Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Stasi to w Niemczech piętno

Dodano: 05/11/2014 - Numer 958 - 05.11.2014
Plusem w niemieckiej rzeczywistości jest bez wątpienia to, że dawni oficerowie Stasi po 1989 r. nie mogli pracować dla instytucji publicznych. Mieli bardzo złą reputację. Prawie nikt nie chciał ich zatrudnić. Więc nie ma dla nich miejsca w życiu publicznym, w polityce czy na eksponowanych stanowiskach. W Polsce bestsellerem okazała się książka „Resortowe dzieci. Media”. W pozycji tej autorzy pokazują, jak dzieci komunistycznych działaczy w Polsce robiły kariery dzięki ich rodzicom, którzy po 1989 r. nie utracili wpływów. Dzieci PRL-owskich działaczy przeniosły też do współczesnej przestrzeni medialnej tamten tok myślenia i tamte wartości. Dzieci Stasi – policji politycznej NRD, o których Pani pisze, miały zgoła inny żywot… Niestety nie czytałam książki „Resortowe dzieci“, ale słyszałam o niej. Kiedy byłam w Polsce w ubiegłym tygodniu, wielu ludzi mówiło mi, że potomkowie funkcjonariuszy wciąż zajmują istotne miejsce w przestrzeni publicznej i robią wielkie kariery. To bardzo ciekawe. Dzieci politycznej policji w NRD, miały bardzo trudną, traumatyczną przeszłość! Nie były przytulane, w ich domach panował chłód i surowe zasady. Wiele z nich było maltretowanych przez ojców. Po 1989 r. nie mogli więc nawet myśleć o jakiejkolwiek karierze. Nadal borykają się z przeszłością, często mają poważne problemy psychiczne. Plusem niemieckiej rzeczywistości jest bez wątpienia to, że dawni oficerowie Stasi po 1989 r. nie mogli pracować dla instytucji publicznych. Mieli bardzo złą reputację. Prawie nikt nie chciał ich zatrudnić. Więc nie ma dla nich miejsca w życiu publicznym, w polityce czy na eksponowanych stanowiskach. Być może niektóre dzieci zrobiły karierę, ale pewnie dzięki temu, że nigdy nie przyznały się do tego, że ich ojcowie pracowali w Stasi. Stasi to w Niemczech piętno. Współczesne Niemcy potrafiły nazwać rzeczy po imieniu i odciąć się od niechlubnej przeszłości. W Polsce niestety to nie nastąpiło, dlatego książka „Resortowe dzieci” spotkała się z wieloma agresywnymi atakami ze strony postkomunistycznego środowiska. Jak Pani książka przyjmowana jest w Niemczech? Spodziewałam się ataków ze strony byłych oficerów Stasi, ale w efekcie było tylko kilka złośliwych reakcji tej części społeczeństwa. Zdecydowana większość reakcji była pozytywna. Wielu Niemców pochodzących z NRD mówiło wręcz, że było w szoku, gdy dowiedziało się, że pracownicy Stasi tak strasznie zachowywali się w swoich własnych rodzinach. Historie dzieci Stasi pokazują, co system totalitarny potrafi zrobić z ludźmi. I to, jaki ten system może mieć wpływ na najważniejsze relacje rodzinne – między dziećmi i ich rodzicami. Po publikacji książki zaczęłam dostawać mejle także od innych dzieci Stasi, które pisały: „Myślałem, że tylko ja doświadczyłem takich strasznych rzeczy. To pewien rodzaj ulgi, że inni też mieli takie dzieciństwo”. Pytają mnie też o kontakt do tych dzieci Stasi, z którymi rozmawiałam, pracując nad książką. Po 25 latach milczenia chcą rozmawiać z kimś, kto przeżył to, co one. W Niemczech wiedza o przeszłości oficerów Stasi jest powszechnie dostępna… I bardzo jestem z tego zadowolona, że udało się zachować ich akta. Bardzo się cieszę, że każdy może udać się do archiwum Stasi i zobaczyć te dokumenty. Niestety większość z tych przestępców nie była ukarana za działalność w NRD. Nawet Erich Mielke, który był szefem Stasi ponad 30 lat, został skazany na sześć lat więzienia za zabicie dwóch policjantów w 1931 r., a nie za pracę dla Stasi. To znaczy, że wielu z nich żyje wśród nas i wiedzie spokojne życie. Pracuje w firmach ochroniarskich. Mamy też jednak swojego bękarta przeszłości. To partia o nazwie Die Linke, dawniej Partia Demokratycznego Socjalizmu. (Wcześniej, w NRD była to Socjalistyczna Partia Jedności Niemiec). I dziś ludzie z tej partii (a nawet dołączają do nich ludzie z zachodniej części Niemiec) nadal dyskutują nad tym, czy NRD była państwem niesprawiedliwości i ucisku. Jak w ogóle można zadawać takie pytanie, skoro strzelano do swoich obywateli? Myślę, że wciąż mamy wiele do zrobienia.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze