Zdrajca sprawy polskiej

Numer 629 - 03.10.2013Kresy

I RZECZPOSPOLITA ROZWAŻANIA O BITWIE ORSZAŃSKIEJ 1514 (CZ.1)

Głęboka jest – by posłużyć się słowami otwierającymi tetralogię „Józef i jego bracia” – studnia przeszłości. Studnia przeszłości Polski liczy sobie tysiąc lat z okładem, co sprawia, że kraj nasz zajmuje miejsce w rzędzie krajów tak zwanej młodszej Europy. Czy jednak użyte tutaj słowo „młodszej” rozumieć należy jako umniejszająco-pobłażliwe?
Dominik Szczęsny-Kostanecki
W żadnym wypadku. Tak, jak po pokoleniu ojców przychodzi pokolenie synów, a następnie wnuków – a w czym każdy zdrowo rozumujący człowiek widzi naturalną kolej rzeczy – tak samo rzecz się ma z państwami i narodami.
Moskiewski sąsiad
1000 lat historii Polski! W naszej kresowej podróży w czasie i przestrzeni, w dużej mierze przypominającej dziecięce wodzenie palcem po mapie, akcydentalne i chaotyczne, doszliśmy do punktu, który leży mniej więcej w połowie głębokości rodzimej studni przeszłości – do nieco zapomnianej dziś bitwy pod Orszą stoczonej w 1514 r. na dalekich krańcach powstałej pół wieku później Rzeczypospolitej Obojga Narodów.
Humanistyka zachęca nas, by każde zjawisko obserwować z możliwie wielu stron. Postulat ten nie powinien wszakże skłaniać nikogo, by – kolokwialnie rzecz ujmując – dzielić włos na czworo, lecz by, nie poprzestając na wypracowanych konstruktach myślowych – nawet jeśli będą one jego własnymi – wynajdywał niedostrzeżone lub zapomniane włókna prawdy.
Jeśli – wracając do stanowiącej przedmiot niniejszych rozważań bitwy orszańskiej – zapytamy o jej dziejowy kontekst, nasunie się przynajmniej kilka myśli przewodnich, mających podobnie dużą wartość poznawczą.
Jaki był polski wiek XVI, w który wrośnięta jest bitwa orszańska? W polskiej historiografii jest on dość konsekwentnie zwany wiekiem złotym. Na taką ocenę złożyło się wiele czynników: długie i relatywnie stabilne panowanie dwóch ostatnich Jagiellonów, obfitujące w zwycięstwa – po krótkotrwałym na szczęście nieporozumieniu związanym z elekcją Henryka Walezego – czasy Stefana Batorego, właściwie pojmowana tolerancja religijna, jakże kontrastująca z szaleństwami, do jakich dochodziło wówczas chociażby we Francji, wreszcie pierwszorzędne osiągnięcia w dziedzinie sztuki, ale chyba przede wszystkim domknięcie unią lubelską długiego procesu formowania polsko-litewskiego związku państwowego.
Jednak na tej wydawałoby się gładkiej powierzchni przy dokładniejszej obserwacji można było dostrzec pewne zmarszczki. Powodem do niepokoju było chociażby wielostronne zagrożenie zewnętrzne. Zgadzamy się w tej kwestii z Pawłem Jasienicą, który w „Polsce Jagiellonów” przekonywał, że związane narzeczeńskim, a następnie małżeńskim węzłem Korona i Litwa otoczone zewsząd wrogami „nie miały żadnych sojuszników. Oczywiście, nie wszyscy oponenci stanowili jednakie zagrożenie. Największe na rozległej ścianie wschodniej stwarzała rosnąca w siłę Moskwa, od czasów Jana Olbrachta „skubiąca” litewskie rubieże – już to Tułę, już to Kursk, kiedy indziej Wiaźmę… Następca Olbrachta Aleksander nie wykazał dostatecznej energii, by dać odpór temu pochodowi, łudząc się poniekąd, że mariaż z córką Iwana III Heleną zapewni mu spokój. Na tym tle schyłek wieku XVI okazał się dla Rzeczypospolitej bardziej udany. Zwycięskie kampanie Stefana Batorego nie tylko powstrzymały moskiewską agresję na Inflanty, ale pozwoliły odzyskać część straconych uprzednio ziem, m.in. Połock i Wieliż



zawartość zablokowana

Autor: Dominik Szczęsny-Kostanecki


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się