Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Stare psy i młode wilki

Dodano: 20/01/2020 - numer 2535 - 20.01.2020
Jest taka scena w tym filmie, w której Waldemar Morawiec, grany przez Cezarego Pazurę, rozmawiając z młodym policjantem, mówi, że kiedyś też pracował w policji. Młody odpowiada, że chyba w milicji. Stary się wścieka i powtarza, że to była policja, a nie milicja. Ale ubeckiej przeszłości bohaterów „Psów” nie da się wymazać, bez względu na to, jak dziś gimnastykować się będzie Władysław Pasikowski. A w „Psach 3. W imię zasad” gimnastykuje się bardzo.
Gdy Franz Maurer wychodzi po 25 latach z więzienia, nie ma się gdzie podziać. Był wieloletnim funkcjonariuszem Urzędu Bezpieczeństwa, a dziś z zatroskaną miną szuka płatnego zajęcia i darmowego noclegu. Od pierwszych minut seansu trzymamy kciuki, by facet z krwią na rękach polskich bohaterów, a później polskich gangsterów, znalazł pracę. Choćby nielegalną i choćby krwawą.
Okazja nadarza się, gdy syn Morawca znika w tajemniczych okolicznościach. Ekipa starych wyjadaczy (Linda, Pazura i Frycz) rusza do akcji, by wypełnić to, co w tytule filmu ma sugerować hasło: „W imię zasad”. Trop prowadzi do komisariatu policji, na którym pracują młodzi policjanci. Tych trudno byłoby odróżnić od zwykłych bandytów. Szybko okaże się, że „pracujący” w kilkuosobowym zespole starzy ubecy są więcej warci niż zastępy wyszkolonych w tak zwanej wolnej Polsce policjantów.
Jaki piękny relatywizm – rzec by można. Naturalnie podział na dobrych i złych nie jest do końca jasny i po obu stronach są wyjątki. Jak w każdym filmie akcji. To oczywiste. Ale oczywiste jest też to, że Pasikowski nie schodzi z drogi wybielania polskich antybohaterów. A powtarzane przez Morawca zdanie: „Co ja takiego zrobiłem?”, z jednej strony trochę go ośmiesza, z drugiej – ma bagatelizować przeszłość „psów”. W zestawieniu z postawą młodych policjantów, którzy bywają gorsi od tych, których ścigają, starzy, poczciwi ubecy wydają się superbohaterami. Na czele z niemal posągowym Franzem Maurerem.
Ubeckiej, odrażającej i krwawej przeszłości bohaterów „Psów” nie da się wymazać, bez względu na to, jak dziś gimnastykować się będzie Władysław Pasikowski. To ten sam reżyser, który na resortowe zamówienie z wielkim wyczuciem potrzeb widza niszczył etos Solidarności i rozróżnienie na bohaterów i ubeków. Na ofiary i ich morderców. Myślę m.in. o scenie z „Psów” sprzed lat, w której ubecy niosą swojego pijanego do nieprzytomności towarzysza, śpiewając „Janek Wiśniewski padł”. Tę scenę wymyślił Goebbels stanu wojennego, Jerzy Urban, lub ktoś o podobnej zbrodniczej inteligencji.
Moralny „psi” miszmasz podano znów w bardzo atrakcyjnej formie. Realizacja „Psów 3. W imię zasad” jest na wystarczająco dobrym poziomie, by widz kina akcji czuł się usatysfakcjonowany. Kontynuacja wątków z poprzednich części, jak choćby pojawienie się Angeli, ucieszy fanów serii. Zastanawiam się tylko, jak to jest możliwe, że Franz po 25 latach odsiadki doskonale wiedział, jak obsłużyć smartfon.
 
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze