Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

ENERGETYKA \ PORAŻKA RZĄDU W SPRAWIE REZERWY POZWOLEŃ NA EMISJĘ CO2 Prąd jednak podrożeje

Dodano: 07/05/2015 - Numer 1108 - 07.05.2015
Wbrew zapewnieniom Ewy Kopacz ceny energii jednak pójdą w górę. Rząd PO/PSL poniósł klęskę w sprawie rezerwy CO2 – zacznie ona działać już od 2019 r., a więc o dwa lata wcześniej niż chciała polska strona. Rezerwa ma zmusić przemysł do proekologicznych inwestycji. Oznacza to jednak dodatkowe koszty, które firmy przerzucą na zwykłych ludzi. Z komunikatu unijnych służb prasowych po wtorkowych negocjacjach wynika, że porozumienie zawarte przez przedstawicieli europarlamentu i łotewską prezydencję UE przewiduje, iż rezerwa pozwoleń na emisję dwutlenku węgla wystartuje 1 stycznia 2019 r. Tak zwana rezerwa stabilizacyjna to mechanizm, który doprowadzi do podniesienia cen pozwoleń na emisję CO2, co z kolei ma zmobilizować państwa członkowskie UE do zdecydowanej redukcji tej emisji. Rząd PO/PSL początkowo sprzeciwiał się pomysłowi utworzenia wspomnianej rezerwy, przekonując, że obciąży to dodatkowymi kosztami nasz przemysł. Kiedy nie udało się zablokować niekorzystnego dla Polski projektu, ekipa Kopacz zaczęła zabiegać o to, by wszedł on w życie jak najpóźniej, w każdym razie nie wcześniej niż w 2021 r. Premier wysłała nawet w tej sprawie list do szefa KE Jean-Claude’a Junckera, ostrzegając, że zbyt szybkie wprowadzenie rezerwy może mieć poważne skutki gospodarcze, finansowe i społeczne dla Polski i innych państw naszego regionu. Ale i tu poniosła porażkę, bo termin uruchomienia rezerwy ustalono na 1 stycznia 2019 r. Nie dość, że rezerwa ruszy o dwa lata wcześniej, niż chciał polski rząd, to uzgodniony kompromis zawiera jeszcze jeden niekorzystny dla nas punkt. Chodzi o przeniesienie do wspomnianej rezerwy 900 mln pozwoleń na emisję dwutlenku węgla, które miały być wykorzystane w latach 2014–2016, ale w ramach tzw. backloadingu zdjęto je z rynku i przesunięto na lata 2019–2020. Teraz pozwolenia te, zamiast za cztery lata wrócić na rynek, zostaną przekierowane do rezerwy, co – zdaniem ekspertów – spowoduje wzrost cen pozwoleń na emisję. Wszystko to oznaczać będzie dodatkowe koszty dla polskiego przemysłu, który aby zrealizować ambitne założenia unijnej polityki klimatyczno-energetycznej, będzie zmuszony inwestować w proekologiczne technologie. Obciążone tymi dodatkowymi wydatkami firmy, zwłaszcza te z sektora energetycznego, z pewnością przerzucą je na konsumentów. W tej sytuacji oczywiste jest, że ceny prądu – wbrew wcześniejszym zapewnieniom premier Kopacz – muszą wzrosnąć. Uzgodnienia łotewskiej prezydencji i europosłów muszą być jeszcze zaakceptowane przez przedstawicieli państw członkowskich UE, a następnie przez unijnych ministrów i Parlament Europejski. Jeszcze niedawno polskie władze przekonywały, że kontrolują sytuację i przepisy będą korzystne dla naszego kraju. Dotychczasowy przebieg negocjacji wskazuje jednak, że rząd Kopacz poniesie w sprawie rezerwy CO2 kompromitującą porażkę, która będzie ciosem dla polskiej gospodarki.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze