Obrona gangu Olsena

FELIETON \ Drugie, nieoczywiste dno komedii Erika Ballinga

numer 2382 - 19.07.2019Publicystyka

W publicystyce polskiej od kilku lat pojawia się często jako określenie jakiejś wyjątkowo głupiej wypowiedzi polityka czy – szerzej – podjętych przez jakąś siłę polityczną niezbyt dorzecznych działań – mające owe zjawiska deprecjonować określenie: „gang Olsena”. Stanowczo protestuję! Egon Olsen nie był kretynem zdolnym do wymyślenia święta sześciu króli, kłamcą i oszustem opowiadającym o przekopywaniu smoleńskiego pobojowiska na metr w głąb ani roztargnionym przygłupem sygnującym swoje teksty wyborcze jako „Twój Szwab”.

W odróżnieniu od tych niedorobionych polityków Olsen miał zawsze prawdziwy (zawsze genialny!), absolutnie logiczny plan, a problem pojawiał się dopiero podczas jego realizacji. Z dwóch powodów – jednym była, hm, pewna niedoskonałość wykonawców, ale to pół biedy, głównym problemem było to, że plan Olsena zawsze naruszał interesy możnych tego świata, więc nawet gdy został z sukcesem zrealizowany, jak to się zdarza w dwóch odcinkach wieloletniej sagi filmowej, potężne siły mętnej finansjery zawsze w końcu biorą rewanż. To zaiste dobra lekcja dla polityków – nie jako rzekomy przykład nieudacznictwa, ale powód do poważnego namysłu, jak w interesie Polski atakować wszelkie zbrodniczo-bzdurne ideologie pod tęczową flagą politpoprawności, by zabezpieczyć się przed zemstą wrogów Olsena i naszego kraju – światowej finansjery.

Duński patriota kontra ponadnarodowa hydra

Dobroduszna kpina autora kinowego serialu Erika Ballinga z duńskich liberalnych rządów stopniowo przekształca się w poważne – choć nadal w błyskotliwie komediowej formie – ostrzeżenie przed rozpłynięciem się Danii w unio-europejskim tyglu i podporządkowaniem interesów jej mieszkańców interesom pozbawionego twarzy (patrz mój artykuł „Widmo znowu atakuje”, „GPC” 5 kwietnia 2019 r.) kapitałowi ponadnarodowych korporacji. W jedenastym filmie serii „Gang Olsena nigdy się nie poddaje” z 1979 r. Egon Olsen uderza w samo serce EWG, poprzedniczki Unii Europejskiej – jej brukselską centralę! Kiedy przed wieloma laty film ten trafił na nasze ekrany, polska publiczność odbierała go bez głębszej refleksji, a okoliczności kolejnego wielkiego skoku traktowaliśmy po prostu jako kolejny sztafaż – czym się dla nas wówczas Bruksela różniła od Paryża, gdzie też grasował gang Olsena?

Ale Olsen – z woli swojego twórcy – lepiej niż my, z entuzjazmem wstępujący do Unii Europejskiej (wyznam straszną prawdę – głosowałem przeciw!), orientował się w zawiłościach warunkujących istnienie tej wielogłowej hydry i wszystkie jej oczywiste słabości wykorzystał bezwzględnie do realizacji swojego planu. Egon, jak i jego niezbyt lotni pomocnicy, którzy każdorazowe jego wyjście z więzienia witali wymachiwaniem duńskimi flagami, byli duńskimi patriotami, więc ich przywódca szybko potrafił wzbudzić ich entuzjazm dla swego planu, gdy czarno na białym wykazał im, że nie tylko obrobią wrednych gangsterów wyższego poziomu, czyli międzynarodowych spekulantów finansowych, ale i zasłużą się dla ograbianej przez ponadnarodowe korporacje ­ojczyzny.

Więc kudy naszej nieudacznej i durnowatej opozycji do Olsena! On i jego ludzie byli patriotami, ci zaś – zdrajcami co najmniej interesów narodu, jeśli nie jego samego. Cały genialny plan Olsena obrobienia najpilniej strzeżonego skarbca w Brukseli polegał na gruntownej znajomości kretyńsko biurokratycznych zasad, na których już wtedy funkcjonowała Europejska Wspólnota Gospodarcza, a które z czasem – wraz z przekształceniem się w 1992 r. we Wspólnotę Europejską i wreszcie ostatecznym przepoczwarzeniem się w 2009 r. w obecną Unię Europejską – rakową tkanką przerosły również ustawodawstwo swoich członków



zawartość zablokowana

Autor: Jerzy Lubach


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się