minowaniem torów; czteroletnią Salcię, która pewnego razu, zaniepokojona hałasem na podwórku, zapytała: „Babciu, czy to już na Ponary trzeba iść?” – i tam też zginęła.
Żydzi wobec siostry Bertrandy posługiwali się hebrajskim określeniem „ima” – matka. To jedno słowo mówi wszystko o stosunkach panujących w klasztorze. To jedno słowo otwiera bramy zbawienia, stanowi gwarant opieki, ustawicznej troski, bezgranicznego oddania. „Nazywali mnie matką. Czułam się nią. Cieszyło mnie przybycie każdego nowego członka, bolało, że nie mogę przygarnąć więcej” – wyznawała „Ima” kilka lat po wojnie.
Zakonnica zaprzyjaźniła się z podopiecznymi. Najbliższy jej był Arie Wilner (1917–1943). To ona nazwała go Jurkiem. Toczyli ze sobą zażarte spory światopoglądowe, pozostając w głębokiej, niezachwianej relacji wewnętrznej: „Spotykały się wtedy dwa odrębne światy – świat negacji wartości przemijających i racjonalizm. Znaleźliśmy jednak punkty styczne, a raczej pomosty, gdyż każde z nas pragnęło zajrzeć w głąb drugiego. Szanowaliśmy nasze przekonania, wymienialiśmy nawzajem swój dorobek duchowy, nie bez wzajemnego wpływu”



zawartość zablokowana

Autor: Mariusz Solecki


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się