Historia kołem się odwraca

W nie tak bardzo odległej przeszłości za siedmioma górami i siedmioma rzekami było sobie królestwo. Królestwo, jak to królestwo, miało króla, armię, stolicę, własną pocztę i kolej. Miało dominującą religię – było tradycyjnie katolickie. I leżało między dwoma potężnymi sąsiadami: Prusami i Austro-Węgrami. Wcale nie chodzi mi o Polskę, jakby ktoś mógł pomyśleć na podstawie takiego opisu, tylko o Bawarię. Bawaria z władcą na królewskim tronie istniała w latach 1806–1871. W tym ostatnim roku weszła w skład świeżo powstałego Cesarstwa Niemieckiego, ale odrębną armię, pocztę i kolej zachowała aż do roku 1919, kiedy to zrzekła się tych przywilejów, gdy chciała, aby niemiecka armia obroniła ten piękny kraj przed komunistyczną rewolucją. Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że po ostatnich wydarzeniach za Odrą bardzo możliwy jest ruch odwrotny. Jeśli bowiem Niemcy nie zejdą z proimigranckiego kursu, bardzo możliwe jest wejście kraju związkowego Bawaria na inny kurs, secesyjny. Bo to właśnie południe Niemiec bierze na siebie główne uderzenie niebezpiecznej islamskiej fali. I w bogatym Monachium mogą dojść do wniosku: „po co nam te Niemcy, skoro już nas nie potrafią bronić?”.

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl

W tym numerze